Vancouver 2010. Justyna Kowalczyk startuje z numerem 33. Najgroźniejsze rywalki i tak przed nią

Wszystko już jasne - polska faworytka do olimpijskich medali ruszy na trasę dzisiejszego biegu na 10 km techniką dowolną z numerem 33. - Będzie sprawiedliwie - ocenia dla Sport.pl Rafał Węgrzyn, jeden z serwismenów zawodniczki. Justyna Kowalczyk wystartuje dokładnie o godz. 19.16 i 30 sekund polskiego czasu. Relacja Z czuba i na żywo na Sport.pl
Super-blog Vancouver - ciekawe wpisy dziennikarzy i korespondentów Sport.pl prosto z igrzysk

Jeszcze w niedzielę rano, podczas treningu, nie była nawet znana lista startowa. Nie mówiąc już o kolejności.

Kowalczyk pojawiła się na trasie w Whistler wcześniej niż zwykle - sporo przed 10. I wcześniej niż zwykle skończyła. Trening nie był wyczerpujący, serwismeni testowali i przygotowywali narty do poniedziałkowego startu na 10 km techniką dowolną. - No i mieliśmy już wybrane kilka par nart startowych, ale...na mokry śnieg. Potem dostaliśmy prognozy, okazało się, że pogoda ma być inna, a temperatura śniegu minus dwa, a może nawet minus cztery. Ale przygotować narty na takie warunki to żaden problem - opowiadał nam obok wioski dla sportowców Węgrzyn.

On i fizjoterapeuta Paweł Brandt wracali akurat ze spotkania ekip z organizatorami i sędziami biegów. Na nim zapadły ostateczne decyzje dotyczące listy startowej podjęto kluczowe decyzje dla Polki.

Gdyby to był Puchar Świata i gdyby trasy były odpowiednio przygotowane zasada byłaby jasna. Zawodniczki startowałyby w kolejności odwrotnej do miejsc zajmowanych w Pucharze Świata. Kowalczyk ruszyłaby jako ostatnia mając pod kontrolę rywalki.

Ale trasy w Whistler przygotowane nie są, a pogoda nieprzygotowana i zmienna bardziej niż kameleon. Raz pada deszcz, za chwilę sypie mokry śnieg, a potem wychodzi słońce... Cztery pory roku w jedną godzinę. Do tego trasy w Whistler Olympic Park odbiegają od ideału. Gdyby zachować reguły z PŚ Kowalczyk ruszyłaby na trasę rozkopaną, na rozbity, sypki śnieg przypominający kaszę albo cukier. Tym bardziej, że wiele zawodniczek nie startuje na co dzień w PŚ, ma słabą technikę i z każdą minutą śnieg byłby coraz bardziej zmielony.

Początkowo organizatorzy wymyślili, że Polka ruszy na trasę pierwsza, a za nią kolejne rywalki według miejsc w PŚ. To z kolei - słusznie - nie spodobało się w polskiej ekipie. Kowalczyk straciłaby w ten sposób kontrolę. Gdyby wpadła na metę niewiele już mogłaby zrobić. To rywalki goniłyby ją, a ona woli odwrotnie. Lepiej jest wiedzieć jaką się ma przewagę i kontrolować bieg albo - ewentualnie - stratę, żeby przyspieszyć.

I wreszcie, około drugiej w nocy w poniedziałek zapadły decyzje. Pierwsze dziesięć zawodniczek to będą zawodniczki mniej znane, ale jednak potrafiące biegać. Chodzi o to, by przetarły - a nie zniszczyły - trasę tym, które wystartują później. Od numeru 11 do 33 będą ruszały na trasę najlepsze zawodniczki PŚ. Oznacza to, że z numerem 33 pobiegnie liderka PŚ czyli Kowalczyk. Później wystartuje jeszcze 45 biegaczek, które nie będą liczyć się w walce o medale.

- To sprawiedliwe rozwiązanie. Nie wypaczy rywalizacji, Justyna wciąż wszystko będzie miała pod kontrolą, a trasa nie będzie zniszczona - ocenili zgodnie Rafał Węgrzyn i Paweł Brandt. Oni wyjadą na trasę o szóstej rano (15 w Polsce). Kowalczyk pojawi się godzinę i 45 minut przed startem. - Justyna długo się rozgrzewa, potrzebuje na to minimum godzinę i kwadrans - wyjaśnia trener Aleksander Wierietielny.

Bezpośrednio przed Kowalczyk wystartuje Finka Aino-Kaisa Saarinen. A z numerem 31 na trasę wyruszy jedna z faworytek biegu - Szwedka Charlotte Kalla, która dziesięć dni temu w Canmore wygrała zawody PŚ na tym dystansie (wyprzedziła Polkę o osiem sekund). Z numerem 28 na trasie pojawi się inna kandydatka do złotego medalu - Norweżka Marit Bjoergen.

Kowalczyk ruszy dokładnie o godzinie 19.16,30 sek czasu polskiego. Nie upłynie nawet pół godziny, a już będzie wiadomo czy Polska ma 10. w historii medal zimowych igrzysk olimpijskich. Zdobyty tym razem w biegu na 10 km techniką dowolną.