Igrzyska olimpijskie. Rok do Pjongczang 2018. " Narciarstwo klasyczne stało się naszym sportem narodowym "

- Co było u nas rekordem oglądalności podczas igrzysk w Londynie? Podnoszenie ciężarów. Nie lekkoatletyka, nie pływanie. Olimpijskiego widza nie da się zaszufladkować. Chcemy być w Pjongczang z kamerą wszędzie tam, gdzie zdarzy się coś ciekawego - mówi Sport.pl dyrektor programowy Eurosportu w Polsce Adam Widomski
Za rok, 9 lutego 2018, zaczną się zimowe igrzyska w Pjongczang. To będą pierwsze igrzyska w nowej telewizyjnej rzeczywistości: rozpadł się już wieloletni sojusz Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego i europejskich telewizji publicznych. Prawa do igrzysk w Europie pierwszy raz trafiły w całości na wolny rynek i kupiła je telewizja Discovery. Właściciel m.in. Eurosportu, który igrzyska pokazywał od początku istnienia stacji, z przerwą na Soczi 2014 i Rio 2016.. Grupa Discovery zapewniła sobie ogólnoeuropejskie prawa do transmisji igrzysk zimowych i letnich od 2018 do 2024, płacąc za nie półtora miliarda dolarów. To oznaczało, że pierwszy raz olimpijskie transmisje mogły trafić do innej stacji otwartej niż TVP. Tak się ostatecznie nie stało, TVP odkupiła sublicencję na transmisje otwarte z dwóch najbliższych igrzysk i niewyłączne do transmisji w internecie. Ale to Eurosport będzie przez najbliższe lata główną telewizją ruchu olimpijskiego.

Paweł Wilkowicz: Nie było w Eurosporcie relacji ani z igrzysk w Soczi, ani w Rio, ale teraz wróciliście do gry i to jako główny właściciel praw na całą Europę. Po czym widz rozpozna za rok, oglądając transmisję z Pjongczang, że coś się zmieniło?

Adam Widomski: Eurosport 1 po raz pierwszy w historii będzie ułożony pod polskiego widza. Wcześniej Eurosport pokazywał przekaz międzynarodowy. Nie w stu procentach, ale w dużej części. Natomiast na antenie Eurosportu 2 pokażemy dyscypliny, które ze względu na olimpijski harmonogram nie znajdą miejsca w ramówce Eurosportu 1, a dla kibiców sportu są równie istotne. Mamy pełną możliwość wyboru, znamy preferencje polskich widzów. Co więcej, dzięki kanałom w usłudze Eurosport Player, kibice zobaczą każdą sekundę igrzysk.

TVP, odkupując od was prawo do pokazywania igrzysk w stacji otwartej, również kupiła prawa cyfrowe.

- TVP nabyła od nas niewyłączne prawa do transmisji internetowych nadawanych w sposób linearny oraz ograniczone prawa do retransmisji i skrótów najważniejszych wydarzeń.

Czyli, mówiąc najprościej, prawo do pokazania w internecie tego, co akurat będzie na antenie, a nie pokazywania transmisji z różnych dyscyplin do wyboru przez widza?

- Tak, teraz taki wybór transmisji w Internecie z każdej dyscypliny będzie możliwy tylko za pośrednictwem Eurosportu.

W grę wchodzi też odkupienie od was praw do takich transmisji np. przez jakiś portal?

- Jest to nadal sprawa otwarta. Obecnie Eurosport dysponuje pełnią praw do olimpijskich streamów i na pewno zrobimy wszystko, żeby kibice mieli do nich jak najłatwiejszy dostęp. To coraz ważniejsza część praw, a będzie szczególnie ważna podczas igrzysk z tak odległej strefy czasowej. Relacje live z Pjongczang będą się kończyć około 15.30, a to oznacza, że ważne wydarzenia będą miały miejsce, kiedy ludzie są jeszcze w pracy, szkole, tramwaju, autobusie. Kiedy wielu z nich patrzy na ekran smartfona lub komputera, a nie telewizora. Wielu z nich będzie chciało śledzić igrzyska na różnych ekranach, w trakcie innych zajęć, w każdym miejscu i o każdej porze, będą też nadrabiać zaległości z nocy.

Rozmowy z TVP w sprawie sprzedaży sublicencji rzeczywiście były tak długie?

- Z zasady nie dzielimy się szczegółami naszych rozmów biznesowych. Osiągnęliśmy porozumienie korzystne dla obu stron. TVP to jest partner który, jak my, rozumie i docenia wartość igrzysk.

Był jakiś rywal dla telewizji publicznej w tej walce?

- Też nie możemy tego komentować - to tajemnica handlowa. Mamy w Polsce ustawę, która szczegółowo opisuje, jakie wydarzenia sportowe mają trafić do stacji otwartej, a kryterium otwartości też jest tak sformułowane, że w grę wchodzą tylko największe stacje. Na nas spoczywał obowiązek zagwarantowania, że te wydarzenia trafią do telewizji otwartej. Naszym partnerem w realizacji tego została TVP. A my pozostaniemy miejscem, gdzie bije serce igrzysk przez całą dobę, od otwarcia do zamknięcia.

TVP jest waszym partnerem do igrzysk 2020 w Tokio. A co dalej? Prawa macie do 2024.

- Na odpowiedź na to pytanie jest zdecydowanie za wcześnie.

Planujecie studia w Korei, czy w Warszawie?

- Jeszcze to dopracowujemy, ale na pewno będziemy mieli swoją ekipę na miejscu. Nie tylko komentatorów, również reporterów, prowadzących, bo w planach jest też wieczorny show. To nie będzie takie typowe studio, gdzie dyskutuje kilku gości. Raczej forma bardziej interaktywna. Wysłane do Korei ekipy reporterskie będą produkować 90 procent zawartości tego show. Na miejscu znajdować się będzie też duża grupa zagranicznych ekspertów pracujących dla Eurosportu. Łącznie cały nasz zespół będzie liczyć kilkaset osób. Będziemy mieli na miejscu jedno główne centrum dowodzenia Eurosportu. Skorzystamy ze wsparcia ekip z innych krajów. Dzięki temu będziemy mieli swoich ludzi wszędzie tam, gdzie zdarzy się coś ciekawego. Chcemy pokazać igrzyska tak, jak ich jeszcze nikt nie pokazywał. Dostarczyć nowych wrażeń. My jako polska ekipa będziemy się koncentrować na skokach, biegach, biathlonie. To są filary naszych relacji, a większość naszych wysłanników będzie pracować w tzw. okręgu górskim, czyli tam gdzie będą te wspomniane trzy dyscypliny. Są tak blisko siebie, że właściwie można się między ich arenami poruszać pieszo.

Jakie jest olimpijskie Pjongczang?

- Ten rejon, gdzie są skoki i biegi to niewielki kurort narciarski, w centralnym punkcie mapy igrzysk. Jest tam taka górka jak pół Skrzycznego i wokół niej powstała dobra infrastruktura: wyciągi, niezły hotel, park, jeziorko. Po drugiej stronie tego jeziorka będzie biuro telewizyjne, dalej są od razu skocznie, a za skocznią już stadiony - narciarski i biathlonowy. Są tam również tory - saneczkowy i bobslejowy. Stadion olimpijski, na którym będą ceremonie otwarcia i zamknięcia położony będzie pięć, sześć kilometrów od tego miejsca. Gdy byłem tam rok temu, nie było jeszcze stadionu, tylko wielkie pole i koparka. Ale wszystkie terminy są na razie dotrzymane. Narciarstwo alpejskie jest jakieś 40 km od tego okręgu. Podobnie - centrum snowboardu i narciarstwa dowolnego. Godzinę jazdy z gór w przeciwną stronę, nad morze, odbędą się wszystkie konkurencje lodowe pod dachem.

Była taka grupa widzów, która najbardziej ceniła olimpijskie transmisje Eurosportu właśnie za ten sygnał paneuropejski. Za to, że igrzyska u was nie były polskie, tylko olimpijskie. Taki widz teraz ucierpi?

- Ramówka Eurosportu 1 ma być interesująca dla polskiego widza, co nie oznacza, że będzie budowana wyłącznie wokół polskich wydarzeń. Będziemy pokazywać dyscypliny w Polsce popularne, nawet jeśli Polacy nie będą mieć szans na medal.



Komentarz Eurosportu też był zawsze, nazwijmy go, paneuropejski. To znaczy bez zachłystywania się wszystkim co zrobią Polacy, bez dmuchania pod narty. Wasi widzowie to cenią, czy piszą maile z zażaleniami, że nie jesteście wystarczająco mocno za Polską?

- To chyba za duże uproszczenie, bo przecież my komentujemy dla polskiego odbiorcy. I są w tym komentarzu emocje. Nie będziemy udawać, że głos nie drży, gdy skacze Kamil Stoch albo biegnie Justyna Kowalczyk. Nie ma u nas jednego: nie ma "pompowania balonów". My tego nie lubimy, sportowcy tego nie lubią. Nie ma u nas dramatu i rozliczeń, gdy Polak przegrywa. On przegrał, ale wygrał inny sportowiec, kto też ciężko pracował. Kochamy polskie sukcesy. Niech będzie ich jak najwięcej. Nie mówię przecież Igorowi Błachutowi przed transmisją: "nie emocjonuj się za bardzo, jeśli Kamil Stoch wygra". To byłoby bez sensu. Ale sprowadzanie wszystkiego do tego, które miejsce zajmą Polacy, byłoby z kolei brakiem szacunku dla wysiłku innych.

A jaki jest widz olimpijski? W MKOl od lat jest obawa, że ten widz się olimpizmowi, mówiąc brzydko, zestarzeje.

- Igrzyska olimpijskie oglądają wszyscy. Trudno jest tego widza zaszufladkować. O tenisie, którego jest na naszych antenach bardzo dużo, możemy powiedzieć, że jest sportem widza dojrzałego. Igrzyska oglądają wszyscy. A popularnością cieszą się sporty, którymi na co dzień kibice się mniej interesują. Jaki był rekord oglądalności Eurosportu z igrzysk letnich w Londynie? Podnoszenie ciężarów. Nie lekkoatletyka, nie pływanie. Podnoszenie ciężarów. Fakt, były polskie szanse, były medale, ale i tak to było dużym zaskoczeniem. Bobsleje miały świetną oglądalność podczas igrzysk zimowych, choć nie było szans na polski medal. Okazuje się, że nadal igrzyska są tak ważne, że ogląda się je ciągiem. Oczywiście igrzyska zimowe to trochę inna bajka. Tutaj mamy swoich superbohaterów. Kamila, Justynę. Narciarstwo klasyczne stało się naszym sportem narodowym. A skoki są największym hitem Eurosportu w Polsce.

W weekendy wygrywa Kamil Stoch czy Robert Lewandowski?

- Skoki są transmitowane w Eurosporcie 1, który ma większy zasięg, dociera do 8,5 miliona gospodarstw domowych, na ponad 61 procent terytorium Polski. Eurosport 2 dociera do ponad 5,5 mln polskich gospodarstw. Poza tym Bundesliga jest niemal cały rok, a skoki są sezonowe i oglądalność kumuluje się od listopada do marca. Na początku lutego pokazywaliśmy równolegle mecz Bayernu i skoki. Zauważyliśmy, że na początku drugiej połowy meczu widzowie Bundesligi przełączyli się na skoki, by śledzić końcówkę pierwszej serii, a potem wrócili do piłki nożnej. To też pokazuje, że te dwa sporty konkurują o tego samego widza. Ten widz po prostu lubi sport i jest przywiązany do Eurosportu. A skoki narciarskie mają dziś u nas najlepszą oglądalność w historii. Mamy wyłączne prawo do wszystkich kwalifikacji i to przekłada się na oglądalność. Podczas kwalifikacji odnotowaliśmy w tym sezonie kilka transmisji zbliżających się do miliona. To jest naprawdę dobry wynik. Kwalifikacje do lotów w Oberstdorfie oglądało średnio ponad 900 tysięcy widzów. A kwalifikacje do Oberstdorfu w Turnieju Czterech Skoczni to było 1,1 mln. W Oberstdorfie padł też rekord w historii polskiego Eurosportu: 1,5 mln widzów w 2013 roku. Oczywiście Bundesliga też jest dla nas bardzo ważna. Świetną oglądalność mają wyścigi kolarskie, tenis. Ostatni finał Australian Open Nadal-Federer był najchętniej oglądanym meczem tenisowym w historii Eurosportu. Globalnie, bo polskim rekordem pozostaje finał Radwańska - Szarapowa z Miami w 2012. Ale igrzyska to jednak igrzyska. Od początku swojego istnienia Eurosport relacjonował igrzyska. Dopiero przy okazji Soczi i Rio sytuacja na rynku spowodowała, że ich nie mieliśmy. A teraz wracamy, żeby przypomnieć, że to u nas bije serce sportu.