Tour de Ski. Co czeka Justynę Kowalczyk za zakrętem?

Nikt nie ocenia Pavarottiego po tym, jak śpiewa pod prysznicem. Justyna, biegnąc tym razem w Tourze treningowo, w pewnym sensie się na takie oceny wystawiła - pisze Paweł Wilkowicz po piątym miejscu Polki w biegu na 5 km stylem klasycznym. W czwartek w TdS bieg pościgowy na 15 km stylem dowolnym. Relacja na żywo w Sport.pl od 15.30, transmisja w Eurosporcie i TVP.
To jednak jeszcze nie teraz. Nawet na ulubionym dystansie rywalki jeszcze są mocniejsze. W Toblach na 5 km klasykiem też nie było pierwszego w tym sezonie podium dla polskiego narciarstwa. Dwa czwarte miejsca Justyny Kowalczyk przed świętami i jedno czwarte Kamila Stocha w Oberstdorfie pozostają naszymi największymi osiągnięciami.

Nie jest to łatwa zima, zwłaszcza po sezonie w Soczi. Łatwo było się przyzwyczaić do dobrego. Rok temu o tej porze były już cztery zwycięstwa Kowalczyk (dwa etapowe) i cztery zwycięstwa skoczków. Teraz jest i na trasach, i na skoczniach odrabianie zaległości, z różnych powodów.

Justyna nie daje się wciągnąć w rozmowy o miejscach na podium TdS. Niczego nie obiecuje, mówi, że nie po to tutaj przyjechała. Ale wiadomo, że oczekiwania wobec niej będą zawsze, póki biega. Zwłaszcza w Tourze, w którym przez tyle lat kolekcjonowała zwycięstwa i miejsca na podium.

Kiedyś trener Frank Rijkaard pytany o grę swojej drużyny w jakimś sparingu powiedział, że nikt nie ocenia Pavarottiego po tym, jak śpiewa pod prysznicem. Justyna, biegnąc tym razem w Tourze treningowo, traktując go jako przygotowania do mistrzostw świata, w pewnym sensie się na takie oceny wystawiła. I wiedziała o tym, mówiła przed wyścigiem, że pewnie mało która z jej utytułowanych rywalek by się na to zdecydowała. Ale ona chciała walczyć sama ze sobą właśnie tutaj, a nie na jakimś zgrupowaniu. Każdy bieg traktuje jako próbę: gdzie jest jej granica, jak daleko ta granica teraz leży od granic możliwości rywalek.

"Drugie miejsce jest już na wyciągnięcie kijka" - napisała po pięciu kilometrach w Toblach. Na początku biegu wydawało się, że drugie miejsce jest jeszcze bliżej. Na pierwszym pomiarze czasu Kowalczyk prowadziła, na drugim, po 2,1 km, wyprzedzała ją tylko Marit Bjorgen, która wygrała szósty pucharowy bieg z rzędu. A potem był dobrze znany już z tego sezonu kryzys na ostatnich kilometrach.

- Tym razem między 3,5 a 4,5 kilometra, tam gdzie się skończyły podbiegi, a zaczęły krótkie proste, hopki. Potem ostatnie pół kilometra znów miałam mocne - mówi Sport.pl Kowalczyk. Skończyło się to tak, jak już bywało tej zimy, czyli na mecie szybsza była grupa Norweżek i ktoś, kto akurat miał swój dzień w klasyku. Akurat w Toblach to były trzy Norweżki i Szwedka Emma Wiken. W Kuusamo oprócz Norweżek była Charlotte Kalla. W Davos m.in. Sofia Bleckur. Na 10 km klasykiem w Oberstdorfie, na drugim etapie Touru - znów Szwedka Stina Nilsson oraz Niemka Nicole Fessel.

Wiken przebiegła drugą część trasy znakomicie, na mecie miała blisko cztery sekundy przewagi nad Justyną, choć po 2,1 km traciła do niej ponad 14 s. Bjorgen znów się okazała nieuchwytna, dołożyła grupie pościgowej kolejne sekundy przewagi, i drugą Heidi Weng wyprzedza już o ponad 1,5 minuty. Ale pozostałe rywalki rzeczywiście są już w stylu klasycznym niedaleko przed Justyną. Therese Johaug w Toblach o niecałe 7 sekund, Weng o 4,5.

W czwartek w Toblach dla Justyny trudna próba: bieg na 15 km stylem dowolnym (relacja Z Czuba i na żywo od 15.15 w Sport.pl, transmisja w TVP 2 i Eurosporcie). Pościgowy, czyli start, będzie według różnic czasowych po pierwszych czterech etapach.

Pierwsza ruszy Bjoergen, po niej Weng i Johaug, a różnice między nimi są takie, że być może każda z nich będzie walczyła w samotności. Czwarta na razie Justyna - była piąta, ale po środowym biegu wycofała się Ingvild Flugstad Oestberg - nie będzie biegła sama: niedługo po niej ruszą Wiken, Sadie Bjoernsen, Ranghild Haga. Celem będzie utrzymanie się jak najdłużej z nimi. A także, żeby się nie dać bólowi piszczeli. Trzeba ten etap przetrwać, żeby dotrzeć do tych dwóch lubianych, w Val di Fiemme: dziesięciu kilometrów klasykiem i finałowej wspinaczki na Alpe Cermis.

Gdzie ta droga Justynę zaprowadzi? Pewności nie ma, nigdy taką drogą nie szła. To półmetek Pucharu Świata - dokładnie, 5 km w Toblach to był czternasty bieg z 28 - ale jeszcze nie połowa sezonu. Został jeszcze ponad miesiąc do mistrzostw świata. Dużo czasu. Tyle samo minęło od początku sezonu, a my zdążyliśmy już ogłosić, że Johaug będzie tej zimy dawać po nosie Bjorgen, a następnie to odwołać. Może i na nas za następnym zakrętem czeka coś miłego.

Najlepsze zdjęcia z Turnieju Czterech Skoczni


O kulisach kariery Justyny Kowalczyk i historii biegów narciarskich przeczytaj w książce >>