MŚ w biathlonie. Trzy rzeczy, o których warto pamiętać, zanim zechcemy zmieszać Gwizdoń z błotem [KOMENTARZ]

:
-
?Trener Adam Kołodziejczyk naprawdę nie miał powodu, by zrezygnować z Magdaleny Gwizdoń przy ustaleniu składu sztafety? - pisze Tadeusz Kądziela, korespondent Sport.pl na mistrzostwach świata w Kontiolahti.
Po pierwszej zmianie Moniki Hojnisz Polki prowadziły podczas piątkowej sztafety, ale po fatalnej postawie Magdaleny Gwizdoń na półmetku spadły na 21. miejsce. Ostatecznie były 13.

"No to będzie publiczny licz. Szkoda. Pamiętajcie tylko, że to Magda przez wiele lat ciągnęła kobiecy biathlon w PL. Nie byłoby reszty bez niej" - napisała Justyna Kowalczyk na Twitterze. Zgadzam się, że Gwizdoń nie zasługuje na lincz, ale bynajmniej nie za dawne zasługi.

1. Nie tylko jej się to zdarzyło

W sztafecie, w odróżnieniu od startów indywidualnych, można dobierać naboje, maksymalnie trzy na każdym strzelaniu. Dopiero gdy po trzykrotnym dobieraniu na tarczy zostaną niezestrzelone cele, biega się dodatkowe rundy. Każda z nich sprawia, że całemu zespołowi niezwykle trudno jest walczyć o podium.

Niestety, Polkom sztafety, w których miały na koncie karne rundy, zdarzały się w ostatnich dwóch sezonach częściej niż takie, w których udawało się tego uniknąć. I wcale nie zawsze winna była Gwizdoń.

W tym sezonie w Ruhpolding przytrafiło się to faktycznie jej, ale i Krystynie Guzik. W Anterselvie - Nowakowskiej-Ziemniak i Karolinie Pitoń, a w Oslo ponownie Nowakowskiej-Ziemniak.

Oczywiście, o tych startach nie było tak głośno, bo Polki w tym sezonie odstawały od czołówki przede wszystkim jeżeli chodzi o formę biegową. Ta przyszła na mistrzostwa świata i to tu, po raz pierwszy od igrzysk w Soczi, marzenia o medalu wydawały się faktycznie realne.

2. Nie ma kim jej zastąpić

Gwizdoń wcale nie jest w kadrze za zasługi. Po prostu nie ma na razie zawodniczek, które mogłyby ją zastąpić. Trener Adam Kołodziejczyk od początku sezonu próbował wystawiać w Pucharze Świata młode Annę Mąkę i Kingę Mitoraj, a także bardziej doświadczone Patrycję Hojnisz i wspomnianą już Pitoń. Najlepiej spisywała się ta ostatnia i to ona uzupełniła skład kadry na Kontiolathi, w roli rezerwowej.

O tym, jak dużo dzieli ją od Gwizdoń, przekonaliśmy się na początku mistrzostw w trakcie sztafety mieszanej, w której pobiegły obie. Pitoń na strzelaninach dobierała po dwa naboje i swoją zmianę skończyła na 23. miejscu ze stratą minuty i 42 sekund do liderki. Gwizdoń była bezbłędna i przesunęła Polskę na 14. pozycję. Dobrze spisała się też w sprincie i biegu pościgowym, w których była siódma i siedemnasta. Nawet pięć pudeł i 56. miejsce w biegu indywidualnym nie było powodem, by zrezygnować z niej przed sztafetą.

3. Koleżanki jej nie krytykują

Jeżeli ktoś może mieć pretensje do Gwizdoń, to przede wszystkim jej koleżanki ze sztafety. W końcu zaprzepaściła występ całego zespołu. Oczywiście, może gdzieś w sobie mają żal do Gwizdoń, ale nie pokazywały go. Pewnie dlatego, że doskonale wiedzą, co czuje zawodniczka w takiej sytuacji.

- Magda na pewno ma się teraz najgorzej z nas wszystkich i nie mam do niej żadnych pretensji, wiem, co czuje - mówiła Weronika Nowakowska-Ziemniak.

Skoro one nie potępiają jej koleżanki, to także my, dziennikarze i kibice, powinniśmy wstrzymać się z ostrą krytyką Gwizdoń. I mocno trzymać kciuki za szybkie pojawienie się jej następczyni.