MŚ w Lahti. Justyna Kowalczyk po 8. miejscu: Jedyny wniosek jest taki, że trzeba szybciej biec

- Jedyny wniosek jest taki, ze trzeba szybciej biec - powiedziała Justyna Kowalczyk w rozmowie z TVP po 8. miejscu w biegu na 10 km stylem klasycznym na mistrzostwach świata w Lahti.
Polka była w szerokim gronie kandydatek do medalu, ale ostatecznie była ósma ex aequo z Ingvild Flugstad Oestberg. Mimo lekkiego rozczarowania Kowalczyk była zadowolona.

- Narty były super, dziękuję moim serwismenom. Forma nie pozwala walczyć o medale. To nie był zły bieg, dałam z siebie wszystko. Wystarczyło na ex aequo ósme miejsce z wielką stratą do pierwszych dwóch dziewczyn. Taki jest sport, zrobiłam wszystko co w mojej mocy, by przygotować się do tego biegu. Uśmiecham się, jestem zadowolona, bo przez ostatnie miesiące bardzo walczyłam o każdą sekundę w tym biegu - powiedziała Kowalczyk, która całe przygotowania poświęciła właśnie swojemu koronnemu dystansowi.

Tydzień temu w tej samej konkurencji Kowalczyk zajęła piąte miejsce podczas zawodów Pucharu Świata w Otepaeae, co rozbudziło apetyt na medal. - Nie patrzyłabym teraz na inne zawody. Nadal uważam, że trasa tu była lepsza, ale widocznie inne dziewczyny też lepiej pobiegły. Patrząc na wyniki dwie dziewczyny są naprawdę mocne, a z resztą można wygrać. Wyniki za tydzień na innej trasie znowu mogłyby być inne, bardzo ważna jest forma dnia. Ale wielkiej hipereuforii nie ma.

- Traktuję to jak porażkę, ale nie będę zdzierać szat i się samookaleczać. Cieszę się, że jestem wśród najlepszych dziewczyn na świecie, tyle tylko, że trochę z tyłu tej czołówki, a nie z przodu.

Kowalczyk doceniła również swoją serwismenkę Valentinę Vuerich, jedyną kobietę pracująca w teamach serwisowych mistrzostw świata. - To promyczek w naszym zespole, ale nie jest bardzo słodziutki. Jest podobna charakterologicznie do mnie, bliżej jej temperamentu włoskiego niż polskiego. Ma dużo szalonej energii jest bardzo pracowita. Strasznie chciałam dzisiaj dla niej "polecieć", żeby zobaczyła jak to jest biegać po medale. Mam nadzieje, ze jeszcze to zrobię dla niej. Aż mi się zbiera na płacz, bo wiem, że ich wszystkich trochę zawiodłam, tak jak i siebie samą.

- W sporcie zazwyczaj dostajesz po tyłku, a czasem wychodzi, chyba ze jesteś Bjoergen. Człowiek jest przyzwyczajony do tego, ze dostaje kopa, czasem na widoku publicznym, czasem widzi to tylko trener. Idę się zregenerować i walczymy dalej, mamy swoje obowiązki i cele, sezon trwa. No co zrobić, nie jestem zła na narty, wiec nawet nimi nie rzucę - zakończyła Kowalczyk.

Wcześniej Polka zajęła wraz z Eweliną Marcisz dziewiąte miejsce w sprincie drużynowym.