Biegi narciarskie. Justyna Kowalczyk szósta w Oslo. Śmiała się, że jedzie tam za karę za złe bieganie. Do końca walczyła o miejsce na podium

Nie było podium, ale było dużo optymizmu: Justyna Kowalczyk skończyła sezon Pucharu Świata szóstym miejscem na 30 km. Wygrała z wielką przewagą Marit Bjoergen
Puchar Świata jeszcze się nie kończy, ale dla niej już tak: Justyna Kowalczyk nie pojedzie do Kanady na finał sezonu, za dużo tam będzie biegania stylem dowolnym. Dla niej metą było Oslo. Metą i startem, bo to był pierwszy bieg na 30 km klasykiem na drodze do 30 km klasykiem na igrzyskach w Pjongczang.

Trzydzieści kilometrów: raz dobrze, raz źle

Jechała do Oslo z wieloma wątpliwościami po mistrzostwach świata w Lahti. Mówiła nawet półżartem, że jedzie za karę za złe bieganie w Lahti. Ale zależało jej na tym biegu. 30 km na trasach w Holmenkollen zawsze jest wyjątkowe, nawet jeśli Justynie nie zawsze się tutaj wszystko układało. Raz nie skończyła biegu, bo była przeziębiona, innym razem dlatego, że pomyliła drogę. Zawsze kończyła raczej z niedosytem, nawet w najlepszych latach tu nie wygrała. Trzydziestki, królewski dystans, to w ogóle w jej karierze przekładaniec: aż pięć medali wielkich imprez, pierwszy medal igrzysk. Ale też dużo biegów niedokończonych, tak jak te w Oslo, jak trzydziestka w Sapporo, ze szkarlatyną, jak trzydziestka w igrzyskach w Soczi, przerwana niedługo po zderzeniu z Aino Kaisą Saarinen. Sporo rozczarowań, jak w Val di Fiemme, gdzie w mistrzostwach świata 2013 wywalczyła srebro, ale jej drużyna potraktowała to jak przegrane złoto.

"Jestem zadowolona. Choć nadal pełna obaw"

W niedzielę był bieg niby zgodny z oczekiwaniami, ale po ósmym miejscu w Lahti jednak trochę ponad. Już od połowy dystansu było jasne, że Polka będzie wysoko. Ale do ostatnich kilometrów nie rozstrzygnęło się, czy na podium, czy niedaleko za nim. Na półmetku Justyna i Charlotte Kalla zrezygnowały ze zmiany nart, zaczęły we dwie budować przewagę nad grupką goniącą je i Bjoergen. Potem ta grupka odrobiła straty, ostatnie kilometry pokonywały w szóstkę: Kowalczyk, Kalla, Kerttu Niskanen, Aino-Kaisa Saarinen, Krista Parmakoski, Heidi Weng. Ale Kowalczyk cały czas pokazywała, że liczy na coś więcej, ma siły do walki. Nie zostawała na zjazdach, szarpała pod górę. Sił zabrakło dopiero wtedy, gdy rywalki ruszyły do decydującego ataku, na ostatnim kilometrze. Dwa miejsca na podium obok Marit Bjoergen zajęły Finki, Parmakoski i Niskanen. Kowalczyk przybiegła szósta, z pięcioma sekundami straty do podium, 2:12,9 straty do Bjoergen. - Bieg był trudny, śnieg wolny, ale cieszę się, że się zdołałam utrzymać w tej grupie z dziewczynami, które walczyły w mistrzostwach o medale - mówiła Kowalczyk w rozmowie z TVP. - Jestem zadowolona z tego biegu. Zadowolona, choć nadal pełna obaw.

Następny sezon: celem dwa biegi w igrzyskach

Rok temu w marcu, po nieudanym sezonie, Kowalczyk dostała taki zastrzyk optymizmu w Kanadzie. Tam podczas wyścigu etapowego poczuła, że zaczyna do niej wracać to, czego szukała, że jeszcze jest sens dokręcić śrubę, zmusić się do wysiłku w przygotowaniach do Lahti 2017. Fińskie mistrzostwa były ciosem w dumę sportowca, który zawsze wierzy, że stać go na medale. Oslo da trochę pocieszenia, bo wrażenia były tu lepsze niż wynik. Teraz przed Kowalczyk starty w maratonach, m.in. w Szwecji i w Norwegii. A potem przygotowania do sezonu olimpijskiego. Czyli do dwóch biegów w Pjongczang: sprintu i właśnie 30 km klasykiem.