Kulisy konfliktu Jana Ziobry z Polskim Związkiem Narciarskim. Problem, który trwa już od kilku lat

Jan Ziobro zdecydował się na zawieszenie sportowej kariery. Zaskakujące i niezwykle mocne powody swojej decyzji podał w wideo zamieszczonym w serwisie społecznościowym. Okazuje się jednak, że konflikt Ziobry toczy się już bardzo długo i skoczek wielokrotnie popadał w spory z trenerami i działaczami.

Mocne słowa w oświadczeniu

- Podjąłem decyzję o zawieszeniu kariery. To nie jest tak, że nie chcę skakać, ale kontynuacja kariery nie ma sensu, gdyż wielu ludzi z otoczenia chce mnie zniszczyć jako zawodnika. Jest szereg decyzji, które są skandaliczne. Kłody są mi rzucane pod nogi od dłuższego czasu. Na każdym kroku jestem pomijany, poniżany. Sytuacja wygląda beznadziejnie - mówił zrozpaczony skoczek na Facebooku. 

Co miał na myśli Ziobro mówiąc, że sytuacja wygląda bardzo źle? Postaraliśmy się prześledzić historię skoczka, który już kilka razy popadał w duże konflikty, nie tylko z trenerami, ale także z osobami decyzyjnymi w PZN.

Jan Ziobro jest bezpośredni

Jan Ziobro od początku swojej kariery znany jest jako bardzo bezpośredni skoczek, który mówi dokładnie to, co myśli. Ten niezwykle twardy, góralski charakter wielokrotnie pomagał mu w trudnych sytuacjach i pozwolił dojść do wysokiego poziomu. Takie podejście bardzo dobrze sprawdza się również w biznesie, w którym skoczek także się spełnia (jego rodzina zarządza znaną firmą Meble Ziobro, która świetne funkcjonuje nie tylko na polskim rynku). 

Niestety, mocny charakter nie zawsze pozwalał mu dobrze funkcjonować w grupie. Nie od dziś wiadomo, że Jan Ziobro miał mały konflikt z Łukaszem Kruczkiem, który przez osiem lat był trenerem polskiej kadry. Skoczek zarzucał byłemu szkoleniowcowi, że ten donosił związkowi o problemach ze swoim podopiecznym, co mogło spowodować przypięcie mu łatki awanturnika. 

Właśnie dlatego Stefan Horngacher na początku swojej pracy miał być uprzedzony do skoczka. Doszło nawet do tego, że przed sezonem 2016/2017 Ziobro prezentował całkiem dobrą formę i zasługiwał na start w Pucharze Świata - tak twierdził. Horngacher nie zdecydował się jednak na zabranie zawodnika do Kuusamo, co mocno go zirytowało.

Roberta Mateja pomógł w trudnym momencie

Skoczek był wściekły i zakomunikował trenerom, że kończy ze skokami. Nie chciał do tego dopuścić Robert Mateja ( trener kadry B), który namawiał Ziobrę do przemyślenia decyzji. Mateję wsparli też inni zawodnicy.

Kolejne tygodnie pokazały, że mieli rację, bo Jan Ziobro prezentował na tyle dobrą formę, że tuż przed świętami Bożego Narodzenia Stefan Horngacher nominował go do składu na Turniej Czterech Skoczni. Później wiodło mu się całkiem dobrze, bo wystąpił w 19 konkursach PŚ i 10 razy wchodził do drugiej serii. W sumie zdobył 122 punkty i zajął 31. w klasyfikacji generalnej (dało mu to piąte miejsce wśród skoczków kadry A)

Punkt zwrotny

Wydaje się, że punktem zwrotnym były mistrzostwa świata w Lahti, na których Ziobro był w dobrej formie, ale okazało się, że inni Polacy byli lepsi... Mimo że skoczek ze Spytkowic pojechał do Lahti, to nie wystąpił w żadnym konkursie MŚ.

- Żałuję, bo przez dwa lata się trenuje, żeby potem skakać na mistrzostwach świata. Dawid Kubacki skacze dobrze, więc jest trudno. Nie ma to tamto, tylko trzeba skakać. W sumie dobrze, że jest tylu zawodników i jest z kogo wybierać - mówił wówczas Ziobro.

W mediach pojawiły się informacje o tym, że Ziobro stracił pewność siebie i ambicję, co zresztą potwierdzała spora obniżka formy w drugiej części sezonu. Co więcej, zaczęło się plotkować także o tym, że Stefan Horngacher miał sporo uwag do Jana Ziobry - chodziło o wyjście z progu i pierwszą fazę lotu. Skoczek miał nie być przekonany do zmian.

Jan Ziobro nie został Piotrem Żyłą

Można powiedzieć, że Jana Ziobrę spotkało to, co mogło spotkać Piotra Żyłę, gdyby ten nie zmienił swojej dziwnej pozycji dojazdowej. Stefan Horngacher zagroził mu wyrzuceniem z kadry, ale Żyła całkowicie zmienił swoje podejście do skoków. 

Z Ziobrą było bardzo podobnie, ale skoczek nie był skłonny do współpracy - słyszymy z obozu polskiej reprezentacji. Końcówka poprzedniego sezonu sprawiła, że Austriak zaczął się zastanawiać nad słusznością pracy z Janem Ziobro. Po wspólnej analizie w reprezentacji zdecydowano, że Ziobro będzie przygotowywał się z kadrą B.

Sytuacja niezwykle zdenerwowała skoczka, tym bardziej że, powołanie otrzymał Krzysztof Miętus, który przez ostatnie sezony prezentował bardzo słabą formę.

Zawodnik miał żal między innymi do Adama Małysza, ale ten podał mu przykłady m.in. Macieja Kota czy Dawida Kubackiego, którzy też trafiali na zaplecze, ale zacisnęli zęby i pracowali nad poprawą formy. - Janek był zdania, że należy mu się  miejsce w kadrze A. Wiele razy z nim rozmawialiśmy na ten temat. Wszystko starałem się wytłumaczyć - mówił nam wówczas Adam Małysz.

Problemy z dyscypliną

Jan Ziobro całe przygotowania do obecnego sezonu spędził w kadrze B i trenował pod okiem Macieja Maciusiaka. Skoczek wielokrotnie zaznaczał jednak, że jest źle traktowany, ale dodawał, że nie chodzi o sytuację w kadrze, a o inne osoby, które rzucają mu kłody pod nogi i "chcą go zniszczyć jako sportowca". Nie wspominał jednak o tym, że gdy na początku sezonu został desygnowany do kadry B, to nie pojawił się na pierwszym zgrupowaniu. 

Forma Ziobry jednak zwyżkowała i trenerzy zdecydowali się zabrać go na listopadowy Puchar Świata w Wiśle. Tam Ziobro sprawiał jednak wrażenie człowieka, który zaraz wybuchnie. Gdy nie udało mu się awansować do konkursu, wyglądał na załamanego.

- Problemów jest wiele, nie starczyłoby czasu, by o tym wszystkim opowiedzieć. Sytuacja w kadrze B jest dobra, więc mojej drużyny bym nie ruszał. Problem jest bardziej złożony. Nie chce o tym na razie mówić - mówił rozżalony skoczek po kwalifikacjach

Nie pomogła rezygnacja z mistrzostw Polski

- Ostatnio skakaliśmy razem na skoczni w Zakopanem. Miało to zdecydować o wyborze składu na Puchar Kontynentalny w Titisee-Neustad. Ja uzyskiwałem odległości w okolicach 122-126 metrów. Andrzej Stękała - Andrzej, to nie do Ciebie, nie odbierz tego źle - skakał w granicach 105-110 metrów. Ja jednak nie dostałem powołania - mówił rozżalony Jan Ziobro w filmie wrzuconym na Facebooka. 

Decyzja o nie zabraniu Ziobry do Titisee-Neustadt może być konsekwencją niesubordynacji, jaką była samowolna rezygnacja ze startu w mistrzostwach Polski, które 26 grudnia odbyły się w Wiśle.

Wydaje się jednak, że to również mógł być element walki, o której mówi Jan Ziobro. Dotychczas mówiło się o tym, że Ziobro zrezygnował ze startu, bo nie chciał spotykać się z ludźmi ze środowiska,. Co interesujące, trenerom przekazał, że nie będzie go ze względów osobistych. Miało chodzić o chrzciny u szwagra....

Profil localSkiJumping doszukał się jednak ciekawostki związanej z rozstawieniem skoczka, która również mogła (ale nie musiała) mieć wpływ na brak udziału w MP. 


Okazuje się, że Jan Ziobro został wpisany na listę startową MP jako 11. skoczek, czyli dokładnie między najmłodszymi zawodnikami w kraju, co mogło być próbą dyskredytacji zawodnika.

Wina po dwóch stronach

W świetle różnych historii i wydarzeń nie da się klarownie wytłumaczyć, kto ma rację. Wydaje się jednak, że skoczek źle znosi krytykę, co jest jego dużym problemem.

Z drugiej strony, w polskiej kadrze skończyły się czasy braku profesjonalizmu. Stefan Horngacher sprawił, że kadra A jest teraz na najwyższym światowym poziomie i żeby się w niej znaleźć, trzeba wszystko poświęcić skokom. 

Warto pamiętać również o tym, że Jan Ziobro nie zawsze respektował zdanie sztabów szkoleniowych, a Horngacher nie znosi niesubordynacji. Choć niektóre zachowania osób ze związku też pozostawiają wiele do życzenia.