Igrzyska 2022: Kraków wśród Goliatów

Jutro PKOl oficjalnie zgłosi Kraków do walki o zimową olimpiadę 2022 r. Do walki z gigantami, przy których polska kandydatura staje się ledwo widoczna.
Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS, na Androida i Windows Phone

Pomysł rzucił profesor Szymon Krasicki, promotor pracy doktorskiej Justyny Kowalczyk, podchwyciła go Jagna Marczułajtis-Walczak, posłanka PO z Podhala, a władze Krakowa, rząd i PKOl dały poparcie. To jeszcze nie są, jeśli chodzi o rząd, oficjalne gwarancje pokrycia kosztów przygotowań, ale wystarczyło, by pomysł zaczął żyć własnym życiem.

14 lat po porażce Zakopanego w walce o igrzyska 2006, rok po ostatniej z czterech porażek Zakopanego w wyborach gospodarza narciarskich mistrzostw świata, Polska znów zgłasza Tatry do zaszczytów. Ale w zmienionym opakowaniu: jak każe nowa olimpijska moda, do organizacji wysuwa nie górski kurort, ale najbliżej położone gór duże miasto. Ostatnim miasteczkiem, które udźwignęło igrzyska, było Lillehammer blisko 20 lat temu. Potem nastał czas dużych miast i ich górskich satelitów, takich, jakimi dla Turynu 2006 były Pragelato, Sestriere czy Bardonecchia, a dla Vancouver 2010 - Whistler i Cypress Mountain. Teraz zgłasza się Kraków i jego satelity.

Właściwie kandydatura nie jest polska, tylko polsko-słowacka: Krakowa (oraz Katowic i Oświęcimia - turnieje hokeja i być może curlingu), Zakopanego i słowackiej Jasnej koło Żyliny, bo potrzebujemy pomocy z Południa, by rozegrać konkurencje alpejskie. Ale w oficjalnym zgłoszeniu to będą igrzyska Kraków 2022, dlatego że Międzynarodowy Komitet Olimpijski dopuszcza tylko jedno miasto symbol. Tam mają się odbyć ceremonie otwarcia, zamknięcia i jak najwięcej konkurencji, które da się rozegrać w mieście. Pozostałą częścią można się podzielić z innym państwem. Tak się wprawdzie jeszcze w zimowych igrzyskach nie zdarzyło, ale Karta Olimpijska tego nie zabrania.

Pytanie tylko, co ma skusić MKOl do igrzysk rozpiętych między Krakowem i kurortami z dwóch stron Tatr, jeśli pod ręką będą kandydatury mniej kłopotliwe? A są, bo do wyścigu stają Oslo, które klasyczne konkurencje narciarskie mogłoby zorganizować jutro, Ałmaty, gdzie od kilku lat powstają sportowe cuda architektury, a budżet na promocję Kazachowie mają praktycznie nieograniczony, oraz Monachium, które czeka jeszcze na zgodę mieszkańców (referendum w najbliższą niedzielę, w Monachium i jego satelitach), ale wszystko wskazuje na to, że uda się zebrać większość. Niemcy nie mieli igrzysk od 41 lat - żaden z gigantów olimpizmu nie czeka tak długo - mają za to od niedawna swojego szefa MKOl Thomasa Bacha, co na pewno źle ich szansom nie robi. Kandyduje też Pekin z oddalonym o 160 km Zhangjiakou, ale ma minimalne szanse, bo nie dość, że niedawno organizował igrzyska, to jeszcze olimpiady 2018 i 2020 będą w Azji - w koreańskim Pyeongchang i w Tokio. Zgłoszenia Lwowa i szwedzkiego Östersund trudno traktować poważnie. Choć pewnie to samo na Ukrainie i w Szwecji napiszą o Krakowie.

Termin przyjmowania zgłoszeń mija 14 listopada, wtedy trzeba wpłacić wpisowe - 150 tys. dol. Tak zacznie się wyścig z dwiema metami. Do pierwszej, ustawionej w Kuala Lumpur, gdzie 31 lipca 2015 r. zostanie wybrany gospodarz IO 2022, wydatki liczy się w milionach - na przygotowanie dokumentów z planami kandydatury, na przekonywanie członków MKOl (władze Krakowa zaplanowały wydanie na taką obsługę ponad 22 mln zł). Drugi wyścig jest już nie z rywalami, tylko z czasem, i kosztuje miliardy. Na pewno nie aż tyle, ile wyda na przygotowania najbliższy gospodarz, bo Rosjanie za równowartość 160 mld zł budują wokół Soczi nowy olimpijski świat, zostawiając tylko 15 proc. tego, co zastali. Ale olimpijskie przygotowania Polski na pewno nie będą też kosztowały mniej niż operacja Vancouver 2010. Kanadyjczycy wydali równowartość ponad 20 mld zł, i to bez ekstrawagancji, bo Whistler i bez olimpiady było potężnym ośrodkiem sportów zimowych. A my w Zakopanem, gdzie ma trafić olimpijskie narciarstwo klasyczne, mamy na razie oprócz Wielkiej Krokwi krótką trasę biegową, bo dłuższej nie da się zrobić przez spory o działki, i Średnią Krokiew w takim stanie, że straciła homologację FIS. A w okolicach Zakopanego mają być też podczas igrzysk m.in. zawody biatlonowe.

Do prognoz finansowych, które się będą pojawiać w najbliższych dniach, trzeba podchodzić z dystansem. Pewnie na papierze da się obronić tezę, że igrzyska zamkną się w budżecie niższym niż 20 mld. Ale w Vancouver też to słyszeli, a potem im bliżej igrzysk, tym było drożej. Wydatki na bezpieczeństwo rozdęły się pod dyktando MKOl pięciokrotnie, aż do równowartości blisko 2,5 mld zł.

Nawet 20 mld na zimowe igrzyska to ciągle ponad cztery razy mniej niż Polska wydała na Euro 2012. Ale też wizerunkowe korzyści są nieporównywalne - z badań robionych na trzecią rocznicę igrzysk w Vancouver wynika, że dla promocji Kanady olimpiada nie miała właściwie żadnego znaczenia, a też samo miasto nie przyciąga więcej turystów niż przed 2010 r. Pozostała oczywiście odmieniona infrastruktura i nie ma wątpliwości, że na tym Kraków i inne miejsca igrzysk 2022 bardzo by zyskały. A czy na tyle, że warto się dla tego celu zakładać o 20 mld z budżetu państwa, to już zupełnie inne pytanie. f