Puchar Świata w biegach. Długie pożegnanie Kowalczyk

W piątek w Kuusamo sprint stylem klasycznym: początek sezonu bez wielkich imprez, ale wyjątkowy. Pierwszy od lat bez Marit Bjorgen na starcie, a dla Justyny Kowalczyk zapewne ostatni, w którym Puchar Świata będzie miał dla niej znaczenie
Prawe kolano buntowało się wiosną i późną jesienią. Kciuk ucierpiał po upadku w Zakopanem. Bark - po wywrotce w Livigno. Kręgosłup już pewnie nigdy nie da spokoju. Ale jeszcze raz się udało: przetrwać letnie i jesienne treningi, znaleźć kawałek śniegu do treningu w listopadzie, zachować głód startów. Na samym finiszu przyplątało się jeszcze poważne przeziębienie, ale było jasne, że to też Justyny Kowalczyk od startu nie odstraszy. Nie w Kuusamo. Polka może nie będzie przygotowana tak, jak to sobie wymarzyła, ale fińskiego wyścigu nie odpuści. Za bardzo to miejsce lubi.

Przeziębienie skazało ją na kilka dni leżenia w łóżku, ale w szpitalu w Kuusamo orzekli, że to po prostu wirus, a nie coś, co wymaga antybiotyków czy długiej przerwy. Wróciła do treningów w specjalnej maseczce ochronnej, trzeba było wyrzucić z planów przygotowań między innymi mocny sprawdzian formy, taki, o którym trener Aleksander Wierietielny mówi: "przepalenie przed startem". Będzie przez to trochę trudniej, ale akurat podczas piątkowej inauguracji to powinno przeszkadzać najmniej.

Sprint stylem klasycznym, pierwszy etap Ruka Triple (w sobotę bieg na 5 km łyżwą, w niedzielę finał - 10 km klasykiem na dochodzenie), to jedna z ulubionych konkurencji Kowalczyk. Inna sprawa, że również jedna z najbardziej dla niej pechowych. Trudno sobie przypomnieć sprint klasykiem, w którym Justyna byłaby nie dość szybka albo brakowałoby jej siły. Bywały natomiast takie biegi, w których ponosiła ją ambicja albo nerwy, w których się potykała, wybierała gorszy tor lub hamowała przymusowo, gdy narta złapała śnieg. Takie przymusowe hamowanie było rok temu w Kuusamo w przegranym półfinale. W mistrzostwach świata w Falun zemścił się spóźniony start. Ale nawet w tym ostatnim sezonie, pełnym rozczarowań, zmian planów i niedosytu, że nie udało się przygotować lepszej formy, akurat w sprincie Justyna potrafiła walczyć ramię w ramię z najlepszymi.

W piątek Kowalczyk stanie do nowego rozdania w biegach. Już poprzedni sezon był zapowiedzią zmiany: Therese Johaug zdetronizowała Marit Bjorgen jako królową wielkich imprez, zdobyła w mistrzostwach świata więcej złotych medali od Marit. W czołówce sprinterskiej zamieszała Stina Nilsson, Szwedka z talentem również do biegów długich. Na wyższy poziom weszła Heidi Weng, a Charlotte Kalla po pięciu latach przypomniała, że umie się przygotować do tego biegu, na którym jej najbardziej zależy.

Teraz właśnie zaczyna się ponad-roczny rozbieg do mistrzostw świata w Lahti. Ponaddwuletni - do igrzysk w Pyeongczangu. Dla wielu biegaczek taki sezon bez imprezy głównej to czas, by zrobić coś dla siebie, nie dla sportu. Pierwszy raz od 16 lat nie będzie na starcie sezonu Marit Bjorgen, która tuż przed Bożym Narodzeniem ma urodzić syna. W ciąży są również m.in. Kikkan Randall i Aino-Kaisa Saarinen. Ta druga akurat w Kuusamo będzie, planuje startować do końca grudnia.

Przed tym sezonem przejściowym rozsypała się zupełnie polska sztafeta, piąta w ostatnich MŚ. Kornelia Kubińska i Paulina Maciuszek są w ciąży, a Sylwia Jaśkowiec i Ewelina Marcisz przechodzą rehabilitację po operacjach. Justyna została w kobiecych biegach sama, w męskich możemy oczekiwać w miarę dobrych miejsc tylko wtedy, gdy Maciej Staręga będzie startował w sprintach.

Dla Kowalczyk, tak jak i dla wielu innych biegaczek, ostatnie miesiące były czasem zmian w ekipie, w sprzęcie, próbowania czegoś nowego w przygotowaniach. Kolejne sezony będą zbyt ważne, by tak eksperymentować. Justyna wymieniła ekipę serwismenów, z której odeszli Ulf Olsson i Are Mets. Został Peep Koidu, przyszedł Czech Vit Fusek, który pracował wcześniej z Lukasem Bauerem. Polka będzie też łączyć Puchar Świata w biegach ze startami w narciarskich maratonach.

W tym sezonie jeszcze najważniejszy będzie PŚ, ale w dwóch następnych na znaczeniu zyskają maratony. Jako nowe wyzwanie, coś odświeżającego, pomagającego zachować motywację. Ale też jako jeden ze sposobów na ćwiczenie coraz ważniejszego w biegach bezkroku, czyli ścigania się tylko dzięki sile ramion. Trasy w biegach są coraz bardziej płaskie i coraz częściej się zdarzało w ostatnich latach w PŚ (na razie w biegach męskich), że zawodnicy decydowali się na ściganie przez cały dystans tylko bezkrokiem. Czyli tak, jak Kowalczyk biegła kilka miesięcy temu w zwycięskim Biegu Wazów, swoim debiucie w najbardziej prestiżowej serii maratonów Swix Ski Classics. Teraz, już jako zawodniczka norweskiego Team Santander, Kowalczyk pobiegnie zapewne w czterech maratonach w sezonie. Pierwszy już 6 grudnia w Livigno w dniu, w którym w Pucharze Świata w Lillehammer odbędzie się rywalizacja sztafet. Drugi to styczniowa Marcialonga, pozostałe dwa są rozgrywane po sezonie PŚ.

I tak będą wyglądać trzy ostatnie lata w karierze Justyny. Z metą w Pyeongczangu, na pewno nie dalej, to już nieodwołalne. Z każdym rokiem będzie coraz mniej startów pucharowych, a więcej maratonów. Coraz mniej biegów łyżwą, skupienie na stylu klasycznym. Coraz większe nastawienie na konkretne, wybrane starty.

Ale przed zaczynającym się właśnie sezonem Justyna jeszcze nie potrafiła zrezygnować ze stylu dowolnego. Ani z Tour de Ski, zapewne ostatniego w karierze. Chce się z nartami żegnać porządnie. Nie zrezygnowała też z kończącego sezon touru w Kanadzie, ośmioetapowego jak Tour de Ski. Kuszą ją trasy w Canmore, jedne z ulubionych. Tam też pewnie pobiegnie najbliższej zimy ostatni raz w karierze.

Najważniejsze punkty tego sezonu to Kuusamo, 10 km klasykiem w Toblach w ostatnich zawodach przed Bożym Narodzeniem, Tour de Ski, 30 km w Oslo, zawody w Lahti i Canmore.

Kowalczyk brakuje tylko jednej Kryształowej Kuli, by wyrównać rekord pięciu zdobytych przez Jelenę Välbe. Ale nie robi sobie wielkich nadziei na Kulę, zostawia walkę o nią młodszym. Plan na zimę jest prosty: być w tych kilku najważniejszych biegach Justyną sprzed dwóch, trzech lat. Więcej nie trzeba.

Piątek: sprint stylem klasycznym (12.05, transmisje w TVP 2 oraz Eurosporcie). Sobota: 5 km łyżwą (10.05, TVP 2, Eurosport). Niedziela: 10 km klasykiem na dochodzenie (10.05, TVP 2, Eurosport)

Bukmacherzy typują zwyciężczynię PŚ

T. Johaug (Norwegia)1,4
H. Weng (Norwegia)4
J. Kowalczyk (Polska)9
Ch. Kalla (Szwecja)11
A. Jacobsen (Norwegia)11
Źródło: William Hill

Sportowcy nago, czyli ESPN Body Issue [ZDJĘCIA]