Alpejski PŚ. Co się stało z królową śniegu? Depresja Lindsey Vonn

Wyznała, że długo zmagała się z załamaniami nerwowymi. W kolejne może wpaść po tym weekendzie Pucharu Świata, bo nie zdobyła ani jednego punktu, a Słowenka Tina Maze ucieka jej coraz bardziej. Relacje z kolejnych zawodów w Eurosporcie.
W dużym wywiadzie dla "People" największa gwiazda narciarstwa alpejskiego mówi, że w 2008 r. miała tak silną depresję, że nie chciało jej się wstać z łóżka. - Czułam się jak zombi, pusta w środku, wszystko wydawało się bez sensu - opowiada Vonn. Brała leki antydepresyjne i stopniowo jej stan psychiczny się poprawił.

Ale z wywiadu wynika, że Vonn - choć na zdjęciach zawsze szeroko się uśmiecha - przez większość swojego dorosłego życia była nieszczęśliwa. Najpierw bardzo mocno przeżywała konflikt z ojcem Alanem Kildowem, który sprzeciwiał się jej związkowi, a potem małżeństwu z Thomasem Vonnem, narciarskim trenerem i menedżerem. Pokłócili się tak mocno, że przez kilka lat ze sobą nie rozmawiali. Lindsey wyznała, że sam związek z Thomasem od początku był toksyczny, że nie czuła się spełniona i szczęśliwa. Stąd zeszłoroczny rozwód. Narty i ciężkie treningi były dla niej ucieczką od problemów. Paradoksalnie, w tych najbardziej emocjonalnie burzliwych momentach odnosiła największe sukcesy - zdobyła cztery Kryształowe Kule, złoto olimpijskie i dwa tytuły mistrzyni świata.

Teraz, po rozwodzie i pojednaniu z ojcem, gdy złe emocje w końcu opadły, a na zawodach zawsze towarzyszy jej rodzina, wydawało się, że wszystko będzie w porządku.

Ale nie jest, przynajmniej w sensie sportowym. Narciarka, mimo świetnych występów w Kanadzie na łatwej techniczne trasie w Lake Louise i triumfie sprzed tygodnia w supergigancie w St. Moritz, zgubiła gdzieś dawną koncentrację i formę. W ten weekend nie zdobyła w PŚ ani jednego punktu. We Francji, na znacznie bardziej wymagających stokach, nie dojechała nawet do mety. W piątek Vonn popełniła błąd, wchodząc zbyt przechylona w skręt w zjeździe w Val d'Isere, straciła przyczepność narty i wypadła z trasy. Upadek wyglądał groźnie - na pełnej szybkości przebiła dwie siatki zabezpieczające stok, zatrzymała się na trzeciej. Podniosła się jednak o własnych siłach, skończyło się na kilku siniakach. Sobotni supergigant w Val d'Isere odwołano z powodu złej pogody, a w niedzielę w gigancie w Courchevel Vonn znów wypadła z trasy. W pierwszym przejeździe nie trafiła w jedną z bramek. Mówiła, że jej nartę podbił wystający kamień.

- Nie umiem odnaleźć w sobie dawnej energii. Jestem przemęczona. Muszę coś zmienić, ale nie wiem jeszcze, co - stwierdziła po fatalnym weekendzie.

Szansa na wywalczenie piątej Kryształowej Kuli topnieje, bo najgroźniejsza rywalka, prowadząca w PŚ Słowenka Tina Maze, wciąż jeździ rewelacyjnie. W Val d'Isere wygrała czwarty w tym sezonie gigant, ale punktowała też w zjeździe. W klasyfikacji generalnej wyprzedza już Amerykankę o blisko 400 pkt, ale przed Vonn są jeszcze Niemka Maria Hoefl-Riesch i Austriaczka Kathrin Zettel. Kolejne zawody - slalom i gigant - w tym tygodniu w szwedzkim Are. Na razie nie wiadomo, czy Vonn w ogóle w nich wystartuje.

U mężczyzn aż takich dramatów nie ma. Wykrystalizowała się stabilna czołówka trzech najlepszych alpejczyków. Liderem klasyfikacji generalnej jest Norweg Aksel-Lund Svindal, który wygrał supergigant w Val Gardenie i w tym sezonie dominuje w konkurencjach szybkościowych. Po piętach depcze mu jednak Amerykanin Ted Ligety, który triumfował wczoraj w gigancie w Alta Badia. Ligety nie ma sobie równych w gigantach, ale coraz odważniej zbiera też punkty w supergigantach i slalomach. Trzeci jest slalomowy mistrz z Austrii Marcel Hirscher, który broni dużej Kryształowej Kuli. Różnice punktowe między nimi nie są duże. Kolejne zawody już we wtorek - slalom w Madonna do Campiglio.