Doping u Therese Johaug. Jak ślepa może być ślepa wiara w fachowość lekarza? "Justyna Kowalczyk też wzięła nie ze swojej winy i miała łagodną karę"

- Jeśli zostanę zdyskwalifikowana na 14 miesięcy, ledwo zdążę się zakwalifikować do igrzysk. Jeśli na choćby dwa miesiące dłużej, igrzyska w Pjongczang mi przepadną - mówiła Therese Johaug podczas rozprawy dopingowej w Oslo. Johaug powtórzyła, że jest niewinna, a całą odpowiedzialność za wpadkę dopingową ponosi lekarz, któremu ślepo wierzyła
Przesłuchanie miało trwać półtorej godziny, ale skończyło się już po godzinie. Tylko tyle potrzebowała Therese Johaug na przedstawienie swojej wersji wydarzeń trójce sędziowskiej, która zdecyduje w imieniu norweskiej federacji sportu (NIF) o dyskwalifikacji dla biegaczki z powodu wykrycia u niej we wrześniu 2016 sterydu anabolicznego clostebol. Johaug podtrzymała to wszystko, co od początku mówiła o wykryciu u niej clostebolu: że steryd był w maści Trofodermin zastosowanej na oparzone usta, że jej obecne kłopoty to absurd, bo nie jest niczemu winna. Johaug opowiadała, jak doszło do poparzenia słonecznego i kuracji Trofoderminem. Poparzyła się 28 sierpnia, podczas długiej, kilkugodzinnej wyprawy norweskich biegaczek na zgrupowaniu we włoskim Seiser Alm. Problemy były tak poważne - gorączka, biegunka - że dostała na pewien czas wolne od treningów. A gdy już mogła znowu trenować, problemem pozostawały usta, na których zrobiła się wielka, ciągle pękająca rana.

"Ulotka była w obcym języku. Szybko przestałam czytać"

Dlatego poprosiła o pomoc lekarza kadry Fredrika Bendiksena, a gdy pierwsza maść przez niego przepisana nie zadziałała, poprosiła o mocniejszą. Dostała wówczas Trofodermin, zapakowany w pudełko z ostrzeżeniem, że lek zawiera substancję dopingową. Ale, jak przekonuje, nie zauważyła tego napisu. Nie doszukała się też ostrzeżenia na ulotce - choć takie ostrzeżenie tam jest - bo czytanie ulotki szybko przerwała. - Była w obcym języku. Wyrzuciłam ją, bo przecież 10 minut wcześniej podczas kolacji usłyszałam zapewnienie lekarza, że mogę brać krem bez obaw. - Tak, jest czysty - powiedział mi doktor Bendiksen. Gdybym zobaczyła ostrzeżenie o dopingu, poszłabym do Fredrika dopytać o co chodzi - zeznawała Johaug.

Jak ślepa może być ślepa wiara

Opowiadała, że lek dostała podczas kolacji, gdy jej usta zaczęły znowu krwawić. Następnego dnia doktor Bendiksen wrócił już do Norwegii. A Johaug zaufała mu tak bardzo, że lek brała przez następne dziesięć dni, od 5 do 15 września. I gdy 16 września odwiedziła ją kontrolerka, by pobrać próbkę, Johaug wpisała Trofodermin do formularza, na listę ostatnio używanych leków. To jeden z najważniejszych argumentów na korzyść Johaug i wersji o stosowaniu przez nią Trofoderminu bez złych intencji, bez świadomości że zawiera substancję zakazaną. Ale to za mało, by uniknąć kary, bo w myśl przepisów dopingowych sportowiec jest odpowiedzialny za to co przyjmuje. I jeśli chce liczyć na złagodzenie kary, musi przekonać, że dopełnił wszelkich starań, by nie zażyć nieświadomie czego zakazanego. W przypadku gdy lek miał ostrzeżenia przed dopingiem i na pudełku i ulotce, jedyną możliwą strategią dla Johaug było przekonywanie, iż wierzy lekarzom kadry tak ślepo, że nie patrzy na nic innego. I to było łatwo zauważalne podczas środowej rozprawy, zarównow zeznaniach Johaug jak i podczas mowy jej adwokata . W czwartek Bendiksen, który od początku wziął całą winę na siebie, ma zeznawać jako świadek Johaug.

"Czułam się przy Fredriku bezpiecznie. Wydał mi się dobrym człowiekiem"

Norweżka podczas środowego przesłuchania wiele razy powtarzała, jak wielkim fachowcem był Bendiksen i jak wielkie było jej zaufanie do niego. - Ufałam Bendiksonowi w stu procentach. Mam jedną zasadę, żeby nigdy nie brać leków bez konsultacji z ekspertem, którym jest lekarz kadry. Fredrik pracował w wielu reprezentacjach, w Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim, był menedżerem w firmie farmaceutycznej. Poznałam go podczas igrzysk w Soczi, potem jechaliśmy razem na prześwietlenie do Hamar i czułam się przy nim w samochodzie bardzo bezpiecznie. Wydał mi się dobrym człowiekiem, człowiekiem na którym można polegać. Bardzo doświadczonym. Miał świetne wystąpienie, gdy się nam przedstawiał podczas zgrupowania. Byłyśmy podekscytowane, że będzie z nami pracował. Nie mogłyśmy znaleźć lepszego fachowca, by nad nami czuwał. Odnosiłam wrażenie, że wszystkie dziewczyny z kadry miały do niego ogromne zaufanie - mówiła. W czwartek świadkiem obrony ma być również Marit Bjoergen, i według zapowiedzi, ma potwierdzić słowa Johaug o pełnym zaufaniu do lekarza.

Co jest dopełnieniem wszelkich starań, a co nie?

- A co z tymi słowami z wywiadów, że sprawdza pani wszystko po dwa, trzy razy? - padło pytanie do Johaug podczas rozprawy. Pytanie odnosiło się do wywiadu udzielonego mniej więcej w tym samym czasie, gdy Johaug przyjmowała zakazany lek. Opowiadała wówczas, żesprawdza nawet herbatę, nie mówiąc o lekach . - Chodziło w tym wywiadzie właśnie o upewnianie się u lekarza - mówiła Johaug.

I to jest najważniejszy punkt dopingowego procesu Johaug: czy upewnianie się u lekarza kadry to jest dopełnienie wszelkich starań, czy też jest niewystarczające. A jeśli jest niewystarczające - do czego raczej przychylają się sędziowie NIF, skoro szef trójki sędziowskiej pytał, dlaczego nazwa clostebol nie skojarzyła się ze sterydem anabolicznym i co to za problem wyszukać to w google - to czy jest po prostu niewystarczające, czy dalece niewystarczające. Wydaje się to grą słów, ale od tego zależy, czy Johaug wystartuje w igrzyskach w Pjongczang, czy nie.

"Wszyscy w biegach czuliśmy, że Kowalczyk jest bez winy i wyrok był łagodny"

Za nieświadome wzięcie sterydu przy dopełnieniu starań grozi minimum 12 miesięcy zawieszenia. A każdy argument za tezą, że Johaug mogła nie postarać się wystarczająco, będzie tę karę wydłużał. Norweska komisja antydopingowa uznała, że Johaug dopuściła się pewnych zaniedbań i dołożyła do podstawy kary dwa miesiące, proponując 14-miesięczną dyskwalifikację. Johaug i jej adwokat uważają, że ponieważ Therese nie ponosi żadnej winy i płaci za błąd lekarza, to nawet gdy sąd uzna, że nie może się tu obyć bez kary, może dać dyskwalifikację krótszą niż 12 miesięcy.

Sędziowie pytali o to Therese. - Mówicie o zawieszeniu na mniej niż 12 miesięcy, ale jakie macie na to podstawy prawne? - pytał sędzia Ivar Solberg. - Chodzi nam o zasadę proporcjonalności kary do przewinienia. Zasadę którą sport uznaje i Trybunał Arbitrażowy w Lozannie orzekał już łagodniejsze kary - mówiła Therese. - Ale jeśli chcemy szukać przypadków najbardziej zbliżonych do tego który rozpatrujemy, to wyrok trybunału w Lozannie wynosił minimum 16 miesięcy - przypominał Solberg. A gdy padło pytanie, czy Therese zna z narciarstwa inne podobne przypadki - łagodnej kary za niezawinioną wpadkę - Johaug powiedziała o przypadku Justyny Kowalczyk. - Wszyscy wtedy w biegach czuliśmy, że Kowalczyk jest bez winy, że dostała to od lekarza. I wyrok był łagodny, trzy miesiące - mówiła Johaug o werdykcie z 2005 w sprawie zażycia przez Kowalczyk deksametazonu.

Sprawy podobne, ale inne

Tyle, że Polka nie dostała wówczas trzymiesięcznego zawieszenia, a dwuletnie, zmniejszone w apelacji do pół roku. I mimo że też miało chodzić o leczenie - ścięgna Achillesa, deksametazon to glikokortykosteryd działający m.in. przeciwzapalnie - to inne okoliczności sprawiają, że te werdykty trudno porównywać. Inny był ciężar przewinienia, bo glikokortykosterydy, w przeciwieństwie do sterydów anabolicznych, nie są w sporcie całkowicie wyklęte. Dziś przepisy dotyczące tej grupy leków są jeszcze bardziej liberalne, ale wtedy też można je było brać, tyle że trzeba to było zgłosić i nie stosować ich w dniu zawodów, jak zrobiła Polka. Od tamtego czasu zmienił się też kodeks antydopingowy, i za przewinienie za które kiedyś groziły dwa lata, dziś można już dostać cztery. To dlatego nawet za nieświadome wzięcie sterydów anabolicznych - ich branie jest zaliczane do najcięższych przewinień - grozi dziś minimum rok zawieszenia.

Sędzia pytał, jak ewentualne skrócenie lub wydłużenie proponowanego 14-miesięcznego zawieszenia wpłynie na przygotowania Johaug do igrzysk. - Mówiła pani, że przy roku zawieszenia zdoła się przygotować do igrzysk w zorganizowany sposób. Że przy 14 miesiącach okres przygotowawczy już będzie w najważniejszej części stracony. A przy 16 miesiącach? - Wtedy stracę igrzyska, bo nie zdążę się do nich zakwalifikować - mówiła Johaug. - Już przy 14 miesiącach zawieszenia zostanie mi po powrocie do startów ledwie miesiąc na wywalczenie kwalifikacji - mówiła Johaug.

W czwartek druga część rozprawy, a wyrok jest spodziewany najpóźniej za miesiąc.