MŚ w narciarstwie klasycznym. Kowalczyk, Bjoergen i Johaug pobiegną w innej lidze

:
-
- Niedawno Marit Bjoergen i Therese Johaug podzieliły między siebie złote medale, a o Justynie zapomniały. Teraz sobie przypomną - mówi Józef Łuszczek tuż przed startem mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym. W czwartek biegaczki wystartują w sprincie klasykiem. Relacja na żywo w Sport.pl i aplikacji Sport.pl Live od godz. 10.45.
W całym poprzednim sezonie Pucharu Świata - wyjąwszy zawsze nieco loteryjne sprinty - nie było ani jednego biegu, którego nie wygrałby ktoś z królewskiej trójki Kowalczyk, Bjoergen, Johaug. W trwającej edycji serię zwycięstw tych zawodniczek na dystansach przerwała tylko na chwilę Kristin Stoermer Steira. Rodaczka Bjoergen i Johaug wygrała bieg łączony w Soczi, w którym jej dwie rodaczki nie wystartowały, a który zmęczona ciężkimi treningami Polka zakończyła przedwcześnie, schodząc z trasy.

Kalla, Weng? Chyba nie

- Niby w sporcie nie ma takich słów jak "na pewno", ale nie wydaje mi się, żeby ktoś zagroził tej trójce - mówi Łuszczek. Były mistrz świata przypomina, że już dwa lata temu, na mistrzostwach w Oslo, poza trzema największymi gwiazdami kobiecych biegów narciarskich medal na dystansach zdobyła tylko Finka Aino-Kaisa Saarinen, plasując się za Bjoergen i Kowalczyk w rywalizacji na 10 km klasykiem. - Może teraz na podium "dziesiątki" łyżwą wejdzie Charlotte Kalla, może na którymś z dystansów coś zdziała Heidi Weng, ale szczerze mówiąc, nie daję im wielkich szans. Jedna nie jest chyba w najwyższej formie, druga jest pewnie jeszcze za młoda, a nasza Justynka i te dwie Norweżki są po prostu strasznie mocne - ocenia Łuszczek.

Z mistrzem świata z Lahti z 1978 roku zgadza się były trener kadry naszych biegaczek Szymon Krasicki. - Wszystkie trzy są świetne, za każdym razem będą pretendentkami do złota - mówi prof. krakowskiej AWF, którego Kowalczyk uważa za wybitnego teoretyka biegów.

Co ciekawe, Krasicki sugeruje, że groźniejsza dla naszej faworytki może być młodsza z Norweżek. - Bjoergen wkrótce skończy 33 lata, jej organizm nie regeneruje się już tak szybko. Oczywiście na mistrzostwach między startami będzie więcej przerwy niż choćby w Tour de Ski, dlatego nie liczmy na jej słabość, ale po Davos, gdzie Norweżka w sprincie była wyraźnie gorsza od Justyny, a w niedzielę zrezygnowała z walki na 10 km łyżwą, ona jednak jest zagadką - tłumaczy były trener naszej kadry.

Johaug raczej niczym nie zaskoczy. Wiadomo, że w sprincie nie miałaby szans na sukces, dlatego w nim nie wystartuje. - W biegu łączonym i na 30 km będzie bardzo, bardzo groźna. Niby "trzydziestkę" trzeba będzie pokonać stylem klasycznym, a nie dowolnym, który woli, ale ta mała potrafi przebierać nogami bardzo szybko i jest niesamowicie waleczna - ocenia Krasicki.



Johaug lepsza niż Valbe

Właśnie na 30 km Johaug osiągnęła swoje największe sukcesy. Dwa lata temu wygrała go w Oslo, godząc Bjoergen i Kowalczyk, które wydawały się najmocniejszymi kandydatkami do złota, a w 2007 roku, jako 18-latka, zadebiutowała na mistrzostwach świata, startując w Sapporo właśnie na tym dystansie. W biegu, który pamiętamy z racji kłopotów Kowalczyk (mocno przeziębiona Polka zeszła z trasy po 1/3 dystansu) nieznana nikomu wówczas Norweżka sprawiła sensację, zdobywając brązowy medal. - W historii narciarstwa biegowego nie brakuje zawodniczek, które medale zdobywały już na swoich pierwszych mistrzostwach świata. Ale żadna z nich, nawet chyba najlepsza w dziejach Jelena Valbe, nie zaczynała kolekcjonować ich w tak młodym wieku. W tym sporcie wyczynem jest stawanie na podium najważniejszych imprez tuż po 20. urodzinach - mówi Krasicki.

Johaug po siedmiu indywidualnych startach na MŚ na podium wchodziła trzy razy (ma jedno złoto i dwa medale brązowe). Kowalczyk krążków ma dwa razy więcej (po dwa złote, srebrne i brązowe), ale startów - licząc z tymi na MŚ w Oberstdorfie w 2005 roku, choć wyniki, jakie tam osiągnęła, nie są uwzględniane przez Międzynarodową Federację Narciarską z racji dyskwalifikacji nałożonej na Polkę - 17. Bjoergen do zgromadzenia ośmiu medali (pięć złotych, dwa srebrne, jeden brązowy) potrzebowała 19 biegów.

Bolta nie będzie

Według Łuszczka Kowalczyk lada chwila może mieć taki sam bilans, z jakim do Val di Fiemme przyjechała Bjoergen. - Jeśli Justyna dobrze zacznie mistrzostwa i w sprincie zdobędzie medal, to jestem spokojny o jej kolejne starty. Wtedy zejdzie z niej presja i dziewczyna zrobi swoje - przekonuje były mistrz. - Niedawno Norweżki podzieliły między siebie złote medale, a o Justynie zapomniały. Teraz sobie o niej przypomną - dodaje Łuszczek.

Słowa trenera Egila Kristiansena dowodzą, że norweski obóz do Polki już teraz podchodzi z respektem. - Skoro on mówi, że Bjoergen będzie zadowolona, jeśli wywalczy jedno złoto, i przyznaje, że trudno uwierzyć w brak choć jednego zwycięstwa Justyny w Val di Fiemme, to znaczy, że po Davos, gdzie Justyna pokazała, że mocna jest nawet na 10 km łyżwą, Norwegom zmieniła się optyka. I bardzo dobrze, tak trzymać - mówi Krasicki.

Eksperci, podobnie zresztą jak trener Wierietielny, nie chcą jednak popełnić błędu Norwegów i nie zamierzają prognozować, ile konkretnie i jakich medali wywalczą w najbliższych dniach Kowalczyk, Bjoergen i Johaug.

- Wierzę, że Justyna może być najlepsza, ale wcale nie musi. Gdyby Usain Bolt musiał smarować buty jak Justyna narty i gdyby groziło mu, że przyklei się do bieżni, to nie moglibyśmy być pewni, że pokona 100 metrów w trochę ponad 9,5 sekundy. Na niego zawsze można stawiać, bo on jest lekkoatletą, a nie narciarzem. Z narciarzami bywa różnie - muszą nie tylko mieć swój dzień i wstać prawą nogą, ale też musi im spasować naprawdę wiele elementów. Dlatego niepokonanego Bolta na tych mistrzostwach nie będzie - podsumowuje Łuszczek.