Justyna Kowalczyk na MŚ. Serce płacze za złotem

W samo południe Justyna Kowalczyk ruszy w sobotę do walki o tytuł mistrzyni świata na 30 km techniką dowolną. Relacja Z Czuba i na żywo na Sport.pl
SPORT.PL na FACEBOOK-u - wejdź na nasz profil, zostań fanem. Komentuj, dyskutuj, radź! »

Polka wywalczyła już w Oslo srebrne medale na 10 km klasykiem i w biegu łączonym. W sprincie łyżwą była piąta. Za każdym razem wygrywała Norweżka Marit Bjorgen.

- Tak naprawdę to trzydziestka jest moim królestwem - opowiada Justyna Kowalczyk. - Po starcie na MŚ w Oberstdorfie w 2005 roku usłyszał o mnie świat, bo byłam czwarta. Rok później w Turynie na 30 km łyżwą zdobyłam pierwszy olimpijski medal, brązowy. W 2009 roku w Libercu na 30 km łyżwą wygrałam mistrzostwo świata, a w poprzednim sezonie zdobyłam złoto igrzysk w Vancouver. Choć bywało, że i trzydziestka mi nie pomagała, jak na MŚ w Sapporo, kiedy w 2007 roku schorowana zeszłam z trasy.



Ale i tak wszyscy mówią, że

jestem specjalistką

na tym dystansie. Mój organizm jest bardzo wytrzymały. Kręci mnie rywalizacja o miano "królowej nart". Nie mam problemów z tym, że najtrudniejszy wyścig zawsze jest na końcu największych imprez. Nie czuję się zmęczona. Trening, który wykonałam przez wszystkie lata przygotowań, daje mi większe szanse w biegach długich niż sprintach.

Trzydziestka to bieg specjalny. Do niedawna obowiązywała w nim niepisana etykieta, której każdy przestrzegał. Gdybym miała pecha i na przykład złamała kijek w miejscu, gdzie nie byłoby nikogo z naszych, na pewno dostałabym go od innej ekipy.

Ostatnio jednak sporo się zmieniło, zabawa robi się bardziej drużynowa. Jeszcze na igrzyskach w Turynie każda biegła dla siebie, dziś najmocniejsi pomagają sobie na trasie. Może to polegać na pomocy liderce, która rzadko prowadzi i dyktuje tempo. Gdy na zjeździe jesteś na drugim miejscu, odpoczywasz. Na trzecim albo czwartym - bardzo odpoczywasz. Dziewczyny rozmawiają ze sobą, konsultują.

Najmocniejsze będą oczywiście cztery Norweżki,

one podyktują tempo

Reszta będzie musiała się do tego jakoś odnieść. Boję się incydentów przypadkowych i nieprzypadkowych. Choć, wydaje mi się, że Norweżki będą zajęte sobą i uniknę kolizji.

Mam nadzieję na szalone tempo. Im szybszy bieg, im dalej od mety w walce o medale zostaną najbardziej wytrzymałe, tym lepiej dla mnie. Nie lubię tłoku. Ale nie jestem wariatką i nie polecę na maksa od początku.

Trzydziestka nie rozstrzyga się szybko, dlatego trzeba dobrze rozłożyć siły. Najpierw trzeba przeżyć bez kolizji i niepotrzebnego rozładowania energii 15 km. Potem zaczyna się karuzela. Słabsze zawodniczki odpadają jedna po drugiej. Grupka robi się coraz mniejsza. W kobiecych biegach nie wolno zlekceważyć żadnego ataku. Z profilu trasy wynika, że nie powinno być przypadku. Jest bardzo trudna i na koniec zostaną

najmocniejsze i najwytrwalsze

Najważniejsze jest to, co się ma w płucach, rękach, nogach i głowie.

Zrobiłam na tych mistrzostwach dużo, uważam, że więcej nie dało się zdobyć. Ale to nie znaczy, że w sobotę Justyna wyjdzie na trasę i będzie rozdawać całuski.

Na 30 km chcę pokazać swoje najlepsze bieganie. Serce płacze i chciałoby zwycięstwa, ale nie myślę o kolorze medalu, bo to zapędziłoby mnie w kozi róg. Myślę o trasie i bólu, który mnie czeka. Aż taką optymistką nie jestem, by sądzić, że wszystko może się rozstrzygnąć na moją korzyść jeszcze na trasie, a nie na ostatnich metrach. Klasykiem jestem na finiszu lepsza od osoby, o której wszyscy myślimy, a której nazwisko dotąd nie padło. Łyżwą zdarzało mi się z nią wygrywać. Ale tylko zdarzało.

Kto pilnie obejrzy bieg, zobaczy, że buty będę miała oklejone taśmą. Mam wąską stopę i w stylu dowolnym, jeśli nie jest usztywniona, zaczyna mi "latać" w bucie. Wtedy nie mogę wykonać poprawnego technicznie kroku i się usztywniam, co powoduje zakwasy piszczeli, które niesamowicie bolą. Wiele biegów, finiszów i zjazdów przez to zmarnowałam.

W trakcie biegu przynajmniej raz zmienię narty. Warto poświęcić kilkanaście sekund, bo w Oslo jest bardzo brudny śnieg i narta będzie go zbierała, a wtedy szybko nie pojedzie. Zmieniać będą praktycznie wszyscy.

W czwartek dowiedziałam się, że Adam Małysz kończy karierę. Mogę tylko powiedzieć

Adam, dziękuję za wszystko

Wszyscy musimy mu podziękować za kilkanaście lat niesamowitej kariery. A ja to już dziękuję w szczególności, bo jako pierwszy pokazał, że zimą można wygrywać seryjnie. Pojedyncze radości zamienił w codzienność.

Następna myśl, która przychodzi mi do głowy: zostaję sama. Na ostatnich wielkich imprezach jakoś dzieliliśmy się presją. Ja z niego ściągałam trochę, on ze mnie - dość dużo. Teraz będzie inaczej.

A Ty za co kochasz Justynę Kowalczyk? »