Narciarstwo alpejskie. Schladming żegna Didiera Cuche'a

Chociaż całe Schladming żyje przede wszystkim sukcesami Marcela Hirschera, który w sobotę zapewnił sobie Kryształową Kulę, to kibice i zwodnicy uhonorowali weterana narciarstwa alpejskiego, który, również w sobotę, zakończył karierę. Na trybunach powiewały szwajcarskie flagi, a mistrz świata w supergigancie z Val'd'Isere zjechał po raz ostatni - na starych nartach i w niezwykłym retro-stroju.
Didier Cuche jest weteranem i żywą legendą narciarstwa alpejskiego. Debiutował w 1993 roku w Bormio we Włoszech, zajmując 57. miejsce zjeździe. Na Igrzyskach Olimpijskich w Nagano wywalczył srebrny medal w supergigancie, jest też mistrzem świata w tej konkurencji z Val'd'Isere (2009). Na podium zawodów Pucharu Świata stawał aż 59 razy, a jego charakterystyczną sylwetkę rozpoznają fani narciarstwa alpejskiego na całym świecie.

Schladming pięknie pożegnało 37-letniego Szwajcara. Na trybunach rozpościerały się transparenty z napisami "Dziękujemy Didier", powiewały szwajcarskie flagi, a kibice skandowali "Didier, Didier" gdy bohater zjeżdżał z Planai po raz ostatni. A zjeżdżał (nie bez problemów) w sposób dość nietypowy - na starych, drewnianych nartach, w czapce-cyklistówce, staroświeckiej kurtce i spodniach i z wojskowym plecakiem, z którego na mecie zaczął wyciągać swój sprzęt: rękawice i gogle - by rzucić w rozentuzjazmowany tłum.

W hołdzie wielkiemu Szwajcarowi większość zgromadzonych w Schladming zawodników wykonała charakterystyczny "młynek" nartą Didiera, nie odbyło się jednak bez zgrzytu - z niewiadomych powodów do fetowania Cuche'a nie przyłączyli się Austriacy (oprócz Philippa Schoerghofera).