Dziennikarz "Aftenposten" dla Sport.pl: To jest największy kryzys w historii. Ludzie są wściekli

- Gdy Finowie mieli swój skandal dopingowy, byliśmy dla nich bardzo surowi. Nasze dzieci podczas zawodów wyzywały Finów od dopingowiczów. Nawet nie chcę sobie wyobrazić, co teraz czeka naszych biegaczy w Kuusamo czy Lahti - mówi Erlend Nesje, dziennikarz "Aftenposten", od lat zajmujący się biegami narciarskimi
Paweł Wilkowicz: Jakie są nastroje w Norwegii po dopingowej wpadce Therese Johaug?

Erlend Nesje, Aftenposten: A jakie mogą być nastroje? To jest nasz sport narodowy, największy z największych. Norweg nie może nie mieć zdania na temat biegów narciarskich. Tak było od zawsze, od kiedy pamiętamy. Od kiedy się narodziła popkultura, gwiazdy biegów były w Norwegii gwiazdami popkultury. I teraz dzieje się coś takiego... Nasi najlepsi biegacze, Martin Johnsrud Sundby i Therese Johaug, zostali bohaterami afer dopingowych w odstępie trzech miesięcy. Norwegia jest poruszona. Ludzie są źli, nie rozumieją co się dzieje. To jest największy kryzys w historii norweskich biegów. Zszargaliśmy sobie opinię na długo. Na lata, tak sądzę. Ludzie się podzielili. Therese Johaug ma w Norwegii rzesze fanów, jest bardzo lubiana.

Pamiętam badania opinii publicznej sprzed kilku lat: Therese Johaug była bardziej popularna i szanowana niż premier Jens Stoltenberg tuż po masakrze urządzonej przez Andersa Breivika, czyli wówczas gdy cieszył się największym uznaniem rodaków.

Therese jest księżniczką norweskiego sportu. Wygrywa, dobrze wygląda, jest wesoła, mocno wyraża emocje za metą. Norwegia się z taką Therese zżyła, to już prawie 10 lat gdy została naszą księżniczką, zdobywając swój pierwszy indywidualny medal mistrzostw świata, na 30 km w Sapporo w 2007. To dlatego, mimo że afery dotyczące astmy wybuchały już od lata 2016, dopiero po ogłoszeniu pozytywnego wyniku testu Johaug naprawdę zawrzało.

Norwegowie wierzą, że clostebol wykryto u Johaug przez to, że nieostrożnie zastosowała maść Trofodermin na poparzone przez słońce usta?

Wiele osób jej wierzy. Dostaje wiele gestów wsparcia. Ale tak jak już mówiłem, ludzie się podzielili. Moim zdaniem to wszystko co się dzieje, to dla nas dzwonek alarmowy. Byliśmy bardzo krytyczni gdy afery wybuchały w innych krajach. Mówiliśmy, jak to szkodzi sportowi. A teraz Norwegia ma dwa głośne przypadki w trzy miesiące. I nie wiemy, jak do tego podejść. Może jesteśmy nawet bardziej zadziwieni niż źli. Bezradni. Przecież to się u nas nie powinno zdarzyć. Wszyscy o tym dyskutują. Statystyki strony internetowej Aftenposten wyglądają prawie jak podczas igrzysk olimpijskich. Ludzie czytają wszystko, co tylko ma Johaug w tytule. Przez ostatnie lata mieliśmy w sporcie tylko dwie historie, które tak ludzi poruszyły. Pierwszą była śmierć pływaka Alexandra Dale Oena wiosną 2012. Był naszą gwiazdą, mierzył w medal igrzysk w Londynie, a w roku igrzysk zmarł nagle na serce. Drugą historią było złapanie Pettera Northuga (najpopularniejszego, ale i najbardziej kontrowersyjnego norweskiego biegacza - red.) na jeździe po pijanemu. Ludzie byli naprawdę wściekli na Northuga. Therese może liczyć na więcej współczucia w sprawie dopingu. Ale media są bardzo krytyczne wobec tego co się stało, wobec związku narciarskiego, robimy swoje śledztwa, kwestionujemy wszystko. Zapisujemy tym tematem po cztery, pięć stron dziennie.

Byłeś jednym z autorów reportażu "Aftenposten" ujawniającego, że pokój relaksu na piętrze norweskiego tira serwisowego był też przed startami pokojem nebulizatorów: zażywania lekarstw na astmę- w przypadku chorych - oraz specjalnego roztworu soli - dla zdrowych - tuż przed startami.

Mamy w 2016 w norweskich biegach trzy sprawy podważające wiarygodność związku. Jedna to ujawniony dopiero w 2016 przypadek Sundby'ego, który przedawkował w 2015 leki na astmę i stracił zwycięstwo w Tour de Ski oraz Kryształową Kulę. Druga to sprawa możliwego nadużywania leków na astmę w całej kadrze: nebulizatory na każdym kroku, anonimowe przecieki, że do brania leków na astmę nakłaniano też zdrowych. I wreszcie sprawa Johaug. I o ile odbiór sprawy Therese nie jest jednoznaczny, wiele osób jej współczuje, jakoś ją tłumaczy, to już związek narciarski na żadną wyrozumiałość liczyć nie może. Norwegowie uważają, że związek się zapędził w sprawie astmy, że to jest poruszanie się w szarej strefie i należy to potępić. Nie mam sondaży, polegam na tym co słyszę, czytam, widzę. Może się mylę. Ale uważam że właśnie tak jest: ludzie mają dość takiej polityki związku. W sprawie Johaug czekamy na werdykt norweskiej komisji antydopingowej, na wymiar kary. Ale będzie też werdykt komisji śledczej w sprawie leków na astmę i możliwych nadużyć w ich stosowaniu. Komisję powołała federacja narciarska, ale w skład weszli ludzie niewiązani z federacją, jest również szwedzki lekarz, specjalista od astmy. Zanosi się na to, że zakończą pracę i ogłoszą werdykt na początku 2017, między Tour de Ski a mistrzostwami świata w Lahti.

Rozumiem, że badają przede wszystkim rewelacje telewizji TV2, że do brania leków nakłaniano również zdrowych biegaczy?

Tak. Dwaj biegacze lub biegaczki z norweskiej kadry, startujący w 2015/2016 w międzynarodowych zawodach, opowiedzieli latem w reportażu TV2, że sztab kadry proponował im leki na astmę, mimo że nie mieli astmy. Ujawnili to anonimowo, nadal nie wiemy o których biegaczy chodziło. Oficjalnie do używania nebulizatorów z lekami na astmę przyznają się tylko biegacze którzy mają stwierdzoną astmę.

Ale wątpliwości dotyczą też chorych sportowców. Dlaczego? Jeśli mają astmę, i brali leki które są - w określonych dawkach - dopuszczone przez Światową Agencję Antydopingową, co w tym złego? Nebulizatory też nie są nielegalne.

Nie są, ale mimo wszystko ludzie są poruszeni, podejrzliwi i niezadowoleni: dlaczego musieli to robić w tym słynnym tirze serwisowym tuż przed startem? Czy tu jeszcze chodzi o leczenie choroby, czy już wyłącznie o wynik? Oystein Pettersen, jeden z tych którzy są chorzy na astmę i potwierdzili używanie nebulizatorów w tirze, postawił sprawę jasno. "Oczywiście, że robiliśmy to żeby lepiej biegać na nartach. Jeśli ktoś was przekonuje że nie, mówi bzdury". Powiedział też coś poruszającego o tym, dlaczego robili to za zamkniętymi drzwiami tira, a nie gdzieś na zewnątrz przed startem. "Są takie rzeczy w wyczynowym sporcie, na które dzieci nie powinny patrzeć".

Co od razu wywołało komentarze w rodzaju: "Może ostrzegajmy przy transmisjach: oglądanie dozwolone od lat 18".

Takie są nastroje.

A co będzie za miesiąc, podczas pierwszego weekendu Pucharu Świata w Kuusamo (26-27 listopada)? Norweska kadra kobiet będzie nie do poznania. Johaug na aucie, po 10 latach pracy odszedł twórca największych sukcesów, trener Egil Kristiansen, Marit Bjoergen wraca po urlopie macierzyńskim, nie bez problemów.

Tak, dopiero teraz na zgrupowaniu w Val Senales będzie można ocenić jak Marit jest przygotowana, bo wcześniej miała problemy ze zdrowiem. Miała kontuzję, skarżyła się na przemęczenie, teraz wreszcie będzie ćwiczyć ze wszystkimi. Szykuje się bardzo dziwna zima. I trudna. Nawet sobie nie mogę wyobrazić, co nas czeka w Kuusamo, a potem podczas mistrzostw świata w Lahti. Gdy w 2001 przy okazji MŚ w Lahti wybuchł wielki dopingowy skandal w fińskich biegach, Norwegowie byli dla Finów bardzo surowymi sędziami. Potępialiśmy, wytykaliśmy, to by się nie mogło zdarzyć w Norwegii, itd. W ostatni weekend mieliśmy w "Aftenposten" wywiad z Samim Jauhojaervim, który był bardzo młodym biegaczem, gdy wybuchł ten skandal i pamięta jeszcze jakie były nastroje podczas Pucharu Świata w Oslo w 2001, kilka tygodni po wybuchu fińskiej afery. "Dzieci w wieku szkolnym krzyczały na widok nas, Finów: dopingowicze!". Od tamtego czasu stosunki fińsko-norweskie już nigdy nie były tak dobre jak wcześniej. A teraz Norwegowie mają pojechać do Kuusamo, do Lahti. Uff. To będzie sroga zima dla wszystkich norweskich biegaczy.

Czy Therese Johaug i doktor Fredrik Bendiksen, który miał ją wpędzić w te kłopoty, odpowiadają jakoś na prośby o wywiady?

Każdy dziennikarz w Norwegii chce teraz z nimi porozmawiać, ale musimy czekać na werdykt komisji antydopingowej. Tak myślę. Choć oczywiście dalej ich zasypujemy prośbami i będziemy zasypywać. Nie wiem jakiego werdyktu się spodziewać, nie znam się na prawie. Mam swoje wątpliwości, ale nie jestem przygotowany do ferowania wyroków w sprawie Therese Johaug.

Łatwiej powinno pójść z lekarzem, który, na to wygląda, złamał wszystkie procedury.

Spędziłem ostatnio wiele czasu na rozmowach z tymi, którzy z nim pracowali: piłkarzami, panczenistami. Wszyscy byli zadziwieni, bo to był "Pan 110 procent". Taką musiał mieć pewność, że lek który podaje jest dozwolony. Dziś są zaskoczeni, że to właśnie jemu, tak drobiazgowemu i zawsze przygotowanemu, coś takiego się przydarzyło. Przedziwna sprawa, nie wiadomo co o tym sądzić. Natomiast w sprawie federacji narciarskiej ludzie mają jasne zdanie: sprowadziła na nas wstyd i coś trzeba z tym zrobić. Zmienić szefa, itd. W weekend było spotkanie 16 szefów regionalnych federacji biegów narciarskich. I oni udzielili wsparcia szefowi całej federacji. To oznacza, że nastroje w tych federacjach zupełnie się rozmijają z tym, co czuje patrząca na to wszystko publika. Komentatorzy piszą: jeden skandal w naszych biegach goni drugi, dlaczego ci goście jeszcze są u władzy? Dobrej odpowiedzi jeszcze nie dostaliśmy.



Wybrano "Złotego Chłopca"! Oto talenty na miarę Messiego czy Aguero