PŚ w Lillehammer. Kowalczyk dopiero 32. w biegu łączonym. Strata do Johaug ogromna

Kiedy Therese Johaug finiszowała, pewnie wygrywając bieg łączony na 15 km (7,5 km "klasykiem" + 7,5 km "łyżwą") czekaliśmy na międzyczas Justyny Kowalczyk na 1,5 km przed metą. Polka skończyła start w Lillehammer na 32. miejscu, uzyskując czas gorszy od zwyciężczyni o prawie cztery i pół minuty (4:21,5). Tak dużo do najlepszych nasza mistrzyni traciła tylko na początku swojej kariery.
- Bieg łączony jest dla mnie ważny, ale bez przesady z oczekiwaniami. Kiedy ja ostatni raz miałam dobry bieg łączony? Chyba na igrzyskach w Soczi, a i tak niektórzy byli niezadowoleni z tego szóstego miejsca. Będę miała w Lillehammer swoje cele: powalczyć na części klasycznej, a na łyżwowej utrzymać się blisko czołówki najdłużej jak się da. Prędzej czy później i tak mi uciekną. Kiedyś ja uciekałam, teraz mi uciekają - mówiła Kowalczyk kilka dni temu w rozmowie z Pawłem Wilkowiczem.

Niestety, utrzymać się w czołówce potrafiła tylko do drugiego kilometra, kiedy była czwarta i do prowadzącej Johaug traciła osiem sekund. Później strata rosła w coraz szybszym tempie. Po 7,5 km pokonanych stylem klasycznym Justyna zajmowała 25. miejsce, ze stratą 1:48,7 do liderki.

Na części "łyżwowej" podopieczna Aleksandra Wierietielnego straciła do Johaug jeszcze dwie i pół minuty. Końcowa strata - 4,21,5 - jest większa nawet od tej, jaką poniosła do świetnej Norweżki w biegu na 30 km "klasykiem" na ubiegłorocznych mistrzostwach świata. W Falun Kowalczyk była 17., 3:56 za najlepszą Johaug.

W ubiegłym sezonie, do którego Justyna przygotowywała się walcząc z chorobą, martwiliśmy się, gdy ponosiła straty na dystansach. Dużą była ta wynosząca 2:44,8 do Astrid Jacobsen na 10 km "łyżwą" w Rybińsku. A skoro tak, to co powiedzieć o tej z soboty?

By znaleźć większą stratę Kowalczyk do zwyciężczyni biegu na imprezie rangi mistrzowskiej albo w Pucharze Świata trzeba się cofnąć aż do 2003 roku. Wtedy 12 stycznia na 15 km "klasykiem" w Otepie Polka była wolniejsza od Bente Skari o 6:56,5, a 20 lutego na mistrzostwach świata w Val di Fiemme w biegu na 10 km stylem klasycznym uzyskała wynik gorszy od Norweżki o 4:25.

Trudno powiedzieć, dlaczego w Lillehammer Kowalczyk pobiegła niemal tak słabo jak 13 lat temu. Być może miała źle przygotowane narty, możliwe, że odczuwała ból nóg, który od lat dokucza jej w stylu dowolnym, że dały o sobie znać niedawne przeziębienie i problemem z kolanem, które wiosną zostało poddane artroskopii. Ale chyba mimo wszystko nie straciłaby tak dużo do Johaug, gdyby była w dobrej formie.

Nad swoją dyspozycją Kowalczyk będzie pracować m.in. podczas niedzielnego maratonu w Livigno (24 km "klasykiem). Celem jest styczniowe Tour de Ski. Przed startem sezonu nasza zawodniczka zapowiadała, że chciałaby ukończyć cykl w czołowej "piątce", a nawet "trójce".