Tour de Ski. Morderczy podbieg czeka

Dziś w Val di Fiemme bieg na 10 km techniką klasyczną. Tu się zdecyduje, z jaką przewagą Marit Bjorgen wystartuje do podbiegu na Alpe Cermis - po swój pierwszy triumf w Tour de Ski.
Bjorgen, najlepsza biegaczka w historii (biorąc pod uwagę złote medale igrzysk olimpijskich - cztery, mistrzostw świata - osiem, liczbę zwycięstw w Pucharze Świata - 66), nigdy Tour de Ski nie wygrała. Dwukrotnie była druga. Trzy lata temu stoczyła porywającą walkę z Justyną Kowalczyk, można powiedzieć nawet: heroiczną.

Marit przyjechała wtedy do Oberhofu na prolog Tour de Ski jako liderka Pucharu Świata. Zwycięstwo wciskały jej wszystkie norweskie gazety i telewizje. To był sezon, w którym TdS był najważniejszą imprezą sezonu: żadnych igrzysk olimpijskich ani mistrzostw świata. Cała para poszła w Tour.

Najpierw wygrywała Justyna, ale od początku roku Norweżka jakby została dodatkowo nakręcona, wygrała cztery konkurencje i przed ostatnim weekendem została liderką. Wtedy Kowalczyk odpowiedziała - odebrała Marit prowadzenie w TdS, dzięki czemu wystartowała do biegu na Alpe Cermis jako pierwsza. Potem obie przez bardziej płaską część finałowego etapu współpracowały, aby uciec przed Therese Johaug, uznaną specjalistką od wspinaczki.

Dopiero na tych stromych schodach, na ostatnich 3,6 km, każda wzięła sprawy w swoje ręce. Mocniejsze ręce, nogi, płuca i serce miała wówczas Kowalczyk. To był jej trzeci triumf w TdS i chyba taki, z którego jest najbardziej dumna.

Teraz Norweżka też przyjechała do Oberstdorfu jako liderka Pucharu Świata. Konkurencji praktycznie żadnej - w norweskiej kadrze wszystkie dziewczyny, wszyscy trenerzy dokładnie wiedzą, kto jest najmocniejszy. Pewnie, trzeba się spiąć. Ale jeżeli wiadomo, na co stać rywalki - koleżanki z reprezentacji, jest znacznie łatwiej - człowiek tak bardzo nie boi się wysiłku, bo jego skala jest znana. Szwedka Charlotte Kalla się wycofała, a Kowalczyk od początku roku mistrzowskiej formy nie ma.

To jest ten jedyny cenny triumf, którego brakuje Marit. Dlatego nic przypadkowi nie zostawiła. Jak donoszą norweskie media, kadrą opiekuje się 31 osób, z czego większa część nią. Kucharz przywieziony z Norwegii gotuje specjalne dania, Marit je w odosobnionym miejscu wysterylizowanymi sztućcami, aby uniknąć najdrobniejszej infekcji. Psycholożka jest na telefon, daje motto dnia i podsumowuje wydarzenia w SMS-ach, przy okazji wysyłając zdjęcie tygrysa, czyli tego zwierzęcia, z którym Marit najbardziej się identyfikuje. Już nawet mercedesa ma na Tour de Ski takiego samego jak Justyna, triumfatorka w rekordowych czterech edycjach Tour de Ski. Kolor tylko inny i prowadzi go nie ona, ale trener Egil Kristiansen.

Jej pierwsze zwycięstwo w TdS jest niemal pewne: na kolejnych dystansach zwiększa przewagę, zwiększy ją prawdopodobnie również dziś na 10 km klasykiem. To było kiedyś królestwo Kowalczyk, podobnie jak całe Tour de Ski. Ale już nie jest.

Bieg na 10 km dziś o 15.45, w niedzielę podbieg na Alpe Cermis - 7,9 km techniką dowolną - o 13.30. Transmisje w TVP i Eurosporcie.

Jedyna taka talia kart! Stoch, Kowalczyk, Wlazły... [ZDJĘCIA]