Vancouver 2010. Sikora czuje presję, by zdobyć medal

Tomasz Sikora przestał budzić się o 3 w nocy. Teraz o 6 nad ranem budzą go antydopingowi kontrolerzy. - Tomek czuje wewnętrzną presję, by zdobyć medal. I jest w stanie to zrobić. Ale kiedy pudłuje, to tak się tym potem stresuje, że czasem nie może spać po nocach - opowiada Sport.pl trener Roman Bondaruk.
Sikora, który w niedzielę wystartuje w sprincie na 10 km, w Whistler jest najdłużej ze wszystkich polskich sportowców. Przyleciał 31 stycznia. - W zeszłym roku robiliśmy dokładne badania i wynikało z nich, że zawodnicy byli w pełni sił dopiero po 12-14 dniach od zmiany czasu. Dlatego przelecieliśmy tak wcześnie - wyjaśnia trener Bondaruk.

Sikora zawsze ma kłopoty z aklimatyzacją, teraz też przez pierwsze dni budził się o 3-4 nad ranem, czyli wtedy, gdy w Europie było południe, i nie mógł dalej spać. - Czekaliśmy spokojnie, aż jego organizm sam się przestawi, nie chcieliśmy dawać mu tabletek nasennych - podkreśla Bondaruk.

Kiedy wreszcie spał mocno, w niedzielę o 6 rano do pokoju Sikory zapukali kontrolerzy antydopingowi. - Nic szczególnego, biorąc pod uwagę, że kontroli ma być około dwóch tysięcy. Wyciągają ludzi ze stołówki, z siłowni, spodziewamy się takich nalotów - stwierdził Bondaruk.

Przez pierwsze cztery dni Sikora trenował na turystycznych trasach w parku niedaleko Whistler, a spał w hotelu w centrum, bo zarówno olimpijska trasa, jak i wioska były jeszcze zamknięte na cztery spusty. - Do wioski wpuścili nas dopiero 4 lutego, a na trasie i na strzelnicy pierwszy raz byliśmy 5 lutego - mówi pochodzący z Ukrainy trener. Polacy w tak wczesnej wyprawie do Whistler nie byli jednak odosobnieni, bo pod koniec stycznia przyjechała większość ekip z Norwegami i Niemcami na czele.

Od wielu miesięcy Sikora planował wystąpienie w weekendowym biegu PŚ w Canmore, ale ostatecznie zrezygnował, bo okazało się, że nie ma dogodnego połączenia lotniczego, a podróż samochodem zajęłaby minimum 10 godzin. - Więcej by z tego było strat niż korzyści. Wszyscy, nawet Bjoerndalen, odpuścili Canmore - zaznacza Bondaruk, który ubrany w czerwony dres z napisem "Poland" rozmawiał z nami we wtorek w wiosce w Whistler.

Trener roześmiał się, gdy zaczęliśmy go wypytywać, czy na trasę zwieziono dużo sztucznego śniegu. - Z tym brakiem śniegu to jakaś przesada, może w Vancouver czy w centrum Whistler faktycznie jest go mało, ale na trasie biatlonowej z pół metra. Kanadyjczycy żartują, że u nas w Europie jest problem, żeby przywieźć śnieg, a u nich, żeby go wywieźć. Trzy lata temu mieli tam ponoć sześć metrów śniegu! - opowiada Bondaruk, pod wodzą którego Sikora zdobył cztery lata temu srebro na 15 km w Turynie.

Trasa biatlonowa nie jest położona w samym Whistler, ale 15 km na zachód w Callaghan Valley. We wtorek na treningach warunki były tam idealne - bezwietrznie, słonecznie, temperatura w okolicach zera, w nocy ok. minus 3. - Idealna pogoda dla Tomka, ale prognozy nie są dobre. Zapowiadają deszcz i ocieplenie - krzywi się Bondaruk.

Chodzi o narty. Z obserwacji Polaków wynika, że fishery, na których ściga się Sikora, ale też cała kadra kobiet, na ciepłym i mokrym śniegu są wolniejsze od atomiców i rossignoli. Jeśli będzie padać, bardzo dużo będzie zależało od pracy serwismenów.

Co można powiedzieć o formie Tomka? - Nic, bo od 23 stycznia, czyli od ostatniego biegu w Anterselvie, nie było żadnych zawodów. Biegacze mieli swój PŚ, skoczkowie też startowali, a u nas tak jakoś zrobiono kalendarz, że przez tyle dni do igrzysk nie ma nic - wzdycha szkoleniowiec.

Dlatego biatloniści zorganizowali się sami i w środę na trasie w Callaghan Valley zrobili testowe biegi między sobą.

- Najważniejsze, że Tomek nie jest chory. Kilka dni temu dopadł go wprawdzie katar, ale lekarze zaraz go wyleczyli. Od początku stycznia ustabilizował strzelanie i pokazał lepszy bieg. W Anterselvie w trzech ostatnich biegach zaliczył jedno pudło. Dzięki temu odzyskał pewność siebie, jest spokojny. Kiedy Tomek pudłuje, to tak się tym potem stresuje, że czasem nie może spać po nocach. Dobrze, że przed igrzyskami udało mu się wyciszyć - podkreślił Bondaruk.

Szkoleniowiec zdradził, że igrzyska w Kanadzie rozstrzygną o dalszych losach 36-letniego Sikory. Jeśli nie osiągnie dobrego wyniku, raczej skończy karierę. - Jeśli zajmie wysokie miejsce, będzie startował dalej. Myślę, że Tomek czuje wewnętrzną presję, by zdobyć medal. Ma już swoje lata, nigdy nie był atletą w typie Svena Fishera czy wielkim talentem jak Bjoerndalen, to raczej chudzina taka, ale ma chłopak charakter do walki. Zawsze trzeba traktować go jako jednego z faworytów. Jest w stanie zdobyć medal - zakończył Bondaruk, który nie spodziewa się w niedzielę wielu kibiców na trasie. Trybuny na biatlonie są mikroskopijnej wielkości w porównaniu z tymi w Europie. Kanadyjczycy na hasło "biatlon" robią minę mniej więcej taką, jak my na "curling".

Trener Sikory ostrzega Justynę Kowalczyk »