MŚ w narciarstwie klasycznym. Łuszczek: Kowalczyk sama jest sobie winna

- To jest właśnie sprint, wystarczy moment nieuwagi i cała praca na nic - mówi Józef Łuszczek po pierwszym starcie Justyny Kowalczyk na Mistrzostwach Świata w Val di Fiemme. Polka upadła w finale sprintu i ukończyła zawody na szóstym miejscu. - Żadna z rywalek jej nie przewróciła, Justyna sama jest sobie winna - ocenia były mistrz świata.
:
-
Po drugim miejscu w eliminacjach Kowalczyk uchodziła za murowaną faworytkę do medalu. Polka wygrała swój ćwierćfinał i półfinał, ale już chwilę po starcie decydującego biegu straciła szansę na pierwszy krążek w Val di Fiemme.

- Źle wystartowała, była na końcu stawki, przez to musiała się przebijać do przodu i zrobiło się nerwowo. Niestety, w tych nerwach Justyna zgubiła rytm i kiedy upadła, było jasne, że już nic nie zdziała - ocenia Łuszczek.

Mistrz świata z Lahti z 1978 roku uważa, że upadku Kowalczyk nie spowodowała żadna z jej rywalek, choć chwilę przed Polką problemy z utrzymaniem równowagi miała biegnąca obok niej Stina Nilsson. - Szwedka nic złego nie zrobiła, Justyna sama jest sobie winna - twierdzi Łuszczek.

Mimo wszystko były mistrz pozytywnie ocenia pierwszy start Kowalczyk w Val di Fiemme. - W finale walczyła do końca, choć było jasne, że nie wystarczy dystansu na odrobienie tej straty. Jest szósta, to dobre miejsce, w sprincie różne rzeczy się zdarzają, medalu nigdy nie można być pewnym. Dopiero teraz zaczną się prawdziwe mistrzostwa, a w sobotnim biegu łączonym Justyna będzie bardzo zmotywowana i pokaże, na co ją stać - przekonuje Łuszczek.

Więcej o: