Topniejący Tour de Ski

Pierwsze biegi Tour de Ski są zagrożone: dopiero w poniedziałek zapadnie ostateczna decyzja, czy organizatorom w Oberhofie wystarczy śniegu, by przygotować trasy
Tour zaczyna się w Oberhofie już za dziewięć dni, prologiem na 3 km (4 km u mężczyzn) stylem dowolnym, dzień później będzie bieg pościgowy na 9 km (15 km) klasykiem. Prawdopodobnie będzie, bo zimy w Turyngii na razie nie ma i w najbliższych dniach się to nie zmieni. Jest ciepło i zielono, śnieg pozostał już tylko na trasach, które właśnie zamknięto dla sportowców amatorów i turystów, żeby ochronić przynajmniej to, co udało się przygotować. Ale do rozegrania biegów Pucharu Świata potrzeba więcej śniegu. Organizatorzy z Oberhofu ogłosili już pospolite ruszenie: poprosili kluby narciarskie z okolicy, by poratowały ich czystym śniegiem, jeśli mają jakieś zapasy, wezwali ochotników, by przyszli z łopatami i pomagali w przygotowaniach, w ruch ma pójść 11 armatek do sztucznego zaśnieżania. Teoretycznie Oberhof już dziś powinien dać ostateczną odpowiedź: będzie gotowy na Tour de Ski czy nie. Ale po rozmowach z Pierre'em Mignereyem, szefem biegów w FIS, Niemcy dostali trzy dodatkowe dni na znalezienie rozwiązania. Ostateczna decyzja zapadnie w poniedziałek.

Przedstawiciele Oberhofu na razie zapewniają, że rozegranie zawodów jest "bardzo prawdopodobne", bo w lasach Turyngii śniegu jest pod dostatkiem, trzeba go tylko w porę zebrać. To nie pierwsze kłopoty Oberhofu z zimową pogodą, ale zwykle organizatorzy ratowali się zmagazynowanym sztucznym śniegiem. Tym razem nie było miejsca, by go zmagazynować, bo trwały prace budowlane na stadionie i na skoczniach. Zagrożony jest nie tylko Tour de Ski, ale też najważniejsze zimowe wydarzenie w tym regionie, czyli biatlonowy Puchar Świata, zaplanowany na 3-5 stycznia.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS, na Androida i Windows Phone

Czy skrócenie Tour de Ski wpłynie na wynik Justyny Kowalczyk?