Kryształowa Justyna Kowalczyk

:
-
Polka czwarty raz wygrała Puchar Świata, o jeden triumf więcej ma tylko Jelena Wialbe. Kowalczyk uczciła sukces pierwszym zwycięstwem w Norwegii, była najlepsza w sprincie w Drammen.
Justyna Kowalczyk właściwie nie musi już w tym sezonie przypinać nart. Mogłaby tylko przyjechać na dekorację do Falun 24 marca, a potem zacząć odpoczywać po sezonie. To, że zdobędzie Puchar Świata, było wiadomo już właściwie na początku roku. Czwarty raz wygrała wtedy Tour de Ski, osiągnęła kilkaset punktów przewagi nad rywalkami. Było wiadomo, że jest poza ich zasięgiem.

W środę, po ogłoszeniu listy startowej sprintu w Drammen, sprawa Kryształowej Kuli dla zwyciężczyni PŚ wyjaśniła się ostatecznie: wiceliderka klasyfikacji generalnej Therese Johaug, która jako jedyna miała teoretyczne szanse na dogonienie Justyny, zrezygnowała ze startu. Taką samą decyzję podjęła Marit Bjorgen. Obie przygotowują się do niedzielnego, królewskiego biegu na 30 km techniką dowolną w Oslo-Holmenkollen.

W tym, że odpuściły sprint, nie ma nic dziwnego - czołowe norweskie biegaczki opuszczały w tym sezonie wiele startów, bo przygotowywały się do mistrzostw świata. - Starty w Val di Fiemme są naszym celem, Puchar wywalczyła Justyna. Możecie jej od nas pogratulować - mówił polskim dziennikarzom Egil Kristiansen, trener Norweżek, po Tour de Ski. Bjorgen biegła w tym sezonie tylko w ośmiu wyścigach PŚ. Pięć razy wygrała, dwukrotnie przegrała z Justyną, raz z Amerykanką Kikkan Randall.

Dwa miesiące temu Kowalczyk pisała na blogu: "Marzy mi się wygranie czwartej Wielkiej Kryształowej Kuli. A że, jak wiecie, marzeniom zwykłam pomagać, to stało się to moim celem. Albo pragnieniem. Albo obsesją. Albo zadaniem. Nie wyobrażam sobie innego scenariusza niż uśmiechnięte Falun, świetny bankiet kończący sezon i moich Rodziców dumnie odjeżdżających autem z bagażnikiem wypchanym dwoma kryształami - dystansów oczywiście odpuścić nie mam najmniejszego zamiaru:)". Dziś Kowalczyk jest jedną z najbardziej utytułowanych biegaczek w historii PŚ. Wygrała 27 biegów, lepsze od niej są tylko Bjorgen (58 wygranych), Wialbe (45) i Norweżka Bente Skari (42), która tak jak Polka wygrywała klasyfikację generalną PŚ czterokrotnie.

Ta Kryształowa Kula jest wyjątkowa, inna od poprzednich. Polka wróciła na szczyt po rocznej przerwie - w tamtym sezonie rekordowe 2419 punktów nie dało jej triumfu w klasyfikacji generalnej. Przegrała z Bjorgen, która zdobyła trzeci PŚ w karierze. "Rok temu byłam kulawa. Po schodach chodzić nie potrafiłam. Truchtanie było szczytem marzeń, ale dałam radę. Sport to sport. Biegi to biegi. Stajesz na starcie, dajesz z siebie wszystko, zdychasz na mecie i marzysz o kolejnym triumfie! Proste" - pisała Kowalczyk na blogu.

Jej poprzednie Kryształowe Kule były bogatą przystawką do dań głównych: w 2009 roku zdobyła trzy medale MŚ (dwa złote), w 2010 trzy medale olimpijskie w Vancouver (jeden złoty), a w 2011 dwa srebrne i brązowy medal MŚ w Oslo. Teraz, w drodze po kryształ, były MŚ w Val di Fiemme, z których Polka wyjechała z dużym uczuciem niedosytu. Jeden srebrny medal nie spełnił jej oczekiwań. Ale obiecała wtedy: "Mam kilka skalpów do zdobycia i je zdobędę". Już po MŚ bezdyskusyjnie wygrała 10 km klasykiem ze startu interwałowego. Pokazała plecy wszystkim rywalkom, nad Bjorgen miała ponad 20 s przewagi.

W środę był czas rozliczenia się ze sprintem klasykiem po nieudanym występie w Val di Fiemme. Polka biegła wtedy po medal, ale popełniła błąd i zahaczyła o kijek Stiny Nilsson. Po upadku na metę przybiegła szósta. W ostatnich dwóch latach w PŚ Polka stawała na podium we wszystkich sprintach klasykiem. W Drammen wygrała - to jej pierwsze zwycięstwo w Norwegii. Od kwalifikacji biegła rewelacyjnie, momentami jechała z prędkością prawie 44 km/godz.

Szansa na dogonienie Wialbe będzie już w przyszłym sezonie. Norweżki pewnie opuszczą wiele startów, by przygotować się do igrzysk olimpijskich w Soczi (Bjorgen zapowiedziała, że raczej nie wystartuje w Tour de Ski), a Kowalczyk przygotuje się tak, by biegać tydzień w tydzień.