Narciarstwo alpejskie. Ted Ligety krytykuje FIS

- Wydłużenie promienia skrętu nart to krok wstecz i regulacja, która stawia sporą grupę zawodników na przegranej pozycji, faworyzując narciarzy silniejszych, o większej masie mięśni - mówi Sport.pl Ted Ligety, mistrz świata w gigancie.
Od następnego sezonu Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) wprowadza nowe regulacje - narty mają być dłuższe, a promień skrętu w gigancie zostanie wydłużony do 35 metrów. Narty zaczną przypominać te, które były w użyciu w latach 80. FIS twierdzi, że zmiany mają poprawić bezpieczeństwo i zmniejszyć ryzyko kontuzji.

Ligety wielokrotnie protestował przeciwko pomysłom FIS. Na swoim blogu rozprawia się ostro ze wszystkimi argumentami federacji, nazywając je "pseudonaukowymi". Jego zdaniem dłuższe narty nie będą ani bezpieczniejsze, ani sprawiedliwsze. W rozmowie z polskimi dziennikarzami w Schladming powiedział, że jego zdaniem wydłużenie promienia skrętu to krok wstecz i regulacja, która stawia sporą grupę zawodników na przegranej pozycji.

- To faworyzuje narciarzy silniejszych, zbudowanych bardziej atletycznie, o większej masie mięśniowej - stwierdził, tłumacząc, że wcięte narty pozwoliły na osiąganie dobrych wyników także lżejszym zawodnikom, bo potrzebowali mniejszego docisku.

Ligety wyśmiewa też argument o bezpieczeństwie. - Podczas testowania nowych nart jednemu z moich kolegów zerwały się więzadła w kolanie - stwierdził Amerykanin, który obok Bode Millera i Lindsey Vonn jest największą gwiazdą amerykańskiej kadry. Ma m.in. trzy małe Kryształowe Kule za triumfy w gigancie.

Ligety jest specjalistą od konkurencji technicznych, ale mówi, że chciałby wygrać kiedyś klasyfikację generalną dzięki lepszym wynikom w supergigantach.

A skąd wzięły się świetne amerykańskie wyniki w ostatnich latach? - Sukces rodzi sukces. Dzięki Bode i Lindsey coraz więcej młodych ludzi garnie się do nart. Wiadomo, że inaczej trenuje się z 50. zawodnikiem na świecie, a inaczej z pierwszym - podkreślił Ligety, który w sezonie 2005-06 startował z napisem na kasku "Mama i tata", bo miał problemy finansowe i wspierali go głównie rodzice. - Chciałem podziękować, ale też zawstydzić potencjalnych sponsorów. Udało się - śmieje się Ted.

Czy nie przeszkadza mu, że narciarstwo alpejskie nie jest popularne w USA? - To się zmienia. Dzięki Lindsey staje się coraz bardziej popularne. Ona już dziś jest rozpoznawalna - dodał Amerykanin. Jego zdaniem fenomen sportowych sukcesów Vonn to kombinacja jej niezwykłej siły fizycznej, ogromnego talentu i wyszkolonej techniki.

Na koniec zapytaliśmy Ligety'ego, czy kojarzy jakichś polskich sportowców. - Przepraszam, ale ja poza nartami sportem się nie interesuję - wyjaśnił Ted, który ma za to bardzo nietypowe hobby - razem z kolegami kupuje stare samochody, żeby potem je rozbić na wertepach.