MŚ w narciarstwie klasycznym. Najważniejszy dla Kowalczyk będzie bieg na 30 km klasykiem

:
-
Wiadomo, na co od początku się tutaj przygotowywaliśmy - mówiła po piątym miejscu w biegu łączonym Justyna Kowalczyk. Chodziło jej właśnie o 30 km klasykiem. W finale Igrzysk Olimpijskich w Vancouver wyszarpała złoto Marit Bjoergen, wygrywając z Norweżką pasjonujący finisz. - Przed trzydziestką nie mam żadnych obaw, bo to będzie bieg klasykiem. W łączonym mieliśmy połowę dystansu łyżwą, a to robi wielką różnicę - mówiła Kowalczyk. Bieg na 30 km odbędzie się 3 marca o 12.15, relacja w Sport.pl Z czuba i na żywo.
W sobotę była bardzo spokojna, przegraną przyjęła z wielką klasą. Pogratulowała wszystkim czterem Norweżkom, przyznała, że była od nich po prostu słabsza. - Walczyłam bardzo mocno - mówiła. - Po sprincie byłam zawiedziona, bo go zepsułam. Dziś nie potrafiłam wykrzesać z siebie nic więcej. Nie podłamałam się, zrobiłam wszystko, co mogłam. Starczyło na piąte miejsce. Widzicie, gdzie jest cała reszta, a przecież zaczynałyśmy łyżwę razem. Moja technika dowolna nie jest perfekcyjna, a jednak utrzymałam się z Norweżkami. Pogratulowałam norweskiej drużynie, bo urządziły sobie tutaj mistrzostwa Norwegii z Polką na ogonie. Forma szybko nie ucieka. Pięć dni przed sprintem, na PŚ w Davos byłam pierwsza i druga. Gdybym była lekkoatletką czy pływaczką i tydzień przed imprezą główną wyprzedziłabym rywalki o pół basenu, to na mistrzostwa przyjechałabym z szerokim uśmiechem i pewnością, że wszystko wygram. Ale w biegach narciarskich jest wiele zmiennych: trasy, pogoda, narty itd. Dlatego jeśli się nie popełniło żadnych głupot, to wynik trzeba przyjąć z pokorą, i tyle.

Teraz Justyna będzie miała kilka dni wolnego od startów. Pójdzie lekko potrenować, ale już nie na trasach startowych, tylko rekreacyjnych, których w okolicy nie brakuje. Trener Aleksander Wierietielny podjął również decyzję, że nie wystartuje we wtorek na 10 km łyżwą.

- Pobiegnie za to na drugiej zmianie czwartkowej sztafety. "Przepali" się na pięciokilometrowej pętli klasykiem przed sobotnią trzydziestką. Ważne, żeby dbała o zdrowie. Słyszałem, że ma kaszelek. Mówi, że to po sprincie jej gardło się przepaliło, ale taki posprinterski kaszel ustępuje po paru godzinach. Nie trwa dwa dni. Coś nam tutaj nie poszło i nie chodzi o przygotowania. Wszystko zaczęło się na sprincie. Po nim potrzebuje czasu, żeby się otrząsnąć. Widocznie bardzo mocno przeżyła tamten upadek. Nie tylko zresztą ona, cały zespół też. Ciężko jest się pozbierać po takim wypadku. A przecież ona wstała, bardzo się szarpnęła i jeszcze dogoniła grupę. Żeby tego dokonać, trzeba biec naprawdę mocno. Przed sobotnim startem narzekała, że wciąż ma "zakwaszone" plecy i nie czuje się najlepiej przed klasykiem. Obawiam się, że tak jak te mistrzostwa zaczęliśmy, tak samo możemy skończyć.

- Trener nie panikuje, po prostu czasem tak myśli - dodała Justyna. - Ale powtórki z 2007 roku z Sapporo raczej nie będzie, bo na razie na szczęście jestem zdrowa. Wiadomo, na który bieg najbardziej liczę. Mam nadzieję, że przede wszystkim na samym końcu nie zawiedzie psychika. Co więcej mogę powiedzieć? Będę się starać.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na smartfony