Biathlon. Tomasz Sikora: Motywację wciąż mam

- Igrzyska w Soczi? Trasy są tam na dużej wysokości, co bardzo pasuje Bjoerndalenowi i... mnie. Ale jeśli mam startować do 2014 r., muszę odnosić dobre wyniki teraz - mówi ?Gazecie" były mistrz świata i wicemistrz olimpijski.
Jakub Ciastoń: Ile kilometrów ma pan już w nogach?

Tomasz Sikora: Od lata? Jeszcze nie podliczałem. Rocznie robię 9-10 tys. km, w tym są biegi, nartorolki i narty. W latach olimpijskich trenuję mniej: 5-6 tys. km.

W Skandynawii brakuje śniegu. To duża przeszkoda w przygotowaniach?

- Ćwiczyliśmy w Szwecji, w tunelu śnieżnym w Torsby. To rodzaj hangaru ze sztucznym śniegiem. Ale to jednak nie to samo. Warunki inne niż na powietrzu. Profil trasy łatwy, strzelanie w idealnych warunkach bez wiatru. Od kilku dni jesteśmy już w Oestersund, śniegu trochę jest, ale temperatura dodatnia, więc grząsko. Organizatorzy boją się, pozwalają trenować tylko do południa, a potem nie wpuszczają już na trasę.

Inne ekipy miały lepiej?

- Jak się komu trafiło. Rosjanie zostali u siebie i dobrze na tym wyszli, bo mieli i mróz, i śnieg. Część ekip była w Finlandii i miała szczęście, bo śnieg był.

To pana 19. sezon w PŚ. Ma pan jeszcze motywację? Poprzedni sezon zupełnie się nie udał - eksperyment z norweskim trenerem nie wypalił, a do tego jeszcze sporo pan chorował. 29. miejsce w PŚ, najgorsze od dziesięciu lat.

- Dlatego oczekuję dobrego sezony, chciałbym przejść przez niego równo, bez problemów. Znów jest jednak dużo niepewności. Nigdy nie wchodziłem w sezon bez startów kontrolnych, a przez brak śniegu nie było okazji do sprawdzenia się. Stres jest większy niż w poprzednich latach. Jestem typem zawodnika, który rozkręca się powoli, potrzebuje wielu biegów, by złapać rytm.

Dlaczego nie udał się eksperyment z zatrudnieniem w roli trenera Jona Arne Enevoldsena?

- Ciężko przeszczepić do Polski norweską szkołę narciarską. W Norwegii jest system, zawodnicy pracują podobnie od dziecka, a u nas była to rewolucja. Zmienił 90 procent treningu. Za dużo. Kiedyś Ole Einar Bjoerndalen mówił, że nie można zmieniać więcej niż 10-15 proc. metod treningowych w rok, bo nie da się przystosować tak szybko. Enevoldsen wywrócił go do góry nogami. Myślałem, że choć pod koniec będziemy przygotowywać się do startów inaczej, ale niestety tak się nie stało. Żeby ratować sezon, zdecydowałem się trenować samodzielnie.

Na czym polegała ta zmiana o 90 proc.?

- Treningi dłuższe, ale mniej intensywne. Przez całe przygotowania nie mieliśmy treningów na maksymalnym obciążeniu. Na mnie odbiło się to źle, bo od 20 lat pracowałem inaczej. Dziś wiem, że popełniłem błąd, dając się namówić na norweski model, ale chciałem spróbować nowego. Uważam, że postąpiłem uczciwie wobec trenera, powiedziałem mu, co myślę. Złego słowa na Enevoldsena nie powiem. Po prostu jego system szkolenia mi nie pasował.

Teraz trenerem kadry został Rosjanin Nikołaj Panitkin, człowiek zza wschodniej granicy, jak kiedyś Wierietielny czy Bondaruk. Jak się z nim współpracuje?

- Mamy układ partnerski, Nikołaj szkoli kadrę, a dla mnie jest raczej doradcą. Rozmawiamy, dyskutujemy, ale wiele decyzji podejmuję sam. Każdy trener ma swoją wizję, a ja po poprzednim sezonie nie chcę już eksperymentów. Wiem, co jest dla mnie najlepsze. Podczas przygotowań postawiłem na wytrzymałość, ale też siłę. Moim problemem były treningi szybkościowe, co skutkowało potem słabymi pierwszymi okrążeniami. Jeśli chodzi o miejsca treningów, też nie było rewolucji - Kościelisko, Oberhof, Obertilliach, Val Senales. Mam nadzieję, że sprawdzone metody dadzą efekt.

O strzelanie jest pan spokojny?

- Dużo czasu poświęciłem na trening strzelecki. Było dobrze. Ale na treningu zawsze zmęczenie jest niższe niż na zawodach, strzela się łatwiej. Zobaczymy, jak będzie.

W przyszłość pan wybiega, np. do igrzysk w Soczi? 41-letni biatloniści dają radę, przykładem Hannevold, który stawał na podium w tym wieku.

- Poproszę o takie pytanie w kwietniu. Poprzedni sezon był słaby, ale ciągle czułem, że nie jestem jeszcze zawodnikiem wypalonym. Dlatego nie złożyłem broni. Wiem, ile pracy teraz wykonałem, i jeśli tylko zaowocuje to dobrymi wynikami, będę dalej miał motywację do pracy. Potrzebuję potwierdzenia, że warto się starać.

Bjoerndalen, pana rówieśnik, już zapowiedział, że wystartuje w Soczi.

- Ciężko się porównywać z Bjoerndalenem. Każdy zna swój organizm, on widocznie jest pewny, że dotrwa do Soczi w dobrej dyspozycji. Trasy w Soczi będą bardzo wysoko, na 1700 m, to dla niego idealnie. Norweg jest mistrzem od przygotowania do wysokogórskich startów.

A panu takie trasy by odpowiadały?

- No... też (śmiech). Ale nie mówmy na razie o tym.

Biatlon w Polsce to Tomasz Sikora, trudno uniknąć tego skojarzenia. Nie boi się pan, że gdy już skończy karierę, dyscyplina umrze?

- Co roku przed sezonem dostaję pytanie o młodszych. Na treningach spisują się dobrze, ale potem coś nie wychodzi. Może czekają, aż odejdę i wtedy pokażą pełnię możliwości? Chętnych do uprawiania biatlonu jest sporo. Naszym problemem jest brak obiektów. Jest jeden w Dusznikach, gdzie można trenować nawet latem. Kiedyś przyjeżdżali nawet zawodnicy z zagranicy. W latach 90. były dobre czasy dla biatlonu, mieliśmy mocną sztafetę, sporo zawodników. Niestety potem władze związku przespały dziesięć lat, nie inwestowano, młodzież nie miała gdzie trenować. Dopiero od niedawna znów coś się dzieje. Rozwijają się obiekty - powstała strzelnica na Kubalonce, w Jakuszycach jest nowa. Związek biatlonowy ma program dla młodzieży "Celuj w igrzyska". Ciekawa inicjatywa. Biatlon mógłby być polską zimową specjalnością, trzeba tylko w niego inwestować, rozwijać, przyciągać ludzi.

Gdy skończy pan karierę, zostanie przy biatlonie czy raczej założy biznes?

- Jedno z drugim można połączyć. Dla biatlonu poświęciłem więcej niż pół życia. Nawet gdybym chciał odejść, to wiem, że po roku bym tęsknił. Jeśli tylko będę mógł, zostanę, a w jakiej roli, czas pokaże.

Jest pan fanem tenisa. Kogo pan dopinguje - Federera czy Nadala?

- Zdecydowanie Rogera. Zgadzam się z tym, co piszą ludzie na forach internetowych, że znów wygrywa, bo postawił na ofensywę. Za bardzo cofnął się na linię końcową. Śledzę oczywiście też wyniki Agnieszki Radwańskiej, ostatnio miała świetną serię. Niestety sam nie mogą grać, bo problemy z barkiem nie pozwalają, to mogłoby się źle skończyć. Ale wrócę na kort.

Jeśli chodzi o piłkę nożną, to dopingował pan Odrę Wodzisław, coś się zmieniło?

- Odra jest teraz w C klasie, więc to trudna miłość. Z zagranicznych klubów stawiam na Real Madryt. Mam powody do zadowolenia. Oby przy moich startach też tak było.

Relacje PŚ w biatlonie w Eurosporcie. Niektóre zawody także w TVP Sport