Apoloniusz Tajner: Czuję się niedoceniony finansowo

Nosimy na czapkach logo sponsora Polskiego Związku Narciarskiego, a nie mamy z tego ani grosza. Czuję się niedoceniony finansowo - wypalił w poniedziałek po południu trener Apoloniusz Tajner.
Po ubiegłorocznych sukcesach Małysza, przed mistrzostwami świata w Lahti, sponsorem PZN została Poczta Polska. Za prawo do wizerunku najlepszego skoczka świata płaci grube pieniądze, liczone w setkach tysięcy dolarów. W zamian Poczta ma reklamy na kombinezonach i kasku zawodnika, billboardy z podobizną Adama pojawiają się w miastach całej Polski. - Poczta nie została sponsorem ze względu na "wspaniałą" działalność Związku, tylko po sukcesach Adama - mówi trener Tajner. - Ja oczywiście nie chcę dla kadry wszystkich pieniędzy, ale powinny być sprawiedliwiej rozdzielane.

Do tej pory z puli sponsora grupa skoczków dostała od PZN niewiele ponad 100 tysięcy złotych. Na koniec ubiegłego sezonu Małysz (wygrał Turniej Czterech Skoczni, zdobył złoty i srebrny medal MŚ, wywalczył Puchar Świata) otrzymał 40 tys. zł. Trener Tajner dostał 20 tys. zł, Piotr Fijas 15 tys., doktorzy Jan Blecharz i Jerzy Żołądź po 10 tys., Wojciech Skupień i Robert Mateja po 8 tys., Tomasz Pochwała 1 tys., a Łukasz Kruczek 500 zł. Wszystkie kwoty brutto.

- To wszystko. Nie jesteśmy pazerni, nie zostałem trenerem kadry, żeby się wzbogacić - mówi Tajner. - Ale Związek przy podziale pieniędzy sponsora jakoś nas pomija. Grupa skoczków ma bardzo niewiele z tego, że do Związku przyszli sponsorzy. Ja też przy tych sukcesach czuję się niedoceniony finansowo.

Tajner oprócz pensji ustalanej wg taryfikatora PKOl ma w Wiśle sklep prowadzony przez żonę. Dodatkowo o finanse grupy dba austriacki menedżer Edi Federer [po niedzielnym konkursie dzwonił z gratulacjami z urlopu na Malediwach - rb]. To m.in. dzięki niemu przed sezonem doszło do podpisania kontraktu reklamowego z Photo Play. - Do Federera nie mamy pretensji. Zawsze rozlicza się z tego, co obieca. Dotrzymuje umów, czy to pisemnych, czy ustnych.