Skoki narciarskie. Gdzie się podział blask dawnych gwiazd?

Kilka lat temu wszyscy skoczkowie narciarscy marzyli, by kończyć zawody w ich otoczeniu, bo oznaczało to osiągnięcie bardzo dobrego rezultatu. Czasy się jednak zmieniły i w sobotnim konkursie wielkie gwiazdy ostatniej dekady solidarnie podzieliły się miejscami w trzeciej dziesiątce
Simon Ammann, Jakub Janda, Gregor Schlierenzauer, Janne Ahonen, Noriaki Kasai i Dimitrij Wasiljew, co łączy tych zawodników? Razem mają 2106 startów w zawodach Pucharu Świata, 365 miejsc na podium i 135 zwycięstw. Wszyscy znaleźli się także w trzeciej dziesiątce sobotniego konkursu mistrzostw świata na normalnej skoczni w Lahti.

Mistrzostwa młodych

W trzeciej dziesiątce zobaczyliśmy aż pięciu zawodników, którzy mają już za sobą 35 urodziny. Średnia wieku ostatniej grupy drugiej serii wyniosła 33,5 roku, ale trzeba zauważyć, że była ona mocno zaniżona przez 23-letniego Jewgienija Klimowa. Sobotni konkurs w Lahti zdominowali młodzi zawodnicy, bo na podium znaleźli się: 23-letni Stefan Kraft, 22-letni Andreas Wellinger i 26-letni Markus Eisenbichler. Średnia wieku najlepszej trójki wyniosła zaledwie 23,67 roku. Nie jest to przypadek, bo cała pierwsza dziesiątka składała się głównie z młodych zawodników. Średnia wieku najlepszej dziesiątki to równe 26 lat i co ciekawe, polscy skoczkowie byli jednymi z starszych w czołówce. Starszy od 30-letniego Kamila Stocha, był tylko urodzony dwa lata wcześniej Japończyk Daiki Ito (liczone według roku urodzenia).

Co z magiczną granicą trzydziestego roku życia?

Przez lata mówiło się, że skoki narciarskie to sport dla zawodników, którzy nie skończyli 30 roku życia. Pogromcą tej tezy okazał się jednak Noriaki Kasai. Japończyk w poprzednich trzech sezonach święcił jedne z największych triumfów w swojej karierze. W tej kampanii wszystko powróciło jednak do normy i w najwyższej formie znajdują się skoczkowie, którzy urodzili się już w latach dziewięćdziesiątych. W tym momencie zdecydowanie najstarszym zawodnikiem światowej czołówki jest Kamil Stoch, który twierdzi, że choć w tym roku kończy trzydzieści lat, to nadal czuje się mocny. - Zupełnie nie czuje, że zbliżają się moje 30 urodziny, czuję się młodo. Nie zamierzam jeszcze kończyć kariery, bo skoki to moje życie. - mówił TVP przed wylotem do Finlandii. W zupełnie innej sytuacji jest jednak czterokrotny złoty medalista olimpijski Simon Ammann, dla którego mogą to być ostatnie mistrzostwa. Szwajcara wyraźnie męczą skoki na poziomie trzeciej dziesiątki, dlatego po sezonie podejmie decyzję co do dalszych startów. - Patrzę na skoki Ammanna czy Janne Ahonena i cieszę się, że zakończyłem karierę będąc w dobrej formie - mówił Adam Małysz przy okazji konkursów rozgrywanych w Zakopanem.

Poszukiwanie siebie sprzed lat

Choć Ahonen ma i tak najwięcej powodów do zadowolenia. Fin w czasach swojej najlepszej dyspozycji z zimną krwią potrafił wykorzystywać słabość rywali i dominował nad resztą stawki. Przy okazji wydawał się być osobą, na której żadne osiągnięcia nie robią wrażenia. Przypięto mu wówczas łatkę człowieka - maski. W swojej bogatej karierze zgromadził 36 indywidualnych wygranych i dołożył do tego aż 108 miejsc na podium, co jest absolutnym rekordem w Pucharze Świata. Na mistrzostwach świata w Lahti jest innym człowiekiem. Fin uśmiecha się nawet siadając na belce, a potem oddaje skoki, które pozwalają mu myśleć o spokojnym awansie do drugiej serii. Awanse nie są dziełem przypadku, a zauważalnej zwyżki formy. Zawodnik, który już dwa razy kończył karierę, w ostatnim czasie 4 razy z rzędu wchodził do rundy finałowej (trzy razy w Pucharze Świata i raz w MŚ) i jest to jego najlepsza seria od sezonu 2013/2014.

Rozmienianie kariery na drobne

Wśród ekspertów pojawiają się głosy, że wielcy zawodnicy jak Ahonen czy Ammann rozdrabniają swoje wielkie sukcesy, bo ludzie szybko zapominają o ich znakomitych osiągnięciach sprzed lat, a świetne wyniki zastępowane są w pamięci przez niedawne porażki. Choć od ostatnich wielkich osiągnięć Ahonena minęło już ponad 10 lat, a zawodnik dwa razy kończył karierę, to sam przyznaje, że skoki są dla niego formą psychoterapii. Fin nie radził sobie po zawieszeniu nart na kołku. Brakowało mu codziennego reżimu treningowego i zajęcia czymś umysłu. Ahonen coraz więcej pił, kończyły się również pieniądze. Powrót do skoków uratował nie tylko jego małżeństwo, ale także jego samego. Dziś Fin zapowiada, że już nigdy nie powie, że kończy ze sportem, bo traktuje go czysto hobbystycznie. 36-krotny zwycięzca zawodów Pucharu Świata znalazł także nowe zajęcie, bo od pewnego czasu zajmuje się szyciem kombinezonów dla fińskiej kadry. Nie wszyscy są jednak zadowoleni z ciągłej obecności Ahonena w świecie skoków. - Wielu Finów uważa, że Ahonen jest przykrym obrazem upadku fińskich skoków i właśnie dlatego tyle osób nie chce się pogodzić z tą sytuacją, uważając, że powinien już odejść. Kibice nie chcą oglądać upadłej przeszłości, którą reprezentuje w ich oczach Janne i czekają na nową krew - mówi PAP Toni Nikunen.

W podobnej sytuacji jest Gregor Schlierenzauer, który ma dopiero 27 lat, ale w międzynarodowych zawodach pojawia się już od ponad dekady. W międzyczasie Austriak zawiesił sportową karierę, a kontuzja zerwania więzadeł krzyżowych, która mu się w tym czasie przytrafiła, pozwoliła zrozumieć jak bardzo brakuje mu skoków. Dziś twierdzi, że punktem odniesienia jest dla niego Kamil Stoch, bo potrafił przezwyciężyć dwuletni kryzys formy i w świetnym stylu powrócił na szczyt. "Schlieriego" nie załamała także kolejna kontuzja, która przytrafiła mu się po upadku na mamuciej skoczni w Oberstdorfie. - Chciałem powrócić na konkursy w Lahti, dlatego wszystko temu poświęciłem - mówił w austriackich mediach.

Z mistrzostwem trzeba się śpieszyć

O ile najstarszym zawodnikiem, który w XXI wieku zdobył mistrzostwo na skoczni normalnej jest Anders Bardal, który rocznikowo miał wówczas 31 lat, to w przypadku rywalizacji na większym obiekcie najstarszym zwycięzcą jest Andreas Kuettel. W 2009 roku w dość szczęśliwych okolicznościach wygrał jednoseryjny konkurs w Libercu. Szwajcarowi do trzydziestych urodzin brakowało wtedy dwóch miesięcy. Pokazuje to wyraźnie, że zawodnicy przekraczający trzydziesty rok życia teoretycznie mają znacznie mniejsze szanse na zdobycie mistrzostwa świata. Na szesnaście konkursów MŚ rozegranych w XXI wieku tylko raz wygrał skoczek z ,,trójką z przodu''. Jeśli Kamil Stoch będzie najlepszy w najbliższym konkursie, to dołączy do grona najbardziej doświadczonych zwycięzców i wyprzedzi w nim Adama Małysza, który swoje czwarte i ostatnie złoto zdobył niecałe trzy miesiące po 29 urodzinach.