Sport.pl

Afera dopingowa z Therese Johaug. "Inni badani są częściej"

129 dni - tyle czasu minęło między ostatnim testem dopingowym Therese Johaug a pobraniem próbki, która wykazała obecność clostebolu w jej organizmie. To aż cztery miesiące przerwy pomiędzy badaniami. - To zdecydowanie zbyt rzadko. Całkowicie niezrozumiała sytuacja. Częstotliwość pobierania próbek najwyraźniej jest zależna od tego, z jakiego kraju pochodzisz - komentuje Markus Cramer, trener rosyjskiego biegacza Aleksandra Legkowa.
- Cała ta sytuacja jest dla mnie zagadką, bo przecież Norwedzy to pionierzy, jeśli chodzi o biegi narciarskie. Zawsze byli o jeden krok przed resztą, więc to, co się wydarzyło, jest nie do pomyślenia. Najważniejsze jednak, aby Johaug została ukarana - cytuje Cramera norweski serwis vg.no.

Niemiecki szkoleniowiec uważa, że kara dla zawodniczki może nie być tak sroga, jak powinna, i jako przykład podaje sprawę Martina Sundby'ego. - Zastanawiam się, jakim cudem aż 18 miesięcy zabrało Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) wydanie wyroku w sprawie Sundby'ego. Dlaczego pozwolono mu startować i rywalizować? - pyta Cramer.

W sezonie 2014/2015 Sundby zażywał większe niż przepisane mu dawki leku na astmę. Dopiero w lipcu 2016 roku FIS ukarała biegacza odebraniem mu zwycięstw w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata i Tour de Ski oraz zawieszeniem. Jednak do tego czasu Sundby brał normalnie udział w zawodach organizowanych przez FIS.

Cztery lata bez Johaug?

Podobny scenariusz nie powinien się jednak powtórzyć w przypadku Johaug, która już jest zawieszona - na razie na okres dwóch miesięcy, ale po tym czasie powinny zostać podjęte decyzje związane z karą. Szwedzki dziennik "Aftonbladet" spekuluje, że biegaczka przez aferę dopingową może opuścić zarówno przyszłoroczne mistrzostwa świata w Lahti, jak i igrzyska olimpijskie w 2018 roku. Najgorszy dla Norweżki scenariusz zakłada nawet czteroletnią dyskwalifikację.



Wielcy piłkarze zmianią kluby?! W stycznią będą do wzięcia za DARMO!




Więcej o: