MŚ w biathlonie. Polki wreszcie pobiegły na luzie

:
-
Sztafeta polskich biathlonistek zajęła czwarte miejsce w mistrzostwach świata w Oslo. - Przed biegiem brałbym taki wynik w ciemno - przyznał na mecie trener Adam Kołodziejczyk.
- Szkooooda - skrzywiła się na mecie Krystyna Guzik. Liderka polskiej kadry na ostatniej zmianie niewiele mogła jednak zdziałać.

Na półmetku po zmianach Magdaleny Gwizdoń i Moniki Hojnisz Polki były czwarte ze stratą trzech sekund do Kanadyjek. Szansa medalowa uciekła na zmianie Weroniki Nowakowskiej, która dobierała dwa naboje w pozycji stojącej, ale też traciła dystans do rywalek na trasie. Guzik ruszała jako szósta, miała ponad minutę straty do prowadzącej Norweżki i 36 sekund do trzciej Niemki. Ostatecznie finiszowała czwarta, ze stratą 40 s do podium.

- To dobre miejsce - przyznała kilknaście minut po biegu Guzik. - Gdybyśmy podliczyli punkty Pucharu Świata zdobyte w poprzednich startach na MŚ to dałoby nam to 12. miejsce, a jednak dziś za nami było kilka mocnych sztafet. Była szansa na więcej, ale musimy strzelać jeszcze lepiej, bo każde doładowanie kosztuje około 10 sekund - dodała.

Polki już dwukrotnie w tym sezonie były czwarte w Pucharze Świata, ale tam nie wszystkie rywalki były w najmocniejszych składach. Po słabszych startach w Oslo sztafeta była ostatnią szansą na zapewnienie stypendium dla całej drużyny - przed piątkiem miała je jedynie Guzik za siódme miejsce w biegu indywidualnym. A presja potrafi Polki zjeść. Przed rokiem w Kontiolahti nie wytrzymała jej Gwizdoń i po jej fatalnym strzelaniu skończyło się 13. miejscem.

- Wyjątkowo luźno podchodziłyśmy do tej sztafety. Utworzyłyśmy sobie grupę na Messengerze we cztery i pisałyśmy sobie różne głupoty, że potraktujemy ten start jak trening - mówiła Hojnisz.

Udało się, żadna z Polek nie dobierała więcej niż dwóch nabojów. Za ich plecami przybiegły wyżej notowane u bukmacherów Ukrainki, Czeszki, Włoszki i Rosjanki. Wszystkie kończyły zawody z karnymi rundami (biega się je po trzykrotnym dobieraniu nabojów, gdy na tarczy ozostaną niezestrzelone cele).

- Po słabym początku mistrzostw na pewno poczuliśmy satysfakcję. Strzelanie nie było perfekcyjne, ale było solidne. Czemu te mistrzostwa nie są tak dobre jak przed rokiem? Analizujemy to. Pierwszy raz byliśmy na Pucharze Świata za oceanem, tam forma była, a po powrocie zawodniczki miały spory problem z dojściem do siebie, miały problemy ze snem. Do końca jeszcze nie wiemy - mówił Kołodziejczyk.

Trochę nieoczekiwanie triumfowały zawodniczki gospodarzy, które po zakończeniu kariery przez utytułowaną Torę Berger rzadko stawały na podium. Fetowały je wypełnione po ostatnie miejsca trybuny w Holmenkollen. Kibice przebrani w narodowe barwy przybyli tłumnie, bo z centrum stolicy mogą tu dojechać kolejką w pół godziny. Potem jeszcze dziesięciominutowy spacer i już wkracza się na arenę MŚ, położoną w cieniu charakterystycznej skoczni narciarskiej.

Dziś w Oslo odbędzie się sztafeta mężczyzn. Pasjonująco zapowiada się walka gospodarzy z 42-letnim Ole Einarem Bjoerndalenem w skladzie z mającymi medalowe apetyty Francuzami Niemcami, Rosjanami i Austriakami.

W Oslo przez wszystkie przypadki odmienia się nazwisko Martina Fourcade'a. Francuz wygrał cztery razy z rzędu kryształową kulę za wygraną w generalnej klasyfikacji Pucharu Świata, ale dopiero na tych mistrzostwach osiągnął życiową formę. Ma już cztery złote medale i wciąż szansę na dwa kolejne - w sztafecie i niedzielnym biegu ze startu wspólnego.

Bjoerndalen, kończąca karerę po tym sezonie ikona biathlonu, cztery złota wywalczył trzykrotnie: w MŚ w Hochfilzen (2005) i Pjongczangu (2009). Nawet jeśli rekord straci, pozostanie mu satysfakcja, bo cztery złote medale ma także z igrzysk w Salt Lake City, gdzie więcej zdobyć sie nie dało - biegu ze startu wspólnego i sztafety mieszanej nie było jeszcze wówczas w programie.

W sztafecie pobiegną także Polacy, ale po nich trudno spodziewać się walki o wysokie miejsca. Przed rokiem zajęli 20. miejsce, choć do mety nie dobiegli - zostali zdubklowani. W tym sezoniu w PŚ nie było lepiej, zajęli 20. miejsce w Hochfilzen i 23. w Ruhpolding, w Anterselvie i Presque Isle nie wystartowali.

Ostatnią polską szansą medalową będzie niedzielny bieg ze startu wspólnego. Wsytartuje w nim tylko 30 zawodniczek w tym Guzik i Gwizdoń. Hojnisz i Nowakowska nie zakwalifikowały się ani miejscem w piętnastce PŚ ani udanymi startami w Oslo.

Plan startów

Sobota : 15.30 - sztafeta mężczyzn (Eurosport, Polsat Sport News)

Niedziela: 13 - bieg ze startu wspólnego kobiet, 16 - bieg ze startu wspólnego mężczyzn (oba biegi - Eurosport i Polsat Sport Extra)

Kolejna oryginalna sesja polskich biathlonistek. Czy podbiją ojczyznę wikingów? [ZDJĘCIA]