Narciarstwo alpejskie. Bachleda-Curuś: Czekamy na alpejską Radwańską

Najlepszy polski alpejczyk w historii Andrzej Bachleda-Curuś po raz kolejny podjął próbę wyprowadzenia polskiego narciarstwa z zapaści. Jest twarzą, duchem i główną siłą napędową programu Tauron Bachleda Ski, w ramach którego trenują rokujący nastoletni alpejczycy. O słabościach polskiego systemu szkolenia narciarzy i szansach młodych zawodników z Andrzejem Bachledą i trenerem Wojciechem Gajewskim rozmawialiśmy w lipcu w Les Deux Alpes, podczas obozu treningowego grupy Tauron Bachleda Ski.
Anna Kwiatkowska: Panowie ciągle wierzą, że sukces w polskim narciarstwie alpejskim jest możliwy.

Andrzej Bachleda-Curuś: To jest takie moje trzecie podejście do polskiego narciarstwa. Najpierw byłem ja. Potem wyciągnąłem syna Jędrka z kadry francuskiej, żeby jeździł dla Polski. Wtedy z prezesem PKOl Stanisławem Paszczykiem wymyśliliśmy mądry program szkoleniowy. Niestety, został zepsuty przez działaczy PZN-u. Te dzieciaki dziś to jest moja trzecia przymiarka.

Dlaczego jest tak źle?

ABC: W Polsce nie ma zorganizowanego programu szkolenia juniorskiego. To bolączka nie tylko narciarstwa, ale całego polskiego sportu. Kiedy miotła lat 90. wymiotła to, co złe, to przy okazji także część tego, co było dobre. Stary system - oparty wprawdzie na socjalistycznych przesłankach - przyzwoicie działał. Mimo biedy. Były nieźle zorganizowane kluby, w których była regularna robota. Potem to wszystko się skończyło.

Wojciech Gajewski: Było to poukładane. Na zawodach okręgowych wyłaniało się zawodników na imprezy ogólnopolskie, i potem międzynarodowe. Teraz młodzież trenuje w prywatnych klubach, płacą za to rodzice. O wyjazdach na imprezy zagraniczne też decydują kluby. Nie jadą najlepsi - tylko ci, których stać. Program Taurona to ma być taka nasza namiastka juniorskiej kadry narodowej.

Nie chcę tego ubierać w wielkie słowa, ale nam chodzi o to, żeby tej najlepszej młodzieży dać jakąś dynamikę. I szansę rywalizowania z równie zdolnymi.

Grupa wykrystalizowała się na początku ubiegłego sezonu. Jak zareagowali trenerzy wybranych przez was zawodników?

ABC: Już podczas selekcji rozmawialiśmy z trenerami. To w końcu oni wiedzą najwięcej o swoich zawodnikach. Nie spodziewaliśmy się z ich strony oporu.

A jednak. Trenerzy najlepszego wtedy chłopaka i najlepszej dziewczyny z mojej propozycji nie skorzystali. I to pomimo, że na pierwszy obóz w Les Deux Alpes zaprosiliśmy nie tylko zawodników, ale i ich. Chcieliśmy razem pracować.

WG: Tauron sponsorował cały wyjazd. To miała być okazja, żeby wymienić doświadczenia. To nie jest tak, że chcieliśmy im tych zawodników "podebrać"

ABC: To, co oferujemy w ramach programu, to na początku 40, a teraz i 50 dodatkowych dni na śniegu w okresie przygotowawczym. Zostaje jeszcze tych 300 dni, kiedy ktoś musi z nimi pracować. To musi być wszystko wspólnie ciągnięte, inaczej nie ma sensu.

WG: W dawnych czasach z zawodnikami w klubach pracowali trenerzy klubowi. Do tego była kadra juniorska, a w niej trenerzy kadry. I każdy chciał się dostać do tej kadry, bo tam jest trener, który może spojrzeć na zawodnika innymi oczami. I tak my teraz nie chcemy dzieci odbierać klubowym trenerom. Chcemy im pomóc, pokazać inną perspektywę.

Jaki stawiacie sobie sportowy cel?

ABC: Ja mam wrażenie, że PZN stawia sobie za cel po prostu istnienie alpejskiej kadry narodowej. My mamy ambitniejsze marzenia. Zadowoli nas pierwsza dziesiątka, dwudziestka Pucharu Świata. A to nie są jakieś nierealne marzenia. Czego przykładem jestem ja. Coś osiągnąłem, mimo biedy, gdy moim najlepszym ocieplaczem to była Trybuna Ludu upchana w portkach.

Jaki panowie oceniają naszą alpejską młodzież?

ABC: Z nimi jest tak, jak z dziećmi w szkole, którym każe się pisać, chociaż nie znają wszystkich liter. Do rówieśników w Europie, niestety, im jeszcze daleko. Nasze dzieciaki z rocznika 95 są na 300. miejscach na listach światowych w swojej kategorii. Kilku chłopaków z rocznika 96 jest koło setki. I jest Kasia Wąsek, też rocznik 96, która jest w czterdziestce. I to pokazuje, jaki oni prezentują poziom. Tylko te dzieciaki i ich rodzice nie zdają sobie często sprawy, że nie w każdym z nich jest materiał na mistrza świata. W naszej grupie już się dokonuje naturalna selekcja. Dziękujemy niektórym dzieciakom, nie chcemy im robić krzywdy, stwarzając iluzję wielkiego narciarstwa. Dla nich będzie lepiej, jak zajmą się porządnie nauką i zaczną sobie szykować inną przyszłość.

Czyli wasze zadanie - to wpojenie młodym zawodnikom narciarskiego abc.

ABC: Właśnie! My ich musimy nauczyć narciarskiego alfabetu. Bo co z tego, że nasze dzieciaki mają przejechanych więcej tyczek niż austriackie? Co z tego, skoro nie umieją jeździć na nartach!

Bo to jest tak, że Wojtek [Gajewski - przyp. red.] w wieku 55 lat jeździ poza bramkami lepiej od nich!

WG: To jest powtarzający się motyw tej zabawy. Podstawy. Nauczyć ich jazdy na nartach. Z trzech tygodni tego obozu cały tydzień poświęciliśmy na jazdę techniczną. To było ponad 25 km dziennie przejechanych poza tyczkami. I widzimy różnicę.

ABC: We Francji 17-18-latek spędza od 1 czerwca do 10 grudnia 50-55 dni na śniegu, młodsi jeszcze mniej. U nas jest często tak, że dzieciaki są w tym czasie i 100 dni na nartach. Dochodzi do sytuacji ekstremalnych i niebezpiecznych. I do tego to są głównie zajęcia na tyczkach.

A wola walki?

WG: Za mojej młodości, żeby wydostać się z klubu troszeczkę wyżej, to trzeba było samemu zacisnąć zęby, i wszystkie myśli skierować na sport. Teraz już tego nie ma. Dzieci w klubach są często pchane przez rodziców - zapłaciłem, to niech dzieciak trenuje. I kończy się to tak - że jak mają sami zrobić na obozie rozgrzewkę - a nikt z trenerów nie patrzy - to żadne nawet nie wstanie. To się niestety dla wielu skończy tak, że jeszcze pojeżdżą parę lat i pójdą studiować informatykę lub prawo. Oni myślą tak :"Mam już cały regał pucharów i idę robić co innego". W takim podejściu oczywiście nie ma nic złego. Tylko tą drogą do tej dziesiątki Pucharu Świata nigdy nie dojdziemy.

ABC: Długa droga przed nami. Ale wierzymy, że nasza praca zaowocuje tym, że w polskim narciarstwie znajdzie się ktoś na poziomie Agnieszki Radwańskiej.

Program Tauron Bachleda Ski

Program szkoleniowy dla młodych alpejczyków

Pierwsza grupa została wyłoniona w sezonie 2011/2012 na podstawie wyników Młodzieżowego Pucharu Polski oraz cyklu zawodów w slalomie równoległym Tauron Energy Ski. W tej chwili w grupie trenuje 8 zawodników. Po tym sezonie grupa powiększy się o młodzież z kolejnych roczników.

Polska czeka na alpejski sukces

Ostatnie zwycięstwo Polaka w zawodach Pucharu Świata: Dorota Tlałka 14.12.1984, Madonna di Campiglio - slalom

Ostatnie miejsce Polaka w pierwszej piątce w zawodach Pucharu Świata: Andrzej Bachleda-Curuś jr 16.01.2000, Wengen, - 5. miejsce, slalom

Ostatnie miejsce Polaka w pierwszej piątce igrzysk zimowych: Andrzej Bachleda-Curuś jr 13.02.1998, Nagano, 5. miejsce, kombinacja

Ostatni Polak na podium mistrzostw Świata: Andrzej Bachleda-Curuś 10.02. 1974, St. Moritz - srebro, kombinacja

Więcej o: