Tour de Ski. Znów dzień zwycięstwa

:
-
Wytrzymała atak Finki Aino-Kaisy Saarinen, nie dała uciec Norweżce Therese Johaug i pokonała ją po kapitalnym finiszu, jej plecy obejrzała Marit Bjorgen. Justyna Kowalczyk pozostaje liderką Tour de Ski
Na metę biegu na 10 km klasykiem Polka wpadła pierwsza. O 0,2 s wyprzedziła Johaug, z którą zawzięcie walczyła do ostatniego centymetra trasy. Choć rywalka miała najlepszy czas biegu - na trasę ruszyła niespełna pół minuty po Kowalczyk - to jednak Polka wygrała etap.

Biegaczki nie pokonały nawet trzech kilometrów, a już utworzyła się sześcioosobowa grupa z Kowalczyk, dwoma Norweżkami i trzema Finkami. Zaraz po starcie Polka biegła razem z Bjorgen, ale liderka PŚ nie była zainteresowana dwuosobową współpracą i ucieczką przed resztą stawki. Kowalczyk nie forsowała tempa i szybko utworzył się niewielki peleton, gdzie najpierw tempo podyktowała Finka Saarinen - obok Polki jedna z najlepszych biegaczek w stylu klasycznym.

Justyna wytrzymała jej tempo, nie dała odjechać dalej niż na kilka metrów. Biegły razem, lecz nie zdołały powiększyć ani nawet utrzymać niewielkiej przewagi nad dwoma Norweżkami. Bjorgen i Johaug mimo źle przygotowanych nart i problemów na podbiegach dzielnie trzymały się rywalek. Leciutka jak piórko Johaug radziła sobie lepiej od wyższej, silniejszej i mocniejszej Bjorgen. Polka za to znów znakomicie pojechała na trudnych technicznie zjazdach. Do tej pory to była jedna ze słabszych stron Kowalczyk, teraz praca w trakcie przygotowań nad tym elementem daje efekty.

A potem, na ostatniej trzykilometrowej pętli pokazała, dlaczego norweskie media nazwały ją "żelazną dziewczyną". Norwegowie pisali tak o Polce po czwartkowym prologu TdS, indywidualnym biegu na czas, kiedy wyprzedziła wszystkie rywalki, w tym zdecydowaną faworytkę - Bjorgen. Pokonała liderkę PŚ, odrabiając trzysekundową stratę na ostatnich 600 m. W piątek znów rozbiła wszystkie przeciwniczki - w równie imponujący sposób, a nawet bardziej, bo walcząc z nimi ramię w ramię, do końca.

Kowalczyk nie lubi, kiedy mówi się, że jest z żelaza. Tłumaczy, że nie jest robotem, ale człowiekiem z krwi i kości ze wszystkimi słabościami. Przed sezonem obiecywała, że teraz, gdy nie ma imprezy głównej, wreszcie posłucha swojego organizmu i kiedy da jej sygnał, odpuści. - Dotąd uważałam, że jako sportowiec powinnam przede wszystkim startować. Zawsze było mi głupio rezygnować ze startu i tłumaczyć się byle przeziębieniem. Teraz będzie inaczej - zapowiadała.

Mówiła jedno, robiła drugie. Tydzień przed świętami była zakatarzona, a jednak wystartowała w Rogli. Wygrała na 10 km klasykiem i właśnie w Słowenii rozpoczęło się jej znakomite ściganie. Przyszła wielka forma, którą teraz błyszczy na Tour de Ski.

- Po pechowym początku cierpliwie czekaliśmy, aż wszystko wróci do normy. Szykowaliśmy się do sezonu rzetelnie i było pewne, że wyniki będą lepsze - mówi trener Aleksander Wierietielny. - Teraz to chyba widać. Najważniejsze, żeby nie dopadł nas pech, żeby nie było żadnych upadków czy połamanych kijków. Szczególnie niebezpiecznie będzie na sprintach, oby one nie przyniosły żadnych nieoczekiwanych zdarzeń. Jeśli tak będzie, poradzimy sobie.

Na razie Kowalczyk radzi sobie doskonale. W piątek wygrała ósmy w życiu etap TdS i jest samodzielną liderką tej klasyfikacji. Rok temu była liderką od pierwszego do ostatniego etapu. Powtórka w tym sezonie - po raz trzeci z rzędu - z tak mocnymi i równymi rywalkami byłaby niesłychanym osiągnięciem.

Kowalczyk dała nie tylko norweskim biegaczkom wyraźny sygnał: jeśli chcecie ze mną wygrać, musicie się przygotować na ciężką harówkę. Sprawdza rywalki w ostrej walce, w której zaskakująco okazuje się, że Johaug może być najgroźniejszą przeciwniczką Polki. - Będzie najmocniejsza na ostatnim etapie, czyli podbiegu pod Alpe Cermis. Żeby mnie nie dogoniła, na starcie muszę mieć około dwóch minut przewagi - powiedziała po biegu Polka, której zaraz za metą gratulowała uśmiechnięta Johaug, a z ciepłym słowem podjechała również Bjorgen. Po prologu bohaterka tegorocznych mistrzostw świata w Oslo przyznała, że to Polka jest faworytką imprezy. I dodała, że postara się ją wyprzedzić najszybciej jak to możliwe.

Teraz wszyscy przenoszą się do Oberstdorfu, gdzie w sylwestra sprint klasykiem, a w Nowy Rok bieg łączony (5 km klasykiem + 5 łyżwą). Później dzień przerwy i przeprowadzka do Włoch.

Klasyfikacja TdS:

1. Justyna Kowalczyk; 2. Therese Johaug (Norwegia) 5,2 sek straty; 3. M Bjorgen (Norwegia) 17,1 sek. Klasyfikacja PŚ: Klasyfikacja PŚ (po 12 z 37 zawodów): 1. M. Bjoergen 671 pkt., 2. T. Johaug 535, 3. K. Randall (USA) 523, 4. J. Kowalczyk 497, 5. V. Skofterud (Norwegia) 479.