MŚ w narciarstwie klasycznym. Kowalczyk kontra Bjoergen, czyli powtórka z Vancouver

:
-
- Zwycięstwo w Davos wskazuje, że - jeśli nie zdarzy się nic dziwnego - powinniśmy świętować medal, a może i zwycięstwo. Cóż, rozochociła nas wszystkich Justyna - mówi prof. Szymon Krasicki przed pierwszym startem Justyny Kowalczyk na mistrzostwach świata w Val di Fiemme. W czwartek Polka pobiegnie w sprincie stylem klasycznym. Eliminacje o godz. 10.45, relacja na żywo w Sport.pl. Ćwierćfinały od 12.45. Transmisje: TVP2 i Eurosport, relacja Zczuba i na żywo w Sport.pl
- Przed oczami mam ostatnie metry biegu na 30 km "klasykiem" z Vancouver. Na płaskim Justyna była lepsza niż Marit Bjoergen i zdobyła olimpijskie złoto. Teraz taki finisz może się powtórzyć - twierdzi prof. Szymon Krasicki.

Były trener polskich biegaczek doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że sprint to konkurencja, w której i Kowalczyk, i Bjoergen, nie są tak wielkimi faworytkami jak tam, gdzie liczy się tylko siła i technika, a szczęście i spryt nie znaczą wiele.

- Zawsze powtarzam, że sprinty są nieco loteryjne - przyznaje. - Tu wystarczy chwila, by wszystko stracić. No bo jak ktoś się przewróci, a nawet jak na moment zgubi rytm przez jakieś spięcie z rywalem, to później zabraknie mu dystansu, żeby stratę odrobić - mówi Józef Łuszczek.

Mimo to obaj wierzą, że Kowalczyk i Bjoergen unikną wpadek i ramię w ramię dotrą do ostatniej prostej.

Kowalczyk przekonuje, że na podbiegu znajdującym się w pierwszej części liczącej 1200 metrów trasy nie da się wypracować takiej przewagi, by później ją odrobić. - Start, podbieg, prosta, zjazd, malutka hopka, zjazd, długi finisz, meta. Nawet jak uda się komukolwiek odjechać pod górę, zostanie dogoniony na płaskim - mówi nasza mistrzyni. - Poznałam już Justynę i myślę, że zaraz po starcie narzuci bardzo silne tempo, tak aby odjechać stawce już na szczycie pierwszego wzniesienia - komentuje Bjoergen.

Krasicki zgadza się i z Kowalczyk, i z Bjoergen. - Justyna na pewno na szczycie będzie chciała być pierwsza, żeby później spokojnie zjeżdżać, nie wdawać się w żadne przepychanki, bo w nich ktoś mógłby ją trącić nartą, niechcący podłożyć gdzieś kijek, wytrącić z równowagi - przewiduje. - Ale też trasa w Val di Fiemme nie jest tak skonfigurowana jak ta w Davos. Tu nie będzie takiego podbiegu, na którym Justyna mogłaby wszystkim uciec na 20 metrów i mieć spokój aż do mety - dodaje.

Dla kibiców to dobra wiadomość, bo wszystko wskazuje na to, że walka najlepszych będzie emocjonować do ostatnich metrów. A dla Justyny? - W Davos pokazała, jak jest mocna. Kiedy dojdzie do swojej najwyższej formy, radzi sobie ze wszystkim - przekonuje Łuszczek. - Nie mamy się czym martwić, finisz po płaskim wcale nie skazuje Justyny na porażkę. Ona i jednokrok, i pchanie ma bardzo mocne. Przecież dzięki sile ramion w Vancouver została mistrzynią olimpijską, a kilka dni temu w Davos pokazała, że znów jest niezwykle mocna - kończy Krasicki.