Alpejski PŚ. Kiedy doczekamy się polskich sukcesów

- Kowalczyk i Małysz najpierw wygrywali, później przyszli sponsorzy. W naszym przypadku to niemożliwe. Potrzebujemy kasy. Na treningi, trenerów, masażystów, fizjologów - mówi przed zawodami w amerykańskim Aspen polska jedynaczka Agnieszka Gąsienica-Daniel, która w weekend ma realne szanse zdobyć pierwsze punkty w sezonie. Relacje w sobotę i niedzielę w Eurosporcie
Amerykańska trasa to jedno z ulubionych miejsc Agnieszki Gąsienicy-Daniel - obecnie najlepszej polskiej narciarki alpejskiej. To tutaj Polka wywalczyła trzy lata temu 20. miejsce w zawodach PŚ w gigancie - w rywalizacji ze światową czołówką wyżej uplasowała się tylko podczas MŚ w Ga-Pa (18. lokata w superkombinacji). W sobotę będzie próbowała powtórzyć swój wyczyn - na punkty liczymy przede wszystkim w gigancie, dzień później odbędzie się slalom, w którym Polka spisuje się słabiej.

Starsza z sióstr Gąsienic na początku sezonu miała pecha - tuż przed gigantem inaugurującym Puchar Świata w Soelden rozchorowała się. Na austriackim lodowcu zastąpiła ją o siedem lat młodsza siostra - Maryna, która ostatecznie skończyła zawody na 46. miejscu. - Szkoda, bo na treningach jeździłam świetnie, wygrywałam z bardziej utytułowanymi rywalkami. Była szansa na wejście do trzydziestki i pierwsze punkty - mówiła pod koniec października. Tym razem zdrowie nie przeszkadza, a forma nadal pozwala myśleć o awansie.

- Aspen to jej ulubiona trasa w Pucharze Świata, w poprzednim sezonie zajęła tu 31. miejsce, do awansu zabrakło ułamków sekund. Im bardziej radykalne warunki będą panowały na lodowcu, tym lepiej dla niej. Jeśli trasa jest lodowa i twarda, Agnieszka atakuje i świetnie zjeżdża. Moim zdaniem powinna celować, nie w pierwszą trzydziestkę, ale piętnastkę. Wierzę w jej formę. Jak zawsze wszystko zależy od głowy - technika i możliwości są - twierdzi Marcin Szafrański, ekspert narciarstwa alpejskiego i komentator Eurosportu.

Sukces potrzebny na gwałt

Forma Agnieszki rośnie, ale warunki, jakimi dysponuje polska kadra nadal pozostawiają wiele do życzenia. Dlaczego tak rzadko słyszymy o naszych reprezentantach? I czy istnieje jakakolwiek szansa na zbliżenie się do światowej czołówki? - W Polskim Związku Narciarskim nie ma wystarczająco dużo pieniędzy na narciarstwo alpejskie. Trzeba jednak pamiętać, że środki płyną także z ministerstwa. Inną sytuację mają skoczkowie, ale to oczywiście efekt sukcesów Małysza, a teraz Kamila Stocha. Tam są sponsorzy, którzy przekazują pieniądze tylko na skoczków. Podobnie jest z Justyną Kowalczyk, która najpierw zaczęła wygrywać, później pojawiły się pieniądze. Wszystko wygląda więc łatwo - musimy zwrócić na siebie uwagę. Ale w naszym przypadku bez sponsorów, ani rusz. W Polsce nie ma tras treningowych, wiec musimy trenować za granicą, a to wiąże się z większymi kosztami. My na razie na startach nie zarabiamy pieniędzy - mówi najlepsza polska zawodniczka.

- Prosto z mostu - potrzebujemy kasy. Połowę pensji trenerowi płacimy z prywatnej kieszeni rodziców . Gdybyśmy się nie dorzucili miałybyśmy polskiego trenera (Polki są trenowane przez Włochów - wm). Fizjologa opłacamy same. Wszystkim w Polsce wydaje się, że na sponsorów musimy 'zapracować'. Jest dokładnie odwrotnie - najpierw potrzebne są pieniądze, choćby na odpowiedni trening, masażystów, fizjologa. Nie wspominając o psychologu, przygotowanie mentalne to najważniejsza część startu. Tak jak robią wszystkie duże zagraniczne teamy. Doskonały przykład - przed zawodami w Soelden rozchorowałam się, a nie mamy ze sobą lekarza. O pomoc musieliśmy prosić Rosjan - opowiada Polka.

Gąsienica przyznaje, że przyszłość nie wygląda kolorowo. W tym momencie w kadrze jest Agnieszka, jej siostra Maryna, Aleksandra Kuś (dwa tygodnie temu w fińskim Levi nie ukończyła pierwszego przejazdu), oraz Karolina Chrapek, która wraca do zdrowia po kontuzji. - Jak wszystkie skończymy karierę nie będzie miał kto się ścigać. Chętnych do treningu nie brakuje, ale nikt nie myśli o prawdziwych grupach szkoleniowych. Powinniśmy postępować wzorem Austriaków - młodzi muszą być zrzeszani, trenować pod okiem specjalistów. Kluby są, ale na tym się kończy. Potrzebujemy kadry A, B, C... A mamy tylko problemy - Maryna spełniła wszystkie warunki, by zostać przyjętym do pierwszej reprezentacji, a mimo to nie było na to zgody. Znowu pomogli rodzice - dodaje Agnieszka.

Jedyna szansa? Ciułanie punktów

Celem Gąsienicy jest sukcesywne przebijanie się do pierwszej trzydziestki Pucharu Świata. Oprócz sukcesu sportowego chodzi także o ekspozycję w telewizji - zawodniczki z końca stawki, które startują z wysokimi numerami mają nie tylko małe szanse na awans do drugiego przejazdu (zniszczona trasa, która powoduje często kilkusekundowe różnice), nie mieszczą się także w transmisjach - przekaz obejmuje tylko pierwsze trzydzieści zjazdów oraz drugą próbę. Jak łatwo się domyślić, nie przyciąga to sponsorów.

- Musimy ciągle walczyć o pierwszą trzydziestkę. Mam nadzieję, że pojedziemy także na mistrzostwa świata w Schladming (odbędą się w dniach 5-17 lutego 2013 - wm.). Chcę zająć miejsce w pierwszej piętnastce. Bardzo żałuję choroby, jaka mi się przytrafiła w Soelden, była naprawdę spora szansa na punkty. Może uda się w sobotę - kończy Agnieszka.

Relacje z weekendowych zawodów Pucharu Świata kobiet i mężczyzn przeprowadzi Eurosport. Początek sobotnich i niedzielnych transmisji o 18.