Marczułajtis dla Gazety: Czwarta bramka, czwarte miejsce!

- Na drugiej bramce od końca wywaliłam się. Nie umiem powiedzieć, dlaczego. To się zdarza. Raz mnie, raz rywalce - mówi o fantastycznym przejeździe półfinałowym Jagna Marczułajtis.
Robert Błoński: Czy jest Pani bardziej zadowolona, czy zasmucona?

Jagna Marczułajtis: Cieszę się, bo takiego sukcesu jeszcze nie odniosłam nigdy. Ale mam oczywiście także niedosyt. Mogło być lepiej, każdy to widział. To wspaniały dzień. Piękna pogoda, piękne słońce, dużo kibiców, ale szkoda, że nie kończy się medalem.

Nie było w Salt Lake City Pani trenera, Tomasza Wieczorka. Może jego zabrakło do medalu?

- Nie. Powiem oficjalnie, nie jesteśmy już parą, nic nas nie łączy. Może to dobrze? Może źle? Ale jego nieobecność tutaj nie miała wpływu na moją postawę. Czuję się bez niego dobrze. Choć oczywiście w tym czwartym miejscu, tym wielkim sukcesie, największą zasługę ma właśnie Tomek. Ten występ to owoc naszej wcześniejszej współpracy. Drugą osobą, która zasługuje na ogromną wdzięczność i słowa podziękowania jest mój francuski trener Francois Bounoux.

Wyścigi ćwierćfinałowe były niesamowite. To był thriller.

- A ja wierzyłam do końca... Chciałam tej Austriaczce zrewanżować się za porażkę w jednym z niedawnych Pucharów Świata. Zdaję sobie sprawę, że wiele osób straciło nadzieje, bo sytuacja rzeczywiście była nieciekawa, ale w tej konkurencji zawsze trzeba czekać do końca, bo każdy, najmniejszy błąd kosztuje drogo. Cierpliwość została jednak nagrodzona.

W półfinale los zabrał Pani, to co zesłał wcześniej...

- Prowadziłam z rywalką, ale mnie doganiała. I na drugiej bramce od końca wywaliłam się. Nie umiem powiedzieć, dlaczego. To się zdarza. Raz mnie, raz rywalce.

A wyścigi o trzecie miejsce?

- Pierwszy wygrałam o 0,17 sek. To o niczym nie przesądza. Jechałam na sto procent możliwości. Niestety, nie do końca. Czwarte miejsce to mój życiowy sukces. Slalom gigant równoległy to nie jest moja ulubiona konkurencja. Ale teraz może gigant stanie mi się trochę przyjaźniejszy. Wolę jednak slalom równoległy.

Leżała Pani dziś trzy razy, za każdym razem na niebieskiej bramce.

- To przypadek. Można było przewrócić się i z tej strony i z tej. Trasy były naprawdę trudne, ale w miarę jednakowe. Nie miało znaczenia nawet to, że bramki nie były ustawione równolegle, na tej samej wysokości. Dziury, nierówności były wszędzie i jak za bardzo zetnie się dojazd do bramki, nieszczęście gotowe. Ale mimo tego, trasy uważam za bardzo dobre, najlepsze na jakich startowałam od wielu lat.

Jest jednak w Pani głosie nutka żalu...

- Tak, bo medal był blisko. Jechałam już kiedyś w Park City. Slalom ukończyłam na czwartej bramce. Teraz zajęłam tu czwarte miejsce. Może to jakieś fatum?

Czy Polacy w SLC zaskoczą nas jeszcze tak, jak Marczułajtis?