Biegi narciarskie. Doping. FIS: Chcemy wierzyć, że Norwegowie już zawieszają Johaug

- Nie dostaliśmy jeszcze z Norwegii powiadomienia o wyniku badania, ale chodzi o substancję, w przypadku której norweska agencja antydopingowa ma obowiązek zawiesić Johaug - mówi sekretarz generalna FIS Sarah Lewis. - Nie ma mowy o dobrowolnym zawieszeniu - odpowiada adwokat Johaug.
Piątkowa konferencja prasowa Marit Bjoegren i Ingvild Flugstad-Oestberg była pierwszą po ujawnieniu wpadki Johaug okazją, by usłyszeć komentarz jej koleżanek z kadry. Związek narciarski został w czwartek zasypany prośbami o wywiady na ten temat z działaczami i sportowcami i zdecydował się na taką konferencję. Bjoergen i Flugstad-Oestberg spotkały się z dziennikarzami na Holmenkollen, tam gdzie Norweżki w mistrzostwach świata 2011 zdobyły pięć złotych medali na sześć możliwych, i gdzie Johaug sięgała po pierwsze złoto w karierze w pamiętnym biegu na 30 km.

- Therese powiedziała nam o wszystkim w środę. Zebrała całą kadrę i opowiedziała. Już wcześniej widziałam, że coś się z nią dzieje niedobrego w ostatnich dniach, ale powiedziała dopiero przy wszystkich - opisywała Bjoergen. Johaug o pozytywnym wyniku testu dowiedziała się już 4 października. Zanim federacja ujawniła sprawę mediom, Norweżka i lekarz kadry złożyli już wyjaśnienia w norweskiej komisji antydopingowej, która substancję wykryła i ona osądzi Johaug w pierwszej instancji.

Sekretarz generalna Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) Sarah Lewis zapowiedziała w piątek, że Norwegowie mają obowiązek zawiesić Johaug, inaczej złamią przepisy międzynarodowe dotyczące walki z dopingiem. - Nie dostaliśmy jeszcze z Norwegii powiadomienia o wyniku badania, ale z tego co wiemy z mediów, chodzi o substancję, w przypadku której norweska agencja antydopingowa ma obowiązek zawiesić Johaug. - Chcemy wierzyć, że właśnie ją zawiesili albo zaczęli procedurę prowadzącą do zawieszenia, do czasu wyjaśnienia sprawy - powiedziała Lewis fińskim mediom podczas wizytacji w Lahti, gdzie w najbliższym sezonie odbędą się mistrzostwa świata.

Adwokat Johaug: - Nie ma mowy o dobrowolnym zawieszeniu

Coraz więcej wskazuje na to, że Johaug, największa gwiazda ostatnich mistrzostw świata - zdobyła aż trzy złote medale, przerywając pięcioletnią dominację Marit Bjoergen w najważniejszych imprezach - nie wystartuje w MŚ 2017. Najniższa z kar wymierzonych za clostebol - było 27 przypadków dyskwalifikacji za taki doping - to trzy miesiące, ale w większości spraw (według danych zebranych przez dziennikarzy szwedzkiego "Expressen") wymierzano karę maksymalną, dwóch lat zawieszenia. W obecnych przepisach kara maksymalna za podobne wykroczenia została podniesiona do czterech lat.

Johaug mogłaby już teraz poddać się dobrowolnemu zawieszeniu, do wyjaśnienia sprawy, i potem ten czas zawieszenia odjęto by zapewne od orzeczonej kary. Ale adwokat Johaug Christian B. Hjort, powiedział że biegaczka czuje się zupełnie niewinna i dobrowolne zawieszenie nie wchodzi w grę. Na razie więc mogłaby teoretycznie startować w zawodach. Ale norweski związek narciarski już wykluczył ją ze zbliżającego się zgrupowania wysokogórskiego we Włoszech (to właśnie podczas takiego zgrupowania na przełomie sierpnia i września 2016 Johaug użyła maści z clostebolem).

Trybunał Arbitrażowy raz orzekał w sprawie clostebolu. Zła wróżba dla Johaug?

Zanosi się więc na to, że Johaug będzie ostro walczyc o udowodnienie niewinności i sprawa prędzej czy później trafi do Trybunału Arbitrażowego w Lozannie. Ze wspomnianych 27 wcześniejszych przypadków wykrycia clostebolu, tylko jeden został poddany arbitrażowi. I werdykt nie jest pocieszający dla Johaug. W 2005 Trybunał rozpatrywał sprawę włoskiej pływaczki Giorgii Squizzato, która chciała skrócenia kary rocznej dyskwalifikacji, wymierzonej przez międzynarodową federację pływacką. Squizzato tłumaczyła się podobnie jak Johaug: też wzięła Trofodermin na problemy skórne (infekcja na stopie), a maść dostała od matki i nie miała pojęcia, że Trofodermin zawiera coś zakazanego. Trybunał dał wiarę, że Włoszka nie wzięła zakazanej substancji świadomie. Ale ponieważ to sportowiec jest ostatecznie odpowiedzialny za to co się znajdzie w jego organizmie, Trybunał uznał że rok dyskwalifikacji, czyli połowa ówczesnej maksymalnej kary za taki doping, to sprawiedliwy werdykt.