MŚ w narciarstwie. Kowalczyk wie jak podnosić się po upadkach

:
-
Wybitni sportowcy potrafią wstać po klęsce. Jak Justyna Kowalczyk zareaguje na upadek i zaledwie szóste miejsce w sprincie? W sobotę bieg łączony, w którym cztery lata temu w Libercu zdobyła złoto MŚ
- Jedni sportowcy potrafią przekuć największą porażkę w motywację na następne starty. Innych przegrana demobilizuje, powoduje brak pewności i załamanie formy. Sportowiec powinien znać swoje możliwości i wiedzieć, w jakiej formie są rywale. Przecież Justyna nie zawiodła pod względem sportowym. Akurat w tym czwartkowym sprincie o wyniku Justyny zdecydował zbieg okoliczności - mówi "Gazecie" Paweł Habrat, psycholog sportu.

W czwartek Kowalczyk przegrała z pechem i samą sobą. Popełniła błąd na podbiegu. Kiedy zobaczyła plecy rywalek, zjadły ją nerwy. Zahaczyła nartą o własny kijek, który moment wcześniej trąciła Szwedka Nilsson. Przewróciła się i straciła szanse na medal, który leżał w śniegu kilometr dalej. Nigdy nie dowiemy się, jakiego byłby koloru, ale w Val di Fiemme Kowalczyk przeżyła najbardziej dramatyczny bieg na wielkiej imprezie od igrzysk olimpijskich w Turynie w 2006 roku. Tam jednak była na początku kariery usłanej medalami i kryształami, nie zniosła presji jednej z faworytek biegu na 10 km techniką klasyczną, zaczęła za szybko i po trzech kilometrach straciła przytomność.

W kolejnych dniach całkowicie wyluzowała. - Kupiłam piwo, zjadłam czekoladę. Aż trener zwrócił mi uwagę, że igrzyska wciąż trwają i trzeba trenować - opowiadała potem "Gazecie". Osiem dni po wypadku zdobyła pierwszy w karierze medal na wielkiej imprezie - olimpijski brąz na 30 km techniką dowolną.

Dziś jest sportowcem o wiele bardziej doświadczonym, niż była w Turynie. Przez ostatnie siedem lat wielokrotnie zmagała się z różnymi przeciwnościami i rywalkami, również przegrywała, ale zawsze wracała na szczyt. - Jeden błąd nie może i wręcz nie powinien przekreślić całych mistrzostw, które przecież dopiero się zaczęły - mówi "Gazecie" Tomasz Majewski, dwukrotny mistrz olimpijski w pchnięciu kulą. Na MŚ w Daegu nie wszedł nawet do finałowej serii. - Ja nie miałem takiego komfortu jak Justyna, który w sobotę ma kolejny start. Nie mogłem wrócić do koła kilkadziesiąt godzin po porażce. Justynę ratuje to, że tak szybko ma szansę na kolejny start. Niech dalej robi to, co zaplanowali z trenerem.

- Rozpamiętywanie porażki już nic nie da - dodaje Paweł Habrat. - Doświadczony sportowiec potrafi o niej zapomnieć na tyle, by dalej realizować swój cel, a nie myśleć o rzeczach na które już nie ma wpływu. Sportowcy popełniają masę błędów, czasem prostszych, kiedy indziej trudniejszych. Zawsze liczy się to, co zrobią później i jak się zabezpieczą przed ich powtarzaniem. Profesjonalista umie wyrzucić z głowy to, co się stało, by przejść do tego, co jest. Nie ma sensu obciążać głowy, bo obciążenie psychiczne niesie ze sobą wyczerpanie fizyczne.

Kowalczyk nie będzie musiała długo czekać. Inaczej niż Adam Małysz w 2007 roku w Sapporo. Na japońskie mistrzostwa świata przyjechał w kapitalnej formie, sędziwy guru na trenerskim balkonie, czyli Hannu Lepistö wyszykował formę polskiego skoczka na medal. Ale przed konkursem na dużej skoczni Małysz oddał o jeden skok za dużo. Coś się rozregulowało i potem w zawodach na dużej skoczni zajął czwarte miejsce. Do złota zabrakło pięciu metrów. - Czułem się katastrofalnie, ze złości aż mnie nosiło. Bardziej niż wynikiem byłem wkurzony tym, że na kolejny konkurs musiałem czekać cały tydzień. Wiedziałem, że formę mam niesamowitą, czas wlókł się niemiłosiernie. Chciałem wrócić i się zrehabilitować - opowiadał Małysz po tamtych mistrzostwach.

Na średniej skoczni rozniósł rywali w proch i pył. Po pierwszej serii różnica między nim a wiceliderem była tak wielka jak między wiceliderem a skoczkiem zajmującym 21. lokatę. W drugiej serii Małysz wystrzelił raz jeszcze i z Japonii przywiózł czwarte w życiu złoto MŚ.

Przed Kowalczyk przynajmniej dwie medalowe szanse w Val di Fiemme. Jutro bieg łączony, czyli 7,5 km klasykiem + 7,5 techniką dowolną, a w następną sobotę 30 km techniką klasyczną. Nawet jeśli ktoś wyprzedzi Polkę na trasie, będzie czas, żeby później odrobić stratę. W sprincie nie było szans naprawić błędu.

Psycholog Habrat mówi: - Błąd to przeszłość, liczy się koncentracja na teraźniejszości.

Jak Justyna Kowalczyk przegrała finał sprintu - w środku