Chorwatka Janica Kostelic wygrała slalom specjalny

Amerykanka Kristina Koznick, która wypadła z trasy w pierwszym przejeździe mówiła o slalomie w Deer Valley: - To rodeo.
Alpejki z trudem utrzymywały się na bardzo wyboistym, muldzistym szlaku, rywalizacją przypominała walkę o przetrwanie, jakiej poddany jest kowboj na wierzgającym rumaku podczas rodeo.

Trudności wynikające z samego ustawienia slalomu pogłębiał jeszcze padający wciąż, gęsty śnieg. Już w nocy spadło 20 cm świeżego śniegu, ale warunki dla wszystkich były takie same.

Obrazki ze slalomu były dość dramatyczne. Jedzie Szwajcarka Marlies Oester. Wypada z trasy, wpada prawie na siatki ochronne, pomiędzy ekipę mocnych chłopów z łopatami, którzy po każdym przejeździe równają szlak, albo raczej próbują wyrównać. Za chwilę jedzie kolejna Szwajcarka, Sonja Nef i też wylatuje z kursu, preparatorzy z lekkim sprzętem drogowym znów szybko klepią stok.

- Ta trasa to katastrofa - mówiła Jelena Kostelic. - Miałam wrażenie, że jadę bardzo wolno i zdziwiłam się gdy zobaczyłam mój wynik na tablicy. Chorwatka prowadziła po pierwszym przejeździe, jechała jak zwykle z głową, rozsądnie, w górnym odcinku miała dopiero ósmy czas. Po pierwszym przejeździe wyprzedzała jednak o 0,18 s Francuzkę Laurę Pequegnot i Finkę Tanję Poutiainen - 0,32 s.

Drugi przejazd był festiwalem upadków. Z czołowej piętnastki nie ukończyło konkurencji sześć alpejek. Kostelic znów pojechała rozważnie, miała piąty czas, ale to wystarczyło do zwycięstwa. Druga na mecie Francuzka Pequegnot straciła do niej ostatecznie 0,07 s. Jeśli ktoś wierzy w szczęśliwe cyfry to może jeszcze dodać siódemkę, z którą startowała Kostelic. Brązowy medal zdobyła mistrzyni świata z St. Anton Szwedka Anja Paerson.

Kostelic w tym sezonie alpejskim nie wygrała żadnych pucharowych slalomów. W zeszłym roku triumfowała w ośmiu. W Salt Lake City zdobyła już dwa złote medale i srebrny. - To wszystko jest jak sen - śmiała się 20-letnia narciarka po dekoracji. - Sama długo siebie pytałam kiedy się obudzę.

W 1999 miała fatalny upadek na nartach podczas zjazdu w St. Moritz, po którym lekarze prognozowali, że nie będzie już startować. Trzy miesiące później znów przypięła narty. Przeszła trzy poważne operacje. Gdy jako 19-letnia zwyciężczyni Pucharu Świata witana była triumfalnie w Zagrzebiu, gratulował jej prezydent kraju, premier i kilka tysięcy kibiców. Dostała też bukiet z 1256 róż, bo tyle wtedy zdobyła punktów. Na nartach zaczęła jeździć w wieku 9 lat wraz ze swoim bratem Ivicą, trenowana twardą ręką przez ojca, Ante, byłego piłkarza ręcznego.

Ma jeszcze szanse na jeden medal na igrzyskach w slalomie gigancie.

Bez powodzenia pojechały slalom w Deer Valley narciarki z Austrii, drugiego przejazdu nie ukończyły Renate Goetschl i Carina Raich. Alpejską nację w klasyfikacji medalowej igrzysk wyprzedzili już nawet Australijczycy. Wiedeński dziennik "Kronenzeitung", patrząc na głównie brązowy dorobek reprezentacji (9 medali) pytał czytelników ile takich krążków zdobędą jeszcze sportowcy alpejskiej republiki. Najczęściej wybierano wariant "ponad 20 medali". Dzisiejszy slalom gigant mężczyzn jest ostatnią szansą na złoto dla Stephana Eberhartera, który na tym samym stoku, niezbyt stromym, triumfował w pucharowym slalomie w 1999 roku. Tyrolczycy traktują gigant jako "podstawową umiejętność wszystkich dobrych narciarzy" - napisał austriacki "Kurier". Amerykanin Bodo Miller, faworyt gospodarzy typuje, oprócz siebie kilkunastu kandydatów do zwycięstwa: Francuzów Covila i Chenala, Włocha Blardone, Szwajcara Cuche, Szweda Nyberga, Fina Uotilę, Norwegów Aamodta i Kjusa. Z Austriaków nie wymienia Eberhartera i Raicha, lecz Knaussa, który w ostatniej chwili zakwalifikował się do reprezentacji.

Gdy Eberharter szykuje się do decydującej próby na stronie internetowej mistrza z Nagano Hermanna Maiera można przeczytać, że leży sobie na plaży i czyta Hemingwaya.