MŚ w Lahti. Polska mistrzem świata w konkursie drużynowym. Przewaga jak wielkiej Austrii

Drużyna Austrii, która w latach 2005 - 2013 zdobyła dziewięć z rzędu złotych medali wielkich imprez, jako ostatnia wygrywała tak pewnie, jak na MŚ w Lahti zrobiła to Polska. Piotr Żyła, Dawid Kubacki, Maciej Kot i Kamil Stoch zdobyli złoto, wyprzedzając o 25,7 pkt Norwegię




Takie asy jak Thomas Morgenstern, Gregor Schlierenzauer, Wolfgang Loitzl i Andreas Kofler sprawiły, że przez lata konkursy drużynowe były trochę nudne. Austriacy zdobyli dwa złota MŚ 2005 (w Oberstdorfie rozegrano konkursy zespołowe i na skoczni normalnej, i na dużej), złoto MŚ 2007, 2009, dwa złota MŚ 2011 (w Oslo też drużyny rywalizowały na obu obiektach) i złoto MŚ 2013. Na igrzyskach olimpijskich wygrywali w 2006 roku w Turynie i w 2010 roku w Vancouver. W Kanadzie osiągnęli rekordową przewagę 72,1 pkt nad Niemcami, którzy zdobyli srebro.

Porównania z takim nokautem nie wytrzyma żaden wynik. Ale 25,7 pkt przewagi Polaków nad Norwegami to największa różnica między złotym i srebrnym medalistą wielkiej imprezy od sześciu lat. Więcej - 43,6 pkt - w 2011 roku w drugim konkursie w Oslo (na skoczni dużej) uzyskali Austriacy (i to w jednej serii, bo drugą odwołano).

Różnica 25,7 pkt to około 14 metrów przewagi. Piotr Żyła (indywidualnie miał ósmy wynik), Dawid Kubacki (11. rezultat), Maciej Kot (piąta nota) i Kamil Stoch (druga lokata w takim zestawieniu) wygrali na luzie, prowadzili od pierwszego do ósmego skoku.

Po takim zwycięstwie drużynie Stefana Horngachera można życzyć, by przez lata dominowali tak, jak niedawno robili to rodacy trenera. Nierealne, bo nie mamy i tak znakomitego systemu, i tylu trenujących zawodników? Pewnie tak. Ale skoro właśnie zostaliśmy dopiero piątym w historii krajem z drużyną mistrzów świata w skokach (po Austrii, Finlandii, Norwegii i Niemczech), to za rok zostańmy piątym (po Finlandii, Niemczech, Japonii i Austrii) krajem z drużyną mistrzów olimpijskich. Patrząc na tempo rozwoju naszej ekipy pod wodzą Horngachera, to cel jak najbardziej realny.