Sport.pl

Tour de Ski. Łuszczek: Dla Kowalczyk sprint w Val Muestair nie ma znaczenia

- Teraz Kowalczyk to jest wielka ambicja, ale to nie jest forma - mówi Józef Łuszczek przed trzecim etapem Tour de Ski, czyli sprintem stylem dowolnym w Val Muestair. - Zapomnijmy o Tour de Ski, zapomnijmy o Pucharze Świata - mówi były mistrz świata i tłumaczy, że Kowalczyk nie powinna szarpać się w walce o jak najwyższe pozycje w tych cyklach, tylko celować w podium któregoś z najbliższych biegów, bo taki wynik mógłby pomóc jej budować formę na lutowe mistrzostwa świata w Falun. Eliminacje sprintu w środę o 10.30, faza finałowa od 13.15, relacja na żywo w Sport.pl.
Łukasz Jachimiak: Przed biegiem pościgowym na 10 km stylem klasycznym mówił pan: "Boję się, że Justyna nie dogoni Johaug", choć Kowalczyk wyruszała na trasę tylko siedem sekund za Norweżką. Co pan powie przed trzecim etapem Tour de Ski, czyli sprintem stylem dowolnym, w którym tej zimy Justynie nie udało się jeszcze awansować do najlepszej "30"?

Józef Łuszczek: Teraz się nie boję, bo już nie ma się czego bać. I nie ma o czym gadać - Tour de Ski jest dla nas skończone. Bardziej się martwię, że mistrzostwa są już niedaleko, a formy u Justyny ciągle nie widać.

Kowalczyk przyznaje, że od swej optymalnej dyspozycji jest jeszcze daleko, ale też zapewnia, że metoda małych kroków działa i że takimi krokami dojdzie do formy na mistrzostwa. Nie warto uwierzyć mistrzyni?

- Na razie jest bardzo słabo i martwię się, bo pewnie sama Justyna liczyła, że będzie lepiej. Ona cały czas przegrywa z najlepszą o minutę w konkurencji, w której jeszcze rok temu wygrywała, jak chciała. Na początku tego sezonu po minutę z okładem dostawała od Johaug, a teraz w Oberstdorfie o ponad minutę [1:04,3] lepszy czas od niej miała Marit Bjoergen. I to mimo że sama musiała uciekać, a Justyna biegła w grupie. Czyli czas mija, a ona się nie poprawia. Ta strata jest za duża.

Chce pan powiedzieć, że już teraz można Kowalczyk odmówić szans w biegu na 30 km "klasykiem" na MŚ w Falun? Wiemy, że w Szwecji ona wszystkie siły rzuci właśnie na tę konkurencję i na sprint, który również zostanie rozegrany stylem klasycznym.

- Do mistrzostw jest jeszcze trochę ponad półtora miesiąca, dlatego w Falun może być lepiej, niż jest teraz. Ale czy tak dobrze, żeby był medal? Wolę w tym momencie nie typować. Na razie jest tak, że Justyna walczy niesamowicie, że się nie poddaje, ale bardzo szybko brakuje jej paliwa. Niestety, jak się nie ma formy, to nic się nie da zrobić. W biegach się nie oszuka, niczego się nie wymyśli, jeśli się nie zdąży wypracować tego, co trzeba. Na szczęście teraz nie jest jak w moich czasach. Wtedy się zapieprzało i albo się z formą trafiło, albo nie, bo wszystko się robiło na czuja. No i raz przyszła za późno, raz za wcześnie, rzadko wtedy, kiedy się chciało. Dzisiaj są specjaliści, są przeróżne badania, wszystko cały czas się kontroluje, więc zostaje nam wierzyć, że sztab Justyny ma dobrze wszystko rozplanowane i że może jednak nie przyjdzie nam liczyć w Falun tylko na loteryjny sprint.

A co ze sprintem w Val Muestair? W Lillehammer Justyna była w tej konkurencji 37. a w Davos dopiero 53. Teraz zakwalifikuje się do "30" i powalczy o jak najlepsze miejsce w fazie finałowej, w której zawodniczki będą dostawały ważne dla klasyfikacji Tour de Ski bonusy sekundowe?

- Pewnie do ćwierćfinałów wejdzie, ale ten sprint nie ma znaczenia, bo nawet jak Justyna nieźle powalczy, to i tak wygra Bjoergen, zgarnie 60 sekund i jeszcze bardziej wszystkim odjedzie. Kowalczyk nie ma już szans nie tylko na wygranie Tour de Ski, ale też na podium w końcowej "generalce". Do Weng i Johaug traci po minucie [53,4 i 47,8 s], do Bjoergen dwie minuty [1:54,6], jest więc po zabawie. Mówię tak, bo jej miejscami poza pierwszą trójką nie umiem się emocjonować. Ona sama na pewno też nie. Ale niech biega w tym tourze po to, żeby się na którymś etapie pokazać, żeby zrobić wynik, który da jej wiarę, że Norweżki jednak można złapać.

Gdzie według pana może się pokazać najlepiej?

- Może uda się dzień po sprincie, 7 stycznia w Toblach? Tam będzie 5 km "klasykiem", a czuję, że teraz to właśnie w takim biegu może być jej najłatwiej dostać się na podium. Widać, że w pierwszych częściach "dziesiątek" jest dużo lepsza niż w drugich. Poza tą "piątką" ciekawy i dobry dla Kowalczyk może być jeszcze przedostatni etap, czyli bieg na "dychę" stylem klasycznym ze startu wspólnego. Może tam da radę utrzymać się z Norweżkami dłużej? Poza tymi dwoma biegami Kowalczyk nie ma czego w tym tourze szukać. Zapomnijmy o nim, zapomnijmy o Pucharze Świata i myślmy o mistrzostwach. Też mi jest przykro, że to tak wygląda. Jestem jednym z wielu kibiców, których Justyna przyzwyczaiła do robienia niemożliwych rzeczy. Ale, niestety, teraz Kowalczyk to jest wielka ambicja, ale to nie jest forma.

Jedyna taka talia kart! Stoch, Kowalczyk, Wlazły... [ZDJĘCIA]


Więcej o:
Komentarze (14)
Tour de Ski. Łuszczek: Dla Kowalczyk sprint w Val Muestair nie ma znaczenia
Zaloguj się
  • ol_bodzio

    Oceniono 17 razy 5

    Mam nadzieję, że "wieszcz" Łuszczek i tym razem trafi ze swoimi prognozami tak jak zawsze - kulą w płot.

  • kalowiec

    Oceniono 8 razy 4

    kto to jeszcze ogląda i się podnieca? patrzeć na norweską rywalizację? patrzeć na tego mutanta Bjoergen? wolę przyjmowćc zakłady czy po takim koksowaniu dożyje 50 lat...

  • wacek_jacek

    Oceniono 11 razy 1

    A ja myślę, że Bjoergen za punkt honoru wzięła pokazanie wszystkim, że z Kowalczyk zrobi pośmiewisko.
    To co pokazała na 10 km, koronnym dystansie Kowalczyk, zwala z nóg. Nie tylko kibiców ale przede wszystkim Kowalczyk.
    Tak na marginesie, zastanawiam się czy gdyby Kowalczyk wycofała się z TdS, publiczna telewizja będzie transmitowała zawody. To znaczy jestem przekonany, że nie ale nie wiem jakim łgarstwem wykpi się Szaranowicz i jemu podobni.

  • somekindofhope

    Oceniono 19 razy -1

    Szowinistom już żadna nadzieja nie pozostaje. Jak zwykle zaklinają rzeczywistość. Jak zawsze też nie ma odważnego, który by stwierdził prawdę, czyli to, że Kowalczyk jest w tym sezonie po prostu słaba. Cały czas mają miejsce jakieś kretyńskie spekulacje i czarodziejskie zaklęcia, ale prawda jest naga i non stop się potwierdza. Nie ma czegoś takiego jak brak formy Kowalczyk. Widać gołym okiem, że Kowalczyk nie daje rady ze względów zdrowotnych. Jest zajechana latami paskudnych siłowych treningów, którymi miała nadrabiać fundamentalne braki techniczne. Jeżeli zjeżdża tak, jak to widać, to musiała zawsze nadrabiać siłą. Ponadto nieprawidłowo stosowane techniki biegowe przyspieszyły zużycie nóg. Dlatego w wieku 32 lat nogi wysiadły nogi i nie jest w stanie rywalizować w biegach "łyżwowych", co więcej utraciła również zdolność rywalizacji w biegach klasycznych. Na to nakłada się permanentna dezinformacja ze strony Kowalczyk oraz totalne milczenie Wieretelnego, który olewa dziennikarzy i widzów. To wszystko, oprócz tych skandali: ostatnio obyczajowego, wcześniej związanego z bezpodstawnymi oskarżeniami i insynuacjami a 10 lat temu skandalu dopingowego buduje fatalny obraz tej zawodniczki w świecie narciarskim i przynosi krajowi wstyd.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX