MŚ w Lahti. Polacy byli faworytami, ale nie składają broni

Polscy skoczkowie przystępowali do konkursu w Lahti jako jedni z głównych faworytów do medalu. Niestety, żaden z biało-czerwonych nie znalazł się na podium. Polacy mieli mieszane uczucia po zawodach.
Po znakomitym skoku we wczorajszych kwalifikacjach Stoch był głównym pretendentem do złotego medalu. Niestety, Polak zajął czwarte miejsce, a do podium stracił tylko 1,1 punktu. - Mam mieszane uczucia po dzisiejszym konkursie, no ale kurczę, trzech zawodników mamy w dziesiątce. Mogło być nieco lepiej, ale i tak jest dobrze - mówił w TVP Kamil Stoch. Polak zaskoczył wszystkich tezą, że jego zdaniem drugi skok był gorszy, niż ten krótszy z pierwszej serii. - Z jednej strony jest ok, bo jestem czwarty, to dobre miejsce i powinienem się cieszyć, z drugiej strony podium było blisko. Drugi skok nie był tak dobry jak ten pierwszy - zauważył Stoch.

Walka o medal nie udała się także drugiemu zawodnikowi polskiej kadry. Maciej Kot również przystępował do konkursu mistrzostw świata jako jeden z głównych faworytów do medalu. Polak wygrał dwa z ostatnich czterech konkursów w Pucharze Świata, dlatego oczekiwania w stosunku do 25-latka były bardzo duże. Niestety żadnemu z naszych reprezentantów nie udało się zająć miejsca na podium, a Maciej Kot uplasował się tuż za Kamilem Stochem, który był czwarty. - Cele były wyższe, ale ich nie zrealizowałem - mówił w TVP Maciej Kot. Zakopiańczyk był jednak zaskoczony stratą do podium. - Brakło niewiele, ale nie wiem czego. Inni skakali lepiej. Zaskoczył mnie jednak rozmiar tej porażki. Brakło tej błyskotliwości - wyliczał Maciej Kot.

Najlepszy zawodnik tego konkursu Stefan Kraft zauważył, że zawody były bardzo wyrównane i o końcowych wynikach decydowały detale. - Dziś trzeba było mieć szczęście do warunków. Podmuchy nie były duże, ale na takim poziomie każdy wiatr robi różnice - mówił tuż po konkursie złoty medalista Stefan Kraft.









.