Trenerzy i żona o sukcesie Sikory

- Jestem akurat z moimi zawodnikami na mistrzostwach Polski juniorów w Dusznikach Zdroju, ale oczywiście oglądałem zawody w telewizji. To skandal, że realizatorów transmisji interesowali niemal wyłącznie Niemcy i Norwegowie, a Tomka pokazywali bardzo rzadko - denerwuje się pierwszy trener Sikory Serafin Janik, który szkolił go w klubie Ryfama Rybnik. - On jednak sprawił im psikusa! Wierzyłem, że na tych mistrzostwach on stanie na podium. Na tym chłopaku można polegać.

Z kolei prezes klubu Sikory Dynamitu Chorzów Marcel Truchan nie oglądał wczorajszych zawodów. - Akurat byłem u lekarza. Mam problemy z żołądkiem i musiałem się po raz kolejny przebadać. Od jednego z działaczy klubu dowiedziałem się jednak telefonicznie, że Tomek osiągnął taki sukces. Od razu lepiej się poczułem... - mówi Truchan.

- Start męża oglądałam w domu razem z moją mamą. Na początku bardzo się denerwowałam, bo go nie pokazywano i nie wiedziałam, na którym jest miejscu. Kiedy okazało się, że po trzecim strzelaniu jest czwarty trochę odetchnęłam - opowiada Danuta Sikora. - Modliłam się, żeby mu się powiodło. W ostatnich zawodach Pucharu Świata Tomek był tuż za podium, bałam się, że medal znowu przejdzie mu koło nosa. Na ostatnich kilometrach pobiegł znakomicie. Jestem bardzo szczęśliwa i dumna z Tomka.

Nie wiadomo, kiedy znowu zobaczy męża. - Ostatni raz widzieliśmy się 4 stycznia i nawet nie wiem, kiedy znowu go zobaczę, bo wkrótce czeka go start w mistrzostwach Europy. Zostają nam tylko rozmowy przez telefon i SMS-y. Czasami czuję się bardzo samotna, ale kiedy widzę męża triumfującego na zawodach, od razu zapominam o ciężkich chwilach - podkreśla żona naszego wicemistrza świata.