Alpejski PŚ. Polski slalom z przeszkodami

W weekend w Jasnej na Słowacji zostaną rozegrane zawody alpejskiego Pucharu Świata. Właściwie dlaczego nie w Polsce?
W sobotę na Chopoku, tuż za granicą, ścigać się będzie największa gwiazda sportu Lindsey Vonn z rywalkami w gigancie, a następnego dnia o zwycięstwo w slalomie walczyć będą Słowaczki Veronika Velez-Zuzulová i Petra Vlhová, jedne z najlepszych na świecie.

W Jasnej już w piątek zaczną się imprezy związane z wielkim dniem dla słowackiego narciarstwa alpejskiego. Puchar Świata będzie tam po raz czwarty, ale ostatni był 32 lata temu. I tu można zacząć porównania i analogie z Polską.

W powojennej Polsce Puchar Świata był tylko raz - w 1974 r. w Zakopanem. Na zawody z najważniejszego narciarskiego cyklu Polacy czekają już o 10 lat dłużej. I zapewne jeszcze wiele lat poczekają.

Słowacy bardziej kochają narty?

Dlaczego Słowacy są lepsi i skuteczniejsi? Może są narodem w większym stopniu narciarskim niż Polacy? Według różnych szacunków na nartach jeździ około 13-20 proc. Słowaków, czyli między 700 tys. a milionem osób. W Polsce narciarzy jest - znów, według różnych szacunków - około 7 proc., czyli 2,6 mln. Ale ważny jest odsetek zainteresowanych. - Ponieważ 20 proc. Słowaków jeździ na nartach, stąd szybciej wzięliśmy się do unowocześniania ośrodków. I dlatego sukcesy zaczęły odnosić dzieci - tłumaczy "Wyborczej" Bohuš Hlavatý, szef i właściciel potężnej firmy TMR.

Może Polska nie ma odpowiedniej firmy, która zajęłaby się obsługą ośrodków narciarskich?

W Polsce działają małe firmy rodzinne, które mają pod sobą co najwyżej orczyk, krzesełko lub kilka krzesełek. TMR jest operatorem kilku ośrodków narciarskich, w tym Jasnej. Wycena spółki obecnej na trzech giełdach, w tym warszawskiej, to ponad 650 mln zł. Dwa lata temu TMR kupił Szczyrski Ośrodek Narciarski. Więc to prawda, do czasu wejścia TMR do Szczyrku w marcu 2014 r. podobnego potentata w Polsce nie było, ale dlaczego?

Może Słowacy mają lepsze góry?

Cóż, mają niemal dokładnie takie same jak my, ale potrafili je zagospodarować, dogadać się z ekologami. Chopok, czyli Jasna, leży na terenie Parku Narodowego Niżne Tatry. Hlavatý mówi, że "ochroniarze" są tacy sami na całym świecie. Pilnują natury, ale gdy mają z kim rozmawiać i ten ktoś ma mocne argumenty, to je przyjmują. Jednak przyznaje, że z przedstawicielami Tatrzańskiego Parku Narodowego jeszcze poważnie nie rozmawiał. Na razie nie ma o czym, choć "Wyborczej" mówi, że serce mu się kraje, gdy widzi, co się dzieje na Nosalu, stoku idealnym na slalom i gigant.

Ale nie ma o nim mowy. Nosal leży częściowo na terenie TPN, częściowo na terenach prywatnych, jest częściowo dzierżawiony. Nie da się go sztucznie naśnieżać, bo nie ma na to pozwolenia, a wyciąg z czasów króla Ćwieczka należy do COS. Porównajmy więc to, co jest dostępne.

Chopok to wysokość 2000 m n.p.m., z mniej więcej 1000 m przewyższenia. Skrzyczne w Szczyrku - 1200 m n.p.m., 700 m przewyższenia. Różnica więc jest spora. Ale już w czeskim Szpindlerowym Młynie (trzy Puchary Świata, ostatni w 2011 r.) warunki są mniej więcej takie jak w Szczyrku i wychowało się tam mnóstwo słowackich i czeskich zawodników. - W Polsce nie ma dostępnych tras na giganta, ale na slalom jest kilka, a najlepsza to zakopiańska Harenda. Ale i w Czarnej Górze, i na Skrzycznem w Szczyrku widzę możliwości - mówi Marcin Szafrański, olimpijczyk, komentator Eurosportu.

Nie potrzeba Alp

Z tych możliwości nic nie wynika. Przy podobnych, niekorzystnych w porównaniu z alpejskimi potentatami warunkach geograficznych Słowacja ma w czołówce slalomistki. Na Jasnej w weekend trenuje około 400 młodych narciarzy. - Jak jest dobre naśnieżanie i profesjonalizm na stoku, to można ćwiczyć. Oczywiście, nie da się przygotować zjazdowca, ale wybitnego zawodnika konkurencji technicznych jak najbardziej - mówi Hlavatý i znów szuka wytłumaczenia dla Polski. - U was góry są na południu, więc szmat kraju do przejechania z pozostałej części Polski.

Ktoś powie, że i tak nie mamy szans ani my, ani oni, bo nie da się rywalizować z krajami alpejskimi. Ale w klasyfikacji PŚ w slalomie kobiet w pierwszej 10 są tylko trzy zawodniczki z alpejskich krajów. Są za to dwie Słowaczki, dwie Szwedki, Norweżka, Amerykanka i Czeszka. Sytuacja się zmienia wraz z szybkością zjazdu. W gigancie są już tylko cztery zawodniczki niealpejskie, w Super G i w zjeździe - po trzy.

W klasyfikacji slalomu - a już chyba przyjęliśmy, że dla nas tylko on może się liczyć - Zuzulová jest druga, Czeszka Šárka Strachová Záhrobská trzecia, Vlhová piąta. Czeszki punktują również w gigancie. Polek brak. Najlepsza i jedyna w PŚ - Maryna Gąsienica-Daniel - nie zapunktowała.

Wśród mężczyzn jest znacznie gorzej i u Słowaków, i u Czechów, a u Polaków beznadziejnie. W tym sezonie punktował jedynie tępiony przez PZN Maciej Bydliński w kombinacji w Kitzbuehel i Wengen. Aby zdobyć te skromne osiem punktów, zbierał w crowdfundingu pieniądze, sam opłaca trenera, smary, narty i sam pożyczył samochód. Jest w idealnym wieku 27 lat i wciąż mu się chce. W PŚ startowali też 26-letni Michał Kłusak i 22-letni Michał Jasiczek, bez powodzenia.

Przydałby się nowy Małysz

Łatwo można powiedzieć tak jak Szafrański (poza nagraniem miażdży PZN słowami nienadającymi się do druku): - Słowacy mają po prostu zdrowsze układy. Lepsi dostają więcej pomocy, co zmusza do rywalizacji. Utalentowana Zuzulová pociągnęła w górę Słowację tak, jak u nas Adam Małysz pociągnął skoki.

Ale skoki to sport dla garstki, niszowy, a już na pewno nie można spędzić urlopu, skacząc w Wiśle albo na Wielkiej Krokwi. Narciarstwo alpejskie to monstrum gotowe służyć milionom. Tylko trzeba chcieć podjąć wysiłek, aby je okiełznać.

- Na Chopoku, w Tatrzańskiej Łomnicy, w Strbskim Plesie trenują zawodnicy klubów z całej Słowacji. Między godz. 7 a 9 mogą trenować slalom, gigant, a także zjazd za 3 euro od osoby. Dzięki temu od 2009 r. o 30 proc. wzrosła liczba zawodów i uczestniczących w nich zawodników. Z tego programu wywodzi się Vlhová - mówi "Wyborczej" Martin Kupco, główny organizator PŚ w Jasnej, dyrektor techniczny tras na Chopoku, członek komisji alpejskiej Słowackiego Związku Narciarskiego.

W Polsce nikt nigdy nie udostępnił stoku do treningów przed godzinami komercyjnymi. - A tymczasem na razie nic więcej nie potrzebna. Chętni są. Po 700 dzieci chce się ścigać na zawodach, ale nie mają gdzie ćwiczyć, choćby za pieniądze. Trzeba dać szansę regularnego trenowania - mówi Szafrański.

Prawdopodobnie pierwszy udostępni stoki do treningów TMR w Szczyrku. Spółka będzie latem gotowa do budowy spiętrzeń wody do sztucznego naśnieżania (pierwsze w Polsce) oraz do budowy gondoli i krzeseł. Na razie nawet nie rozmawia w tej sprawie z PZN, bo nie ma o czym. A i PZN nie wyrywał się i nie wyrywa do rozmów. Związek nawet nie wpływa specjalnie na zawodników, aby trenowali na przykład tam, gdzie można - u Słowaków. Na Jasnej ćwiczą tylko Michał i Jakub Kłusakowie. Dla 18-latków Piotra Habdasa, Szymona Bębenka czy dla Jasiczka rozwój Szczyrku przyjdzie za późno.

W Polsce nie ma nawet ośrodka

Ale nawet gdyby doczekali, to do Pucharu Świata w Polsce byłoby wciąż bardzo daleko. - To robota co najmniej na sześć lat, gdyby zacząć od dziś, bo na najbliższe cztery wszystko jest już zaplanowane - mówi Szafrański.

Hlavatý na chłodno analizuje: - Do Pucharu Świata potrzeba dwóch rzeczy: rozbudowanego ośrodka, aby PŚ nie oznaczał wyłączenia wszystkich stoków w trakcie zawodów. Z całym szacunkiem, ale ani jedno miejsce w Polsce nie zasługuje nawet na miano ośrodka, nie mówiąc o rozbudowanym ośrodku. A poza tym potrzeba konsekwencji. W Jasnej od 2000 r. regularnie organizujemy zawody Pucharu Europy, w 2014 r. mieliśmy MŚ juniorów. Naszym celem jest mieć PŚ na trwałe, ale otrzymanie prawa na stałe nie jest proste. Jest duże lobby, które chce utrzymać w Alpach jak najwięcej zawodów. Dlatego kraje tatrzańskie razem powinny wywierać presję. To w przyszłości PŚ może również będzie w Polsce.

A na koniec jako ciekawostka - podczas MŚ juniorów rozgrywanych w Soczi Habdas był we wtorek najlepszy wśród 18-latków w Super G i trzeci w sobotnim zjeździe.

Żona Grosika naprawdę wie, jak zrobić selfie