PŚ w Lillehammer. Budny: Kowalczyk zrobiła głupstwo, ale jest mądra, dlatego już za dwa tygodnie powalczy z Johaug

- Popełniła głupstwo, za bardzo w siebie uwierzyła i teraz za to płaci - mówi Edward Budny po 32. miejscu Justyny Kowalczyk w sobotnim biegu łączonym w Lillehammer, w Pucharze Świata. - Ale jest mądra, dlatego już 20 grudnia powalczy z Theresą Johaug. Nie ma paniki, słowo daję - dodaje były trener m.in. mistrza świata Józefa Łuszczka.
Łukasz Jachimiak: Jakie wnioski należy wyciągać z dopiero 32. miejsca Justyny Kowalczyk w biegu łączonym w Lillehammer?

Edward Budny, trener pod wodzą którego złoty i brązowy medal MŚ zdobył Józef Łuszczek, a brązowy Jan Staszel: Już przed Kuusamo, kiedy zastanawiano się czy przeziębiona Kowalczyk wystartuje, powiedziałem, że chorzy nie biegną. Jeszcze tuż po chorobie czasem udaje się zawodnikowi przyzwoicie zaprezentować, ale później przychodzi kryzys, bo organizm przecież musi dojść do równowagi. Nie da się go oszukać.

Gdyby nie mocne przeziębienie tuż przed startem sezonu jaki poziom mogłaby prezentować teraz Kowalczyk?

- Po niepowodzeniach w zeszłym sezonie do tego przygotowała się bardzo dobrze. Szkoda, że za wszelką cenę chciała pobiec od początku. Ambicja ją zgubiła. Jak ktoś ma gorączkę, to po niej musi mieć dwa tygodnie okresu ochronnego. Raz na sto przypadków uda się komuś, kto startuje i z chorobą, i zaraz po niej. Na nartach biegowych spędziłem 70 lat, więc dobrze wiem, na czym polega ta zabawa.

Ile według pana trzeba czasu, żeby Kowalczyk odzyskała dyspozycję sprzed startu Pucharu Świata?

- Po świętach na pewno już wszystko będzie w porządku. A jeśli chce się przyszykować na 20 grudnia, kiedy zostanie rozegrane 10 km "klasykiem", to też zdąży.

Zdąży na tyle, żeby w Toblach co zdziałać - być w "dziesiątce"?

- W "dziesiątce"? Ależ oczywiście! Ona była w takiej formie, że w ogóle nie powinna mieć problemów z wygrywaniem biegów "klasykiem". Widziałem ją podczas kilku treningów w Zakopanem. Chudziuteńka, a jeżeli zawodnik dochodzi do swojej wagi startowej, to zawsze jest dobry. Teraz wpadła w dołek, ale z niego wyjdzie. Na pewno. Popełniła głupstwo, za bardzo w siebie wierzyła i teraz za to płaci. A że generalnie jest mądra, to już 20 grudnia powalczy z Theresą Johaug.

Mimo że Norweżka jest w niesamowitym gazie? Przecież w sobotę Justyna straciła do niej 4:21,5, a takich strat do zwyciężczyń nie notowała od 2003 roku.

- Dlaczego miałaby się nie ścigać z Johaug? Dwa tygodnie to jest wieczność dla zawodniczki tej klasy co Justyna. Ona w niedzielę pobiegnie w maratonie w Livigno, co dla niej jest tak naprawdę turystyką. A później da nura gdzieś w góry i spokojnie odpracuje to, co straciła. Wielkie straty z biegu łączonego naprawdę były spowodowane tylko niedawną chorobą. Nie ma paniki, słowo daję.