PŚ w narciarstwie alpejskim. Ted Ligety opowiada Sport.pl o fenomenie Lidsay Vonn i rozbijaniu starych samochodów

W austriackim Schladming odbywają się właśnie ostatnie, decydujące zawody Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim. Złoty medalista z Turynu w kombinacji, posiadacz trzech Małych Kryształowych Kul za triumfy w gigancie Ted Ligety opowiada Sport.pl o fenomenie Lidsay Vonn, o tym, że nie ogląda sportów zimowych, a w wolnych chwilach rozbija stare samochody na bezdrożach Nowej Zelandii.
Ligety, przed weekendowymi gigantem i slalomem, zajmuje 9. miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, ma jednak jeszcze szansę na (czwartą do kolekcji) Małą Kryształową Kulę w gigancie - do liderującego Marcela Hirschera traci 92 punkty. Hirscher nie odpuści jednak swojej koronnej konkurencji, która może mu dać triumf w tegorocznym Pucharze Świata. Ligety nie krył swojego podziwu dla 23-letniego Austriaka:

- Hirscher jest niesamowity - mówił Ligety - oczywiście obaj, Hirscheri Feuz są wspaniałymi zawodnikami i zasługują na Kryształową Kulę, ale ja osobiście najbardziej lubię oglądać Hirschera. Jest niezwykle silny, a do tego ma fenomenalną psychikę.

Sam Ligety, który jest specjalistą od konkurencji technicznych, chciałby, mimo, że ma już 27 lat, wygrać kiedyś klasyfikację generalną. Bardziej niż przez poprawienie szybkości planuje jednak osiągnąć swój cel poprzez zdobywanie jak największej liczby punktów w gigancie i supergigancie.

Dlaczego Amerykanie są ostatnio tak mocni w narciarstwie alpejskim? Ligety ma przecież wielu utytułowanych kolegów i koleżanek, z Bode Millerem i Lindsay Vonn na czele. Jak udało im się podźwignąć po "chudych latach"?

- Sukces rodzi sukces - mówi Ligety - a sukces Lidsay wspaniale przyczynił się do rozwoju narciarstwa alpejskiego w USA. Jeśli otaczają cię najlepsi, sam stajesz się coraz lepszy. Inaczej trenuje się z 50. zawodnikiem na świecie, a inaczej z pierwszym.

Czy jednak nie przeszkadza mu i kolegom z reprezentacji, że narciarstwo alpejskie nie jest zbyt popularne w UsA, a idolami są głównie w Europie?

To prawda - przyznaje Ligety - ale dzięki Lindsey narciarstwo alpejskie staje się coraz popularniejsze. Vonn jest obecnie najbardziej popularną amerykańską sportsmenką, także w samych Stanach Zjednoczonych. Oczywiście mamy pewne naturalne ograniczenia - nie mamy zbyt wielu rejonów, gdzie można uprawiać narciarstwo alpejskie, do tego dochodzą wysokie koszta uprawiania tego sportu: konieczność zakupu sprzętu, wyjazdów itp. - ale wierzę, że narciarstwo alpejskie będzie w moim kraju coraz popularniejsze.

Na czym polega fenomen Lindsey Vonn? Zdaniem Ligety'ego to kombinacja jej niezwykłej siły fizycznej, ogromnego talentu i bardzo dobrej techniki. Oraz, rzecz jasna tego, że stoi za nią świetny sztab szkoleniowy, choć zdaniem Teda, osoba trenera nie ma w przypadku Vonn tak wielkiego znaczenia. "Wygrywałaby niezależnie od tego, kto by ją trenował" - zapewnia, choć ostatnio to właśnie trenerów Vonn obwiniała za swoje "dopiero" szóste miejsce w czwartkowym Supergigancie.

Przy okazji wzmianki o kosztach uprawiania narciarstwa alpejskiego zapytaliśmy Liegty'ego, czy to prawda, że jeździł kiedyś w kasku z napisem "Mama i Tata" w miejscu gdzie zazwyczaj widnieje logo sponsora. Ted potwierdził:

- Sezon 2005/06 był dla mnie bardzo trudny, nie mogłem wtedy znaleźć sponsora a rodzice naprawdę wiele mi wtedy pomagali, praktycznie całkowicie finansując moją karierę. Chciałem im w ten sposób podziękować, a także "zawstydzić" potencjalnych sponsorów. Udało się - uśmiecha się rozbrajająco Ted.

Ligety odniósł się także do planowanych od przyszłego sezonu zmianach w sprzęcie - FIS chce zwiększyć promień skrętu i wydłużyć narty. Przeciwko tym (ich zdaniem pozornym) innowacjom bardzo protestowali wszyscy Amerykanie:

- Teraz już nic się nie da zrobić, ale naszym zdaniem to krok wstecz, powrót do lat 80-tych. Dla zwykłego widza zmiany nie będą tak bardzo zauważalne, ale według mnie wydłużenie nart doprowadzi do podziału na zwycięzców i przegranych: to rozwiązanie preferuje zawodników atletycznych i silnych a utrudnia życie lżej zbudowanym.

Sam Ligety przyznaje, że nie ogląda żadnych sportów zimowych. Nie potrafi też wskazać żadnego polskiego sportowca: zapytany o Małysza bezradnie rozkłada ręce, jego zakłopotanie zwiększa się gdy wymieniamy nazwisko Kowalczyk, pamięta jednak polskiego alpejczyka z Nagano - Andrzeja Bachledę. Gdy jednak pół godziny i kilkanaście wątków później jeden z dziennikarzy wykrzykuje z nadzieją "A może Kubica?" Ligety znów uśmiecha się przepraszająco. W wolnym czasie ogląda koszykówkę (ulubiony zespół: Utah Jazz), futbol amerykański (kibicuje San Francisco 49ers) i rozbija stare samochody.

Osobliwe hobby zaczęło się kilka lat temu w Nowej Zelandii, gdzie przygotowywał się do sezonu. Pierwszy samochód, stare BMW, zanim dokonał żywota rozbity przez Teda i kolegów został ochrzczony Gertrudą. Gdy zauważamy, że to dosyć niebezpieczny sposób spędzania czasu jak na profesjonalnego sportowca Ted po raz kolejny rozbraja bezpretensjonalnością:

- Myślę, że slalom gigant jest bardziej niebezpieczny.

Ted Ligety (ur. 1984) - amerykański narciarz alpejski, specjalista od konkurencji technicznych. Złoty medalista IO w Turynie. Mistrz świata w Gigancie z Garmisch-Partenkirchen (2011) i brązowy medalista (także w Gigancie) MŚ w Val d'Isere (2009). W latach 2009, 2010 i 2011 wygrywał Małe Kryształowe Kule w Gigancie.