Zimowa Narodowa Wyprawa na K2. W 1986 r., na drugiej najwyższej górze świata, stanęło pięciu Polaków. Troje nie przeżyło

Wanda Rutkiewicz, jako pierwszy polski wspinacz i pierwsza kobieta na świecie stanęła osiągnęła wierzchołek K2 (8611 m n.p.m.) 23 czerwca 1986 r. Dwa tygodnie później zespół Kukuczka-Piotrowski wytyczył "Polish Line" - najtrudniejszą drogę powstałą na tej górze.
Podejście do obozu I na K2 Podejście do obozu I na K2 fot. Marek Chmielarski, źródło: Polski Himalaizm Zimowy

Dwa oblicza Karakorum

Lato 1986 r. miało w Karakorum dwa oblicza. Było niezwykłe, ponieważ władze Pakistanu wydały zgodę na wspinaczkę dla dziewięciu wypraw, wśród których prym wiedli Polacy.
Wystawili aż trzy zespoły: Wanda Rutkiewicz wspinała się z Francuzami na Żebrze Abruzzi, Jerzy Kukuczka z Tadeuszem Piotrowskim wchodzili na wierzchołek środkowym filarem południowej ściany, a ekipa dowodzona przez Janusza Majera (Anna Czerwińska, Krystyna Palmowska, Dobrosława Miodowicz-Wolf, Przemysław Piasecki, Wojciech Wróż i pochodzący ze Słowacji Peter Božik) chciała rozwiązać problem "Magic Line", czyli południowej grani K2.

Choć wszystkie ekspedycje niosące biało-czerwoną flagę odniosły sukces, to próżno było szukać zadowolenia na twarzach himalaistów. Rutkiewicz przeżyła śmierć francuskiego małżeństwa, Liliane i Maurice'a Barrardów, Kukuczka widział spadającego w otchłań partnera, a polsko-słowacki zespół pod batutą Majera wejście na szczyt okupił życiem Dobrosławy Miodowicz-Wolf i Wojciecha Wróża.

Zaledwie jednego lata - nazywanego wśród alpinistów czarnym - na zboczach K2 zginęło trzynastu alpinistów, w tym trzech Polaków. Oddać rozmiary tragedii może tylko statystyka wypadków - przed 1986 r. "Góra gór" zabrała dwanaście istnień. Feralne trzy miesiące powiększyły niechlubną liczbę o ponad 100 proc. Wtedy zaczęto mówić, że pakistańska "piramida" morduje ludzi.

  Wanda Rutkiewicz
Wanda Rutkiewicz Fot. AP Photo

"Życie smakuje najlepiej wtedy, gdy można je stracić"

Często powtarzała tę frazę. Jej czyny sugerowały, że w imię wyższych wartości (gór) gotowa jest odejść. Wanda Rutkiewicz, bo niej mowa, tuż po pionierskim wejściu na K2 i mimo utraty przyjaciół opłakiwanych na zejściu do bazy, nie chciała się oczyścić, tylko działać dalej. Była zdeterminowana. Nieprzygotowana zaatakowała Broad Peak (8051 m n.p.m.), ale z sił opadła już w obozie I. Zawróciła.

Decydując się na dołączenie do francuskiej wyprawy na K2 świadomie porzuciła ideę narodowego kobiecego himalaizmu. To była jej trzecia próba zaatakowania wierzchołka, którego rozległą panoramę można podziwiać z punktu widokowego Concordia na lodowcu Baltoro.

Nie chciała tracić czasu, była świadoma, że z towarzyszami znad Loary szybciej stanie na drugim pod względem wysokości szczycie ziemi. Postawiony cel był najważniejszy. Byli z nią Michele Parmentier oraz Lilliane i Maurice Barradowie. Tego pierwszego Wanda nie cierpiała.
Szli na lekko, bez używania dodatkowego tlenu. I co się wydaje nie do pomyślenia - nie asekurowali się liną. Trzy noce spędzili powyżej 7500 m n.p.m., z czego ostatnią - 311 metrów poniżej szczytu. Rutkiewicz stanęła na nim 23 czerwca 1986 r., mając 43 lata. Małżeństwo Barrardów nigdy z niego nie wróciło - prawdopodobnie spadło ze stromego żlebu "Bottleneck". Tam Polka widziała ich po raz ostatni.

Jerzy Kukuczka Jerzy Kukuczka mat. pras

Kukuczka niepoważny?

Zdobycie wszystkich czternastu ośmiotysięczników spędzało Jerzemu Kukuczce sen z powiek. Gdy Tadeusz Piotrowski, utalentowany polski wspinacz, zaproponował dołączenie do międzynarodowej wyprawy kierowanej przez siedemdziesięcioletniego wówczas Karla Herrligkoffera - mający korzenie w Beskidach alpinista nie wahał się.

Uczestnicy ekspedycji byli lepiej wyposażeni od Polaków. Śmiali się, spoglądając na polski duet. Jeden z nich otwarcie skrytykował Jurka, mówiąc, że wcale nie wygląda jak poważny alpinista. Niemiecki kierownik wyprawy poparł pomysł Polaków zakładający wytyczenie nowej drogi na południowej ścianie. W ekipie wybuchł bunt, ponieważ pozostali członkowie zespołu, pochodzący ze Szwajcarii i Niemiec, nie mieli ochoty na nowatorskie rozwiązania - chcieli wejść na szczyt najprostszym możliwym sposobem.

Lodowych Wojowników - jak określa się Polaków - cechowała zażartość, nieustępliwość, ambicja i niebanalność. Wiele lat po złotej erze polskiego himalaizmu Krzysztof Wielicki - piąty w historii zdobywca wszystkich ośmiotysięczników - powiedział w rozmowie ze Sport.pl, że nie interesował się kolekcjonowaniem szczytów dla wpisania ich w CV.
- Chciałem rozwiązywać problemy sportowe, wysoko mierzyliśmy z kolegami - skromnie przyznał.

Gdzie jesteś, Tadek?

Cztery noce spędzili w strefie śmierci, powyżej ośmiu tysięcy metrów, w miejscu, w którym zaczynają obumierać tkanki, a każdy krok wydaje się nie do pokonania. Atak szczytowy przeprowadzili z wysokości 8200 m n.p.m., dysponując minimalnym ekwipunkiem, w tym zaledwie trzydziestoma metrami liny. Drugi w historii zdobywca korony Himalajów i Karakorum powiedział później, że kilkudziesięciometrowy fragment linii, pokonany w okolicy kopuły szczytowej, był najtrudniejszą wspinaczką w jego życiu.

Środowisko alpinistów poszło o krok dalej oświadczając, że na tej górze nigdy nie poprowadzono poważniejszej drogi. Jak się później okazało - nikt tego osiągnięcia nie powtórzył.

Za wiekopomny czyn Tadeusz Piotrowski zapłacił najwyższą cenę, spadł w otchłań, z której nie ma powrotu. Wydarzyła się rzecz niespotykana - spadły mu oba raki, przez co nie był w stanie ustać na szklanej górze. Osuwając się ze zboczy K2 z całym impetem uderzył w znajdującego się niżej Kukuczkę niemal zabierając go ze sobą.
Choć Jerzy Kukuczka był świadomy konsekwencji "lotu" kolegi, niegasnąca nadzieja kazała mu krzyczeć w przepaść: Gdzie jesteś, Tadek?!

Himalajska Żelazna Kurtyna

W komunistycznej Polsce sportowcom ciężko było wyjechać za granicę. Mimo szeregu doskonałych wspinaczy, popisujących się wymagającymi zimowymi przejściami w Tatrach, nie mogliśmy zdobywać innych szczytów. Kraj posiadający niskie góry dysponował marnującą się kadrą, zdolną dokonywać niesamowitych rzeczy. 

Sytuację odmienił dopiero Andrzej Zawada. Skoro nie mogliśmy szkolić się w Europie Zachodniej jak tuzy światowego alpinizmu, zaczął negocjować z władzami ówczesnego ZSRR. I tak uzyskał zgodę na wyjazdy w góry Tienszanu i Hindukuszu.

W 1973 roku, w zespole z Tadeuszem Piotrowskim dokonał pierwszego zimowego wejścia na Noszak (7485 m n.p.m.), położony w drugim z wymienionych pasm.

Rok wcześniej, w tych samych górach, Wojciech Kurtyka wytyczył nową drogę na Koh-e Tez (7015 m n.p.m.). I dokonał tego w stylu alpejskim, na lekko, bez zakładania obozów pośrednich i wspierania się poręczówkami! Laureat "Złotego Czekana" w 1977 r. w równie efektowny sposób wszedł na Kohe Bandaka (6812 m n.p.m.). Po latach wspominał, że cudem udało mu się wrócić z wierzchołka w jednym kawałku.

Polska wyprawa na K2 Polska wyprawa na K2 Paweł Wilk

Zmieniamy bieg historii

Komuniści, chcąc wykorzystać wizerunek "łojantów" i krzepić naród, zaczęli wyrażać zgodę na wyloty Lodowych Wojowników do Pakistanu, Chin i Nepalu. Zmieniliśmy bieg historii.

Dysponując chałupniczo wykonanym sprzętem, środkami na wyprawy pozyskanymi z przemytu, zmagając się z przeciwnościami losu, zdobyliśmy zimą - jako pierwsi na świecie - dziesięć z trzynastu osiągniętych o tej porze roku ośmiotysięczników.

W 2018 r. Polacy, nawiązując do złotej epoki polskiego himalaizmu, będą chcieli zakończyć erę zdobywania najwyższych gór świata zimą. Dowodzeni przez Krzysztofa Wielickiego, dla którego jest to szósta wizyta u podnóży K2, postarają się zostawić ślad na wierzchołku mimo kilkudziesięciu stopni mrozu i zmagań z Jet Streamem - huraganowymi wiatrem wiejącym na tej wysokości z prędkością nawet 300 km/godz. Polska ekipa ma czas na zdobycie szczytu do 20 marca, gdy zakończy się astronomiczna zima.