Rewolucja w biegach i kombinacji norweskiej. PZN zwolnił pięciu trenerów

Rewolucja - tak można nazwać działanie Polskiego Związku Narciarskiego, który zdecydował się na gruntowne zmiany w biegach narciarskich i kombinacji norweskiej. Ze swoimi stanowiskami pożegnało się aż pięciu trenerów. Tak duże roszady mogą dziwić, bo zostały przeprowadzone na niecały rok przed najważniejszą imprezą w ostatnich latach. Do Igrzysk Olimpijskich w Pjongczang-u pozostało tylko dziewięć miesięcy.
Prezydium PZN oceniło dokonania kadr narodowych w biegach narciarskich i kombinacji norweskiej. Związek doszedł do wniosku, że powodem słabych wyników są błędy popełnione przez szkoleniowców i fakt, że nie wszystkie formy organizacyjne sprawdziły się w ciągu ostatniego roku. Do największych zmian doszło w grupach biegowych i w kombinacji norweskiej. Ze swoimi stanowiskami pożegnało się pięciu trenerów. Są nimi: Jan Szturc, Mateusz Wantulok, Wiesław Cempa, Urszula Migdał i Adam Kwak.

Zła atmosfera i zmiana koncepcji szkolenia

Zwolnienie pięciu szkoleniowców oznacza, że nowych trenerów będzie miała kadra kombinacji norweskiej i drużyna polskich biegaczek. Mateusz Wantulok i Jan Szturc (pierwszy trener Adama Małysza) pracowali z kombinatorami od 2015 roku. W przypadku Jana Szturca olbrzymie znaczenie miały również jego problemy zdrowotne, które zostały zasygnalizowane w komunikacie.

Nowego szkoleniowca będą miały również polskie biegaczki. Wiesław Cempa został zwolniony, chociaż prowadził tę drużynę tylko rok. Cempa zmagał się z wieloma problemami, których nie zdołał przezwyciężyć. Trzeba jednak pamiętać, że przy ocenie dokonań trenera należy wziąć pod uwagę potencjał ludzki, a ten w kadrze A jest na bardzo niskim poziomie. Jeśli dodamy do tego sprawę rekonwalescentki Sylwii Jaśkowiec, przeciągających się problemów Eweliny Marcisz i ciąży Korneli Kubińskiej, to los trenera z góry wydawał się przesądzony.

W zamian zarząd PZN powołał Mariusza Hluchnika, czyli dotychczasowego asystenta trenera Wiesława Cempy.

Największe zmiany zaszły jednak w juniorskich kadrach narodowych biegów. PZN uznał, że kadry mężczyzn i kobiet powinny zostać połączone. - Najbardziej zasadną koncepcją jest powołanie grup szkoleniowych mieszanych (chłopcy i dziewczęta), łącznie do 10 osób i podjęcie ich szkolenia przy okręgowych związkach narciarskich. Obecna formuła się wypaliła - czytamy w oświadczeniu PZN. Oznacza to, że miejsca Urszuli Migdał i Adama Kwaka nie zajmuje de facto nikt, bo całkowicie zmieni się struktura szkolenia.

PZN dostrzegł inne dyscypliny?

Zmiany są bardzo duże i może szokować, że Polski Związek Narciarski zdecydował się na tak dużą rewolucję na niecały rok przed Igrzyskami w Pjongczang-u. Wiele osób zarzucało Apoloniuszowi Tajnerowi, że skupia się tylko na skokach narciarskich, a inne dyscypliny pogrążają się w marazmie. Może się więc wydawać, że tak gruntowna przebudowa sztabów szkoleniowych jest chęcią tchnięcia nowego ducha w inne dyscypliny. Wszystko jednak zależy od środków, które PZN przeznaczy teraz na wspomniane kadry. PZN chciałby zatrudnić zagranicznego szkoleniowca dla drużyny w kombinacji norweskiej. Taki manewr zadziałał w kadrze skoczków narciarskich, a tuż po zakończeniu sezonu 2016/2017 zdecydowano się również na zmianę trenera polskiej kadry B. W rezultacie Roberta Mateję zastąpił Radek Żidek. - Zarząd PZN zlecił Prezydium oraz pionowi sportowemu PZN poszukiwanie i zatrudnienie na stanowisku trenera głównego kombinacji norweskiej nowej osoby, najlepiej trenera zagranicznego lub rozpisanie konkursu na to stanowisko - czytamy w oświadczeniu.

Rewolucja w biegach i kombinacji na rok przed Igrzyskami jest więc zagraniem va banque, ale wydaje się, że gorzej być już nie może. W oświadczeniu związku można również przeczytać, że PZN widzi możliwość szybkiej poprawy poziomu sportowego. Jeśli jednak popatrzymy na potencjał naszych biegaczek i kombinatorów, to łatwo dojść do wniosku, że tam potrzeba czegoś więcej niż tylko wymiany głównego trenera, bo problem leży znacznie głębiej.