Jagna Marczułajtis o sobie i snowboardzie

Fragmenty wywiadów dla Gazety z lat 1998-2002
Narty czy deska

- Dlaczego "przesiadłam" się z nart na deskę? Na nartach trochę mi się nudziło. Deska była w 1994 roku czymś nowym, nieznanym. Inna sprawa, że w nartach było dużo trudniej się przebić, a w snowboardzie powstała szansa na rywalizację z najlepszymi, bo mieliśmy w miarę równy start. Świadczą o tym moje sukcesy jako juniorki.

Deska miękka czy twarda

- Słyszałam opinie, że kwintesencją snowboardu jest miękka deska do jazdy w halfpipe i do ewolucji. Nie zgadzam się z tym. Najpierw wymyślono twardą deskę do slalomów. Dopiero potem powstał halfpipe. Nie mówię tego, bo sama jeżdżę na twardej, ale tak było. Zresztą snowboard to snowboard i tak naprawdę nie ma znaczenia, na jakiej desce się jeździ.

O przyszłości snowoardu

- Myślę, że snowboard będzie coraz ważniejszy. Już dziś w USA i Japonii zainteresowanie jest większe niż nartami. Tylko Europa ciągnie się z tyłu. Może wynika to z kosztów sprzętu. Moim zdaniem wyposażenie snowboardzisty jest ciągle droższe niż narciarza.

O swojej przyszłości

- Nadchodzące igrzyska pokażą, na co mnie jeszcze stać. Dopiero wtedy zdecyduję. Muszę jednak pamiętać, że w tym sporcie często decyduje co innego - kontuzja lub słaba forma.

Poza tym studiuję teraz na drugim roku na krakowskiej AWF, więc przede wszystkim powinnam skończyć studia. Potem chętnie robiłabym coś związanego z snowboardem. Zżyłam się z tym sportem.

O pieniądzach

- Czy ze snowboardu da się wyżyć? Jeśli się wygrywa, to na pewno. Ja ciągle jeszcze dokładam

Nie podam żadnych kwot, bo nie rozmawiam o pieniądzach. Myślę jednak, że w polskich realiach są to porównywalne sumy z tym, co dostaje Andrzej Bachleda junior - najlepszy polski alpejczyk. A czy da się z tego wyżyć? Jeśli się wygrywa, jak Karine Ruby, to na pewno. Ja ciągle jeszcze dokładam.

O polskim snowboardzie

- Jestem przekonana, że my, zawodnicy, moglibyśmy zdziałać o wiele więcej. Nie jest jednak łatwo uprawiać naszą dyscyplinę. Niedawno nie wiadomo było nawet, czy Polski Związek Snowboardu będzie istniał. Brakuje nam treningów w dobrych warunkach, bazy szkoleniowej, masażystów, serwismenów. Takie podstawowe sprawy. Są ekipy, które nie mają takich problemów. (...)

Przed kilkoma laty postanowiłam sama zorganizować swoje przygotowania do najważniejszego dla mnie startu, jakim są igrzyska w Salt Lake City. Dlatego zdecydowałam się na szkolenie techniki jazdy pod okiem Francuzów, jednych z najlepszych specjalistów na świecie.W Polsce nikt nie posiada takich kompetencji jak oni.

Pasje: deska, koń, motory

- Trudno powiedzieć, bo czasami deska snowboardowa przegrywa z końmi i motorami. Kiedy narciarski sezon dobiega końca, marzę żeby przesiąść się z deski na motocykl. Cóż w tym dziwnego? W ciągu roku spędzam na stoku prawie osiem miesięcy, czyli lekko licząc jakieś 250 dni. Jak motocykle - to szybkie, na przykład suzuki. Jak konie - to ulubiony Czersk, który nawet w zimie towarzyszy mi w rywalizacji w ski-skiringu, czyli w zawodach polegających na wyścigu zaprzęgów koń plus narciarz.

Sylwetka narciarki

Jagna Marczułajtis, 23 lata. Ledwie zmieniła narty na deskę (ku rozpaczy mamy, świetnej niegdyś alpejki Ludwiki Majerczyk-Marczułajtis), przyszły pierwsze sukcesy. W 1995 roku została w Zakopanem mistrzynią świata juniorek w slalomie równoległym. Rok później nieoczekiwanie wywalczyła w Madonna di Campiglio tytuł mistrzyni Europy ISF. W kolejnych ME w Leysin (1997 r.) zajęła drugie miejsce, a kilkanaście dni wcześniej wygrała zawody PŚ w Obersdorfie. Pojechała na olimpiadę do Nagano, ale tam upadła na trasie slalomu giganta. Kwalifikację na igrzyska zapewniła sobie dzięki piątemu miejscu na zeszłorocznych MŚ w Madonna di Campiglio. W tym sezonie najlepiej spisała się w listopadowym slalomie równoległym w Ischl, gdzie była piąta. Do olimpiady przygotowywała się już od połowy ubiegłego roku. Trenowała z kadrą Francji, we wrześniu startowała w Chile, potem przygotowywała się w Kanadzie.