Tour de Ski. Justyna Kowalczyk: Fajnie jest znowu być liderem!

:
-
- Na Alpe Cermis wszystko się może zdarzyć, ale na tym Tourze wydarzyło się tyle pięknych rzeczy, że obojętnie, która będę wyjadę stąd z poczuciem tego, że wygrałam - mówiła w sobotę Justyna Kowalczyk po wygranym ósmym etapie cyklu Tour de Ski. Decydujący etap - bieg na 9 kilometrów na dochodzenie - w niedzielę o 12:30. Transmisja w Eurosporcie. Relacja na żywo w Sport.pl.
Na metę biegu na 10 kilometrów stylem klasycznym Kowalczyk wpadła 7,5 sekundy przed Bjoergen. Mocno zmęczona Norweżka nie była w stanie wytrzymać na finiszu piekielnie mocnego tempa Polki.

Robert Błoński, Radosław Leniarski: Jaki był plan na ten bieg?

Justyna Kowalczyk: Przede wszystkim zależało mi na tym, by wygrać dwie lotne premie za które było w sumie 30 sekund. A potem chciałam zobaczyć, co będzie na finiszu. Wszystko się udało. Miałam świetnie posmarowane narty, a kiedy po drugim bonusie okazało się, że mam już kilka sekund przewagi nad Marit, to postanowiłam na nią nie czekać, tylko jechać do mety. Biegłam, ile dałam rady i końcu udało mi się ją zgubić. Do końca biegłam szybko i ciężko, ale mogłam ten bieg rozegrać po swojemu.

To był bieg jak marzenie?

- Trochę inaczej mi się wydaje. Tak sobie biegłam i biegłam i myślałam w pewnym momencie, że chyba przeginam. Że mogę nie dolecieć. Ale okazało się, że w momencie kiedy mnie było ciężko, innym było jeszcze trudniej.

Marit wyglądała na bardzo zmęczoną.

- Gdyby mogła biec szybciej, to byłaby obok mnie. Na pewno dała z siebie wszystko. Nie jest przyzwyczajona do tego, że przybiega na metę druga. Ja się zdążyłam przyzwyczaić i mnie już to tak nie boli jak ją.



Trener Aleksander Wierietielny opowiadał nam, że w pewnym momencie coś pani do niego krzyczała. Ale nie zrozumiał, co.

- Krzyczałam, żeby się nie przejmował, bo mam szatańskie narty. Trener stał na jednym z ciężkich zakrętów na którym nie było kamer. On miał swoją i kręcił, tak na wszelki wypadek. Ale nie było żadnych kłopotów. Podczas biegów masowych trener lubi wiedzieć, czy wszystko jest w porządku, jak jadą narty. Zawsze daję mu sygnał, co się dzieje.

Dziś szatańskie narty, jutro diabelska góra...

- Nie mam zielonego pojęcia, co się stanie. Nie potrafię określić, jaka Marit jest na podbiegu. Ale wiem jedno: będzie walczyła z całych sił. Tego się można po niej spodziewać zawsze, wszędzie i o każdej porze dnia i roku. Która z nas okaże się wytrzymalsza? Która będzie silniejsza? Której głowa bardziej wytrzyma? Która będzie bardziej odporna na ból? Której narty pojadą lepiej? To są pytania bez odpowiedzi. Wszystko jest otwarte, ale cieszę się, że to ja prowadzę. A słyszałam, że przed podbiegiem miałam mieć sześć minut straty do Marit. Bez względu na to, co się stanie w niedzielę, wyjadę stąd zwycięska.

11,5 sekundy to...

-...wciąż tyle, co nic. Po około 500 m będziemy biegły razem. Ja pojadę swoim tempem, a Marit mnie dogoni. Nawet nie mam zamiaru jakoś specjalnie uciekać. To jest dobre, bo przed podbiegiem na Alpe Cermis jest długa prosta i lepiej przejechać ją we dwójkę niż samemu. Raz będę prowadziła ja, raz Marit i to ułatwi dojazd. A później? Góra. Tam już nie ma żadnych oporów powietrza. Każda pojedzie swoim tempem. Marit pewnie myśli, że wszystko rozstrzygniemy na finiszu. Ja wolałabym nie.

Obie czujecie respekt, ale czy nie uważa pani, że Marit boi się bardziej, bo dotąd tylko raz pod nią wbiegała i miała ledwie 29. czas.

- Ja mam wielki respekt do tej góry, bo wiele razy musiałam ją pokonać. Bywało różnie: świetnie, dobrze i leciałam na antybiotyku. Z tą górą mam związany cały wachlarz emocji. A Marit była na niej dawno i było jej ciężko. To na pewno dla żadnej z nas nie będzie taki zwykły start, jak choćby ten na 10 km. To będzie walka z samym sobą. A później dopiero z rywalką.

Bjoergen bardzo dziś osłabła. Nie było biegu drużynowego przeciwko Justynie Kowalczyk.

- No tak, sami zapowiedzieli, że tak pobiegną. Johaug bardzo osłabła, nie wiem czemu. Marit na pewno nie jest Theresą na podbiegach, która jest lekka i wbiega pod górę szybko. Przynajmniej tego się spodziewamy i taką mam nadzieję (śmiech). Marit jest wielką zawodniczką, przez ostatnie półtora roku ciągle mi dokładała i nie ma co się oszukiwać. Na Tourze jest trochę inaczej. Fajnie, że weszłam na wyższy pułap, bo przewaga nad resztą urosła. Jestem uskrzydlona tymi wynikami.

Można coś pozytywnego powiedzieć o Alpe Cermis?

- Moja siostra tutaj jest i mówiła mi, że fajnie się z niej zjeżdża.

Trzech polskich dziennikarzy zamierza w niedzielę podbiec na Alpe Cermis. Jakaś rada?

- Nie patrzcie do góry. Naprawdę, to nie ma sensu. Spuście głowy i lećcie.

Klasyfikacja generalna Tour de Ski:

lp.zawodniczkakrajczas
1.Justyna KowalczykPolska2:17:36.0
2.Marit BjoergenNorwegia2:17:47.5
3.Therese JohaugNorwegia2:22:25.1
4.Charlotte KallaSzwecja2:23:38.8
5.Krista LahteenmakiFinlandia2:23:50.4
6.Marthe KristoffersenNorwegia2:24:11.6
7.Katrin ZellerNiemcy2:24:17.4
8.Kikkan RandallUSA2:24:18.2
9.Aino-Kaisa SaarinenFinlandia2:24:50.1
10.Astrid JacobsenNorwegia2:25:05.2