Alpejski Puchar Świata. Kim jest narciarka, która może pokonać Lindsey Vonn?

Kiedyś jej ojciec obiecał, że rzuci palenie, jeśli choć raz pokona Janicę Kostelić. Dziś Tina Maze wygrywa niemal ze wszystkimi. Pnie się w górę, odkąd postanowiła, że pójdzie własną drogą poza słoweńską federacją.
Maze właśnie wygrała w St. Moritz superkombinację i gigant, a w supergigancie przegrała tylko z królową prędkości Lindsey Vonn. W tym sezonie trudno zepchnąć Słowenkę z podium. W gigantach triumfowała też w Sölden i Aspen, w USA była trzecia w slalomie. W klasyfikacji generalnej Pucharu Świata 29-latka z Slovenjego Gradca prowadzi z dużą przewagą. Wszyscy trenerzy i eksperci są zgodni, że Vonn, która chce zdobyć piątą Kryształową Kulę, w tym sezonie nie będzie miała lekko.

Maze, która trzy lata temu była w PŚ czwarta, dwa lata temu - trzecia, a w poprzednim sezonie - druga, nie ukrywa zresztą, że jej celem jest detronizacja Amerykanki. - Jestem gotowa, by wygrać PŚ - zapowiedziała w październiku w Soelden.

Ma argumenty, by pokonać Vonn, bo mocno pracowała i stopniowo stała się alpejką bardzo wszechstronną. Kiedyś na podium wspinała się wyłącznie w gigantach. Ale doszlifowanie techniki oraz zwiększenie prędkości sprawiło, że teraz liczy się też w slalomach i supergigantach. Tylko w zjazdach, najszybszej konkurencji, wysoka i potężnie zbudowana Vonn jeszcze jej ucieka. Ale samymi zjazdami Amerykanka nie obroni Kryształowej Kuli.

Zaczęło się od tego, że w 1986 r. tata postawił trzyletnią Tinę na stoku. Maze od początku przejawiała talent do nart, szybko trafiła do klubu, ale jako juniorka w międzynarodowych zawodach zawsze była druga. Przegrywała z Janicą Kostelić, nieco starszą i większą dziewczyną z Chorwacji, przyszłą czterokrotną mistrzynią olimpijską. Ojciec Tiny, żeby zmotywować córkę do cięższej pracy, obiecał jej w końcu, że jeśli prześcignie Janicę, to on rzuci palenie. Po kilku tygodniach na zawodach zabrzmiał wreszcie hymn Słowenii. Ojciec nie pali do dziś.

Narty alpejskie w Słowenii mają długą tradycję. Rozkwitły w latach 80. na fali przygotowań do igrzysk w pobliskim Sarajewie. W 1989 r. złoto w slalomie na MŚ w Vail zdobyła Mateja Svet, a w męskim PŚ triumfował Bojan Križaj. W ich ślady poszli potem m.in. Špela Pretnar, Urška Horvat i Jure Košir. Jeszcze niedawno Słowenia imponowała mocną męską kadrą w konkurencjach szybkościowych - Andrej Jerman wygrał w 2009 r. zjazd w Bormio.

Maze ich wszystkich przerosła już o głowę. Rok temu zdobyła złoto na MŚ w Garmisch w gigancie, ma też dwa srebrne medale olimpijskie z Vancouver, w PŚ triumfowała w sumie 15 razy.

W Słowenii jest największą gwiazdą, wygrywała liczne plebiscyty, m.in. na sportowca roku po igrzyskach w Vancouver. Jej popularność wykracza poza sport, odkąd za namową przyjaciela muzyka nagrała popowy singiel. Piosenka "My Way is My Decision", czyli "Moja droga to moja decyzja", trafiła na pierwsze miejsce list przebojów, na YouTubie oglądało ją 800 tys. osób. "Muszę być silniejsza, muszę udowodnić, że umiem wygrywać. Muszę pokazać im wszystkim, że miałam rację" - śpiewa Tina. I można powiedzieć, że śpiewa prawdziwie, bo w 2008 r. odseparowała się od słoweńskiej kadry, zatrudniła włoskich szkoleniowców i założyła własny "Team to aMAZE", co po angielsku można tłumaczyć jako "Drużyna, która ma zadziwiać". Z pierwszymi sukcesami pojawili się sponsorzy. Dziś jest ich kilkunastu, m.in. główny partner - czekolada Milka, a Maze jest bogatsza niż cała słoweńska federacja.

Główną postacią w jej teamie jest trener, a od niedawna także partner życiowy Andrea Massi pochodzący z przygranicznej włoskiej Gorycji. To on przekonał narciarkę, że aby zagrozić Vonn, musi przede wszystkim wzmocnić się fizycznie. Żeby móc odnieść sukces zimą, latem przerzuca więc w siłowni po kilka ton i biega do upadłego. W efekcie na brzuchu ma kaloryfer, jakiego nie powstydziliby się kulturyści.

Po nagraniu singla dziennikarze pytali, czy nie wolałaby kariery muzycznej. - Na razie dziękuję. Niech jeszcze zagrają moje narty - odparła Słowenka.

Relacje z PŚ w Eurosporcie