Skandaliczne zachowanie polskich kibiców w Harrachovie

Skandal pod skocznia w Harrachovie. Polscy pseudo-kibice obrzucili wjeżdżających wyciągiem na start zawodników, śnieżkami. Simonowi Ammannowi podbili oko, Svena Hannawalda rozwścieczyli. - To nie kibice, to chuliganie. Dziś rzucają śniegiem, a jutro...? - mówił roztrzęsiony Niemiec.


- Co za banda kretynów! Już raz taki jeden trafił Dino Baggio w głowę nożem i zdyskwalifikowali Wisłę Kraków. Jak ktoś ich nie powstrzyma, to nam w końcu zdyskwalifikują Adasia, bo kto potrzebuje takich fanów? - mówili jeden przez drugiego kibice z Krakowa, oburzeni na garstkę chuliganów, którzy zepsuli większości Polaków sobotnie widowisko.

Choć pod mamucią skocznią w Harrachovie polscy kibice (około 30 tys.) i niemieccy (może z 8 tys.) stali zmieszani w jeden tłum, bo organizatorzy zrezygnowali z utworzenia oddzielnych sektorów, nie dochodziło do żadnych nieporozumień. Wymieniano puszki polskiego piwa na niemieckie, padały nazwiska polskich piłkarzy z Bundesligi, przekomarzano się: Małysz czy Hannawald?

- Wygra Adaś, a zobaczycie, że jeszcze wasz Schmitt wtłucze "Hanniemu" - wołali Polacy.

Przejazd nad tłumem

Wjeżdżając wyciągiem na górę skoczni, każdy zawodnik przejeżdżał kilka metrów ponad ludzkim morzem. Małysza powitał las flag, oklasków, okrzyków poparcia. W Hannawalda poleciało kilka śnieżnych piguł. Trafiły go w nogi, narty, a jedna w twarz. Nie pomogły prośby spikera po polsku, by nie rzucać niczym w skoczków.

Polscy kibice mówili nam później, że "Hanni" pokazał im wystawiony środkowy palec i to wywołało prawdziwą kanonadę śnieżek, przy wjeździe na szczyt przed drugą serią (niemieccy dziennikarze twierdzili, że leciały także jabłka i butelki, które jednak nie trafiły w cel).

"Bild am Sonntag" nazwał Polaków "śnieżnymi chuliganami".

Hanni: Nikogo nie prowokowałem

- Nikogo nie prowokowałem. Czy igrałbym z własnym bezpieczeństwem? - powiedział "Gazecie" Niemiec. - Dopiero po zakończeniu konkursu, kiedy dwa razy skoczyłem najdalej, pomachałem im ręką. Jestem tylko człowiekiem, nie umiałem inaczej, narosło we mnie tyle emocji. Nie spotkałem się jeszcze z taką agresją. To poszło o wiele dalej, niż w Zakopanem. Nie rozumiem, czym sobie zasłużyłem na takie traktowanie, ja tylko, jak każdy skoczek, chcę być najlepszy.

- Jestem pełen podziwu dla Svena, że nie dał się tym wszystkim zdekoncentrować, ale oddał dwa najlepsze skoki w konkursie - powiedział nam komentujący skoki w stacji RTL były mistrz świata w lotach Niemiec Dieter Thoma. - Całe szczęście nic się nie stało. Nie tylko, że mógł oberwać Sven, mogły mu się także zniszczyć narty. W niedzielę będzie wjeżdżał na górę skuterem śnieżnym, tajną drogą, żeby nikt nie widział.

Podbite oko Ammanna

Po drugiej serii dostało się także i innym skoczkom wjeżdżającym na górę. Dwa słupy przed wysiadką na górze, pigułą prosto w oko dostał Simon Ammann. Całą sytuację potraktował jednak z rozbawieniem. - Jestem dwukrotnym złotym medalistą z Salt Lake City, a ci kibice mnie rozpoznali i pewnie chcieli sobie ze mną pożartować. Nie mam do nikogo pretensji. To była tylko zabawa, a nie żaden psychoterror. Na pewno ta sytuacja nie zdekoncentrowała mnie w żaden sposób - mówił Szwajcar, pokazując dziennikarzom czerwoną obwódkę wokół lewego oka.

Małysz: Taki wstyd...

Polskim skoczkom cała sytuacja wydała się jednak mało zabawna. - Można kogoś nie lubić, ale żeby aż tak reagować? To karygodne, nic ich nie usprawiedliwia - mówił o kibicach Małysz. - Sven jechał na wyciągu za mną. Myślałem, że wszystko będzie w porządku, a tu taki wstyd. Tym ludziom brakuje kultury. Zachowywali się jeszcze gorzej niż przed rokiem. Poprzednie konkursy w Harrachovie nic ich nie nauczyły, to była zupełnie inna publiczność niż choćby ta w Zakopanem. Nie rozumieją, że w przyszłym sezonie podczas konkursów np. w Willingen my możemy być potraktowani jeszcze gorzej. Może tam ktoś rzuci we mnie kamieniem?

- To zachowanie najbardziej uderzy w nas, polskich skoczków, a szczególnie w Adama - dodawał Robert Mateja. - To było karygodne. Hannawald był bezbronny, nie mógł nic robić. Owszem, jego reakcje po skokach i ta dzika radość mogą drażnić, ale nic nikogo nie upoważnia do rzucania czymkolwiek. Ten tłum jest nieobliczalny.

Polscy kibice to buraki?

Większość polskich kibiców, wracających w smętnych nastrojach spod skoczni także potępiało garstkę chuliganów. - Co za banda idiotów! Teraz pójdzie w świat, że polscy kibice to buraki, które nie umieją się zachować na porządnych zawodach - mówił Marcin z Wrocławia. - Na szczęście niemieccy kibice wiedzą, że nie wszyscy jesteśmy tacy i do żadnych burd nie powinno dojść. Przecież Schmitt, Ammann dostali prawie takie same owacje jak Małysz (zaskoczony Schmitt dziękował nawet Polakom, mówiąc, że czuł się jakby skakał u siebie w domu).

- Nie kocham Svena, nienawidzę patrzeć jak się cieszy po dobrym skoku, prawie pokazuje nam "wała". Gwizdy są OK, ale rzucanie to przegięcie - dodawał Janusz z Jawora.

Wieczór i noc w Harrachovie minęły bez żadnych incydentów. - Je spokoj, je spokoj - mówili czescy policjanci, patrolujący trójkami ulice. Jedynie Marcin, kibic poznańskiego Lecha, powiedział nam, że nie wytrzymał: - Lutnąłem Niemca trzy razy w zęby aż mu krew poszła, bo na polską flagę powiedział "scheisse". Nie jestem chuligan, pierwszy raz kogoś uderzyłem od 15 lat, ale nie mogłem inaczej, a jeszcze Adaś tak strasznie umoczył. Tamten był pijany, inni Niemcy widzieli incydent i nie zareagowali.

W niedzielę nie było żadnego pocieszenia dla polskich kibiców. Od rana wiał wiatr i zacinał śnieg z deszczem. Niektórzy, z nadzieją, szli na skocznię, ale kilkanaście minut po 12 smętnie z niej zaczęli wracać. Kilka tysięcy spokojnie obejrzało dekorację - gwizdy mieszały się z klaksonami trąbek - i zaczęli wracać. A Hannawald cieszył się, jak dziecko. Zdjął czapkę i z niemiecką flagą w ręku kłaniał się publiczności.

Kiedy schodziliśmy ze skoczni, jeden z kibiców wstydliwie składał biało-czerwoną flagę z napisem "Adam Małysz King", ale obiecał nam, że " ta flaga jeszcze dumnie powieje, a Puchar Świata i tak będzie nasz!"