Tour de Ski. Kowalczyk: Na zjazdach było bardzo niebezpiecznie, bałam się

- Było bardzo niebezpiecznie na zjazdach. Nie wiem, dlaczego nie przejechano trasy ratrakami raz jeszcze. Mówiłam dziś do trenera, że się po prostu boję - powiedziała Justyna Kowalczyk w rozmowie po biegu na 10 km techniką klasyczną w Oberstdorfie. Polka zajęła 6. miejsce.
Justyna, wyglądasz na zadowoloną z biegu. Jakie są przyczyny zadowolenia?

- Nie będę płakać. To już któryś bieg na 10 km, w którym startowałam. Ale cieszę się, że powalczyłam.

Traciłaś na zjazdach, znów...

- Tak, dziś znów słabo zjeżdżałam. Dziś na rozgrzewce pomyślałam sobie, że już dawno nic się nie stało ze mną poważnego na trasie. Od Vancouver. I że chyba dzisiaj postanowiono to zmienić. Nie wiem, kto odjechał w karetce [była to Claudia Nystad]. Było bardzo niebezpiecznie na zjazdach. Nie wiem, dlaczego nie przejechano trasy ratrakami raz jeszcze. Mówiłam dziś do trenera, że się po prostu boję. A on do mnie powiedział: - Biegnij tak, żeby było dobrze na końcu. Zdrowie jest ważniejsze.

Była szansa, żeby dogonić Therese Johaug na początku?

- Starałam się, ale okazało się to niemożliwe. Dziewczyny są po prostu na razie zbyt mocne.

Wyrwałaś trochę na początku do przodu, ale jak zobaczyłaś, co się dzieje, schowałaś się za dziewczynami, aby zachować siły na później.

- No mniej więcej tak to wyglądało.

Czy norweski pociąg już odjechał i nikt go nie złapie?

- Ten pociąg odjechał na początku sezonu i cała reszta świata próbuje jakoś go złapać, w jakimkolwiek biegu.

Jedyna taka talia kart! Stoch, Kowalczyk, Wlazły... [ZDJĘCIA]